Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 67 gości.

Na stronie głównej

E. Balcerek i W. Bratkowski: Komórki, polityka, determinizm

commie.jpg
See video

 
Z drugiej strony, ponieważ efektem pożądanym jest sukces (jakkolwiek rozumiany), efektem masowego procesu jest właśnie sukces. Ten sukces skutecznie zamyka drogę dla różnorodności, która stawia czoła determinizmowi. Nieoznaczoność jest przerzucana na coraz wyższy poziom organizacji, gdzie podlega temu samemu procesowi. Stan organizacji materii, Wszechświata, rośnie prowadząc ostatecznie do bezruchu, czyli do śmierci. Śmierć jest tylko punktem wyjścia dla nowego początku, więc nie ma w tym nic negatywnego.
 
Tak jak nasze ciała są zbudowane z komórek, które straciły wolność (indeterminizm), tak my tworzymy struktury społeczne, które odbierają nam naszą wolność w imię trwałości owej wyższej struktury. Wyższa struktura zapewnia nam warunki przetrwania, które zmieniają się w miarę, jak odchodzimy od życia na poziomie zwierzęcym, instynktownym, a przechodzimy do życia, gdzie społeczeństwo zastępuje nam kontakt z przyrodą. Lubimy to. Wystarczy spojrzeć na nasze miasta i miasteczka, gdzie schludny asfalt zastępuje błoto. Na zewnątrz, na ulicach mamy jak w domu, tylko kłaść dywany. Zamykamy dachy nad naszymi ulicami przygotowując się do życia w wiecznym zaduchu społecznego ciała, niczym komórki naszego organizmu w naszym ciele. One też nie widzą już słońca ani chmur. Żyją w ciemności naszego wnętrza, zajmując się codziennymi sprawami, od których zależy sprawne funkcjonowanie naszego organizmu. Czego chcą komórki? Może chcą czasem zobaczyć słońce i niebo?
 
Nasze nastroje i nasze samopoczucie zależą od humoru naszych komórek. A one potrzebują używek, żeby zabić w sobie tę potrzebę oglądania słońca i chmur na niebie. My, jako struktura o wyższym poziomie zorganizowania, możemy trzymać komórki w ryzach, ale nasze samopoczucie jest wypadkową ich samopoczucia.
 
W gruncie rzeczy tak właśnie rozumie zależność między nami a naszymi składowymi współczesna nauka. Aby wyjaśnić, co dzieje się w naszym organizmie, szukamy odpowiedzi w analizie zachowania naszych komórek ciała. Nie przyjmuje nauka do wiadomości wyjaśnień, które traktowałyby części elementarne jak czarną skrzynkę, jak zbiór pewnych całości funkcjonalnych, gdzie nie jest ważne zachowanie poszczególnych "indywiduów”, ale idealizacja ich funkcji, czyli wypadkowa ich jednostkowych zachowań, coś, co może być zdeterminowane, a więc – poddane terapii z punktu widzenia całości (struktury) nadrzędnej.
 
Wypadkową tych wszystkich procesów jest jednak także powstanie zbiorowej świadomości, która gromadzi indywidualne doświadczenia, ale hierarchizuje je wedle częstotliwości występowania i sukcesu funkcjonalnego. Ta świadomość dorasta do poziomu, kiedy możliwe jest zrozumienie, w jaki sposób można przeciwstawić się zdiagnozowanemu determinizmowi zarysowanego procesu.
 
Budowanie wyższego poziomu struktury wymaga specjalizacji „komórek” tworzących ową strukturę. Warunkiem jest jeden i ten sam mechanizm dla wszystkich typów wyspecjalizowanych komórek, mechanizm oparty na współdziałaniu owych grup komórek. Warunkiem zachowania struktury na poziomie obecnym, z dostępem do przyrody, jest powstrzymanie procesu specjalizacji poszczególnych komórek.
 
Ta właśnie idea jest opisana przez komunistyczny postulat wszechstronnego rozwoju każdej jednostki. U podłoża tego postulatu leży właśnie życzenie niezróżnicowania funkcjonalnego komórek-jednostek ludzkich. Taka sytuacja uniemożliwia powstanie wyższej, obejmującej szerzej, struktury.
 
Ścisła zależność między komórkami powstaje z chwilą, gdy jedne z nich zajmują się zaopatrywaniem całości w pożywienie dostarczające energii dla zachodzenia wszelkich procesów. Inna grupa komórek przejmuje funkcje organizacyjne i kierownicze, a ich bezwzględne uzależnienie od komórek dostarczających energię powoduje konieczność ubezwłasnowolnienia tych ostatnich, tak aby nie mogły się usamodzielnić i „olać” komórki przywódcze. Wymaga to izolacji od środowiska naturalnego, które akurat daje „robolom” komórkowym przewagę, ponieważ mają one atawistyczną umiejętność poruszania się w tym środowisku. Życie w społeczności wymaga natomiast znajomości wyrafinowanych reguł, które są dopiero nabywane w procesie socjalizacji. A proces socjalizacji jest przeprowadzany z myślą o stworzeniu sprawnie funkcjonującej struktury izolującej jednostki od bezpośredniego kontaktu z przyrodą jako środowiskiem życia, a nie tylko rozrywki.
 
Nie są więc przedmiotem walki klasowej różne rodzaje socjalizacji w ramach społeczeństwa klasowego, ale tylko i wyłącznie jedna i zasadnicza kwestia – zahamowanie procesu utrwalania specjalizacji. Dlatego, w miarę jak rośnie zapotrzebowanie na utrzymywanie pozorów wolności w zaciskającym swe obręcze społeczeństwie, które przechodzi na nowy etap organizacji, pole walki klasowej zamiast się poszerzać, zawęża się do tego zasadniczego wyzwania. Nie chodzi bowiem o przytulne urządzenie celi, ale o nie znalezienie się w niej.
 
Bo z czasem, zza krat celi przestajemy w końcu dostrzegać słońce i niebo.
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski 31 grudnia 2019 r.

E. Balcerek i W. Bratkowski: Syzyfowa praca najemna

proletariat-d0012080511.png
See video

 
Dla Dwurieczeńskiego w grę wchodzi jeszcze kwestia skrajnego ubóstwa (przeżycie z dnia na dzień). W ten sposób Dwurieczeński dochodzi do zadziwiającego (i jałowego) wniosku, że proletariat jest kategorią węższą od kategorii robotnika. 
 
Komentator SM słusznie podkreśla, że w odróżnieniu od Dwurieczeńskiego, który odwołuje się do socjologicznego, burżuazyjnego punktu widzenia, nakazującego różnicowanie klasowe ze względu na poziom dochodu, Marks kierował się stosunkiem do własności środków produkcji. Idzie jednak dalej w swym zapale twierdząc, że proletariat wymaga koniecznie dla siebie kontrpartnera w postaci klasy kapitalistów. Niekoniecznie, a mówi nam o tym przykład starożytnego Rzymu. Natomiast tego kontrpartnera wymaga klasa robotnicza. Ten błąd wskazuje na fakt, że pomieszanie pojęć nie zostało jeszcze całkowicie przezwyciężone u krytyków Dwurieczeńskiego. I ma to swoje powody. Ostatecznie bowiem SM i Dwurieczeński zgadzają się co do istoty sprawy: proletariat i klasa robotnicza to jedno i to samo (chociaż komentator SM zarzuca to Dwurieczeńskiemu, to jednak kilka minut później powtarza to samo za Olegiem jak za panią matką). 
 
SM słusznie utrzymuje, że w analizie towaru przeprowadzonej przez Marksa nie ma ani grama wartości użytkowej. Słusznie, poza tym drobnym faktem, że Marks podkreśla, iż wartość użytkowa towaru jest fundamentem, bez którego w ogóle nie sposób prowadzić sensownej analizy pojęcia wartości towaru. Użyteczność i inne fundamentalne reguły życia społecznego są bazą, na której nabudowane są konkretne systemy społeczno-ekonomiczne. Rozumowanie współczesnej lewicy opiera się na przekonaniu, że przed kapitalizmem nie było nic, a już na pewno nic, co wcześniejsze, nie oddziałuje na ten system w sposób konstytutywny. 
 
A przecież sam komentator SM przyznaje, że chodzi o pracę abstrakcyjną i, jednocześnie, użyteczną społecznie. Ta użyteczność jest wręcz założona, jest punktem wyjścia analizy, punktem, który można łatwo przeoczyć, ponieważ jest oczywisty. To dopiero kapitalizm spowodował, że w analizie ekonomicznej, w ślad za rzeczywistością gospodarki maksymalizacji zysku, zaczęła liczyć się praca abstrakcyjna. W tym systemie abstrahuje się od konkretności, od rodzaju pracy. Stąd bierze się fakt, że kapitalizm może zamieniać w maszynkę do przynoszenia zysku dowolną działalność społeczną. Chodzi tylko o wydatkowanie siły roboczej. 
 
SM wie, że obie klasy antagonistyczne wywodzą się z drobnej własności, które dopiero w systemie przemysłowym nabierają wyrazistości „czystych postaci” kapitalisty i pracownika najemnego, którego ucieleśnia robotnik przemysłowy. 
 
W historycznym ujęciu więc, proletariat to faza przejściowa (choć o trwałym charakterze, uwarunkowanym ciągnącym się procesem wchłaniania w szeregi proletariatu stale pauperyzujących się grup społeczeństwa) między upadającym drobnym właścicielem a proletariatem fabryczno-przemysłowym. Ten proces pauperyzacji i proletaryzacji stanowi swoiste, własne paliwo napędowe systemu kapitalistycznego, takie swoiste „otoczenie niekapitalistyczne” czy, dokładniej, „otoczenie przedkapitalistyczne”. Ulega ono odtworzeniu w sytuacjach poprawy położenia tych grup w związku z koniunkturą i ekspansją gospodarczą, a następnie grupy te stanowią nawóz dla dalszego rozwoju kapitalizmu. Proces ten ma swoją dynamikę, jednak ulega wyczerpaniu z czasem i dlatego musi sięgać po „otoczenie zewnętrzne”. 
 
W rozumowaniu komentatora SM pojawia się jednak błąd polegający na utożsamianiu kapitalisty z rentierem. Wynika on ze statycznej interpretacji określenia, że kapitalista żyje z kapitału. W ten sposób, wszyscy, którzy żyją z pracy najemnej znajdują się w jednej i tej samej klasie, która jest uważana en bloc za antagonistę kapitału. Komentator SM (jak i większość nowej lewicy) czyni jednak rozróżnienie na sprzedających swą siłę roboczą a sprzedających swoje produkty. Ci pierwsi są proletariuszami, zaś ci drudzy – drobnymi właścicielami (swojej siły roboczej). Nie jest to jednak rozróżnienie, które eliminowałoby z grona proletariuszy topmenedżerów, którzy sprzedają swoją siłę roboczą (swój czas pracy) za stawkę, którą sami ustalają w taki sposób, jak gdyby byli właścicielami środków produkcji. Często zresztą nimi są jako właściciele pakietów kontrolnych. Wszyscy, którzy są właścicielami akcji przedsiębiorstw czy papierów finansowych stają się w jakimś stopniu przedstawicielami kapitału. 
 
W ten sposób kapitał prowadzi swą hodowlę proletariuszy, którzy następnie stanowią to, co wyżej nazwaliśmy nawozem lub „otoczeniem przedkapitalistycznym”. Paradoksalnie, ponieważ są oni wytworem kapitału, ale jednocześnie jakby zasilaniem zewnętrznym dla kolejnej fazy rozwoju kapitalizmu. Tylko ucieczką do przodu kapitał ratuje swoje istnienie, powodując jednak przyspieszenie tempa wypalania się zasobów podtrzymujących ten sposób produkcji. 
 
Jeżeli Dwurieczeński utożsamia – wg SM – robotników z proletariatem (w rzeczywistości uważa proletariat za węższe określenie, a to ze względu na wtórne cechy i wbrew intuicyjnemu odczuciu), to SM włącza klasę robotniczą w szerokie pojęcie proletariatu (ludzi żyjących z pracy najemnej) i otrzymuje, że rozróżnienie jest pozbawione sensu. 
 
Tymczasem sama teza o tym, że naprzeciw kapitału stoi klasa antagonistyczna – proletariat – kłóci się z realistyczną obserwacją, że proletariat jest stale wrzącym kotłem, do którego wpadają i z którego wyłaniają się bardziej skrystalizowane typy społeczne o zróżnicowanych – w związku z tym – interesach klasowo-warstwowych. 
 
SM słusznie opiera definicję klasy na stosunku do własności środków produkcji. Można jednak mieć wątpliwość, czy zależność ta jest dobrze rozumiana. Stosunek do własności środków produkcji zakłada użytkowanie owych środków produkcji, a nie tylko samą własność jako tytuł do czerpania korzyści. Skoro czysty typ kapitalisty przekształcił się w rentiera, czyli osobnika nie mającego związku z produkcją, to i analogicznie, lewica nie widzi szczególnego miejsca klasy robotniczej jako klasy skupionej w produkcji przemysłowej (czyli w miejscu, gdzie produkowane są podstawowe dobra służące reprodukcji społeczeństwa). Lewica jest zainteresowana wyłącznie kwestią podziału, więc ulega złudzeniu, jaką roztacza propaganda burżuazyjna, która „czystego” kapitalistę lokuje w postaci rentiera. Fakt, że walka o przyszłość społeczeństwa globalnego rozgrywa się na poziomie walki o produkcję niezbędnych do przeżycia dóbr materialnych przestał być dla lewicy jasny i oczywisty. Zaślepiona, rzuca się do walki tam, gdzie jej wskazuje kapitał, czyli do walki o środki z podziału, co służy odnawianiu szeregów proletariatu, czyli odnawianiu paliwa dla gasnącej dynamiki odtwarzania się stosunków kapitalistycznych. 
 
Owszem, system ten wypala się, jednak dla zmiany i zapobieżenia katastrofie, którą taki żywiołowy proces przygotowuje, niezbędne jest zdanie sobie sprawy z tego, gdzie toczy się zasadnicza walka klasowa, a nie walka w ciągłych ramach procesu proletaryzacji. Lewica daje się wpędzić w Syzyfową pracę dla kapitału zamiast zakwestionować sam system. 
 
Komentator SM dobrze widzi, że proletariat był i pozostaje pojęciem rozproszonym. Lewica usiłuje w tym rozproszonym charakterze doszukiwać się plusów dla swej walki. W takim rozumowaniu, pracownicy sektora IT jawią się jako współcześni następcy klasy robotniczej, ponieważ dzięki pracy w sieci, mogą się oni łączyć i organizować dla walki. Problem techniczny jest ważny, ale jeszcze ważniejsza jest kwestia świadomości i interesu klasowego. Skoro proletariat pozostaje najliczniejszą warstwą społeczną, której aktywność życiowa polega na ściganiu mirażu doskoczenia do klasy wyższej, to proletariat znajduje się w położeniu chłopstwa, które odczuwało solidarność z klasami posiadającymi ze względu na swój status drobnego posiadacza, który każdy z osobna marzył o zamienieniu w status wielkiego posiadacza. W ten sposób każdy z proletariuszy współczesnych marzy o tym, że w którymś momencie swej kariery zawodowej uzyska wyjątkowe wynagrodzenie za swoją pracę, które pomoże mu stać się średnim właścicielem, co pozwoli mu na życie z renty od nagromadzonego kapitału. 
 
Dlatego marzenia o sprawiedliwym społeczeństwie wysnuwane przez ideologów chłopskiej, drobnej własności należą w literaturze socjalistycznej do kategorii utopii, która w momentach rewolucyjnych staje się ideologią reakcyjną, antyrewolucyjną, jak to pokazał przykład Wandei. 
 
Nie ma dotąd przeprowadzonego dowodu na to, że zmienił się mechanizm reprodukcji kapitału tylko dlatego, że coraz więcej ludzi usiłuje żyć z wytwarzanej w tradycyjnym sektorze produkcji materialnej wartości dodatkowej. Ogromny wzrost sił wytwórczych jest tego spełnionym warunkiem. Przyszłe społeczeństwo komunistyczne wyrasta na podłożu rozwiązania problemu dostatecznych środków dla materialnego zabezpieczenia bytu wszystkim członkom społeczeństwa na przyzwoitym poziomie. Rzecz idzie więc o materialne podstawy bytu społecznego. To, co u Marksa było założeniem jego teorii – wartość użytkowa – staje się obecnie warunkiem koniecznym dla projektowania przyszłego społeczeństwa bezklasowego. Albowiem w społeczeństwie bezklasowym wartość użytkowa będzie odgrywała zasadniczą rolę. 
 
Współczesna lewica nie potrafi mentalnie wyjść poza ramy kapitalizmu i to jest zrozumiałe, ponieważ takie są mentalne ograniczenia magmy, jaką stanowi proletariat, ten wrzący kocioł, z którego dopiero wyłaniają się jakieś konkretne twory społeczne zanim znowu zostaną wchłonięte przez ten wrzący kocioł dla przetopu i tak bez końca. Ta lewica to właśnie proletariat. Traktując samą siebie jako podmiot historii, nie jest w stanie wznieść się poza swoje ograniczenia. Dlatego przegrywa w rozgrywce z kapitałem. 
 
Poststaliniści trzymają się ortodoksji II Międzynarodówki z tą różnicą, że nie przyjęli przezwyciężenia owej ortodoksji w następstwie rewizji Bernsteina. Po upływie stu lat nadrabiają to opóźnienie, które nie wynika z poziomu teoretycznego myśli Stalina, ale z zamrożenia pewnych frazesów. Posttrockiści i reszta nowej lewicy z łatwością palcem przewrócą zmurszały pień teorii poststalinowskiej, ponieważ ich własne położenie klasowe (przynależność do „proletariatu”) popycha w tymże kierunku. 
 
Dlatego też nie zgodzimy się na rozumienie dyktatury proletariatu jako narzędzia walki o „sprawiedliwy” podział na bazie stosunków ewoluującego kapitalizmu, jak tego chce współczesna nowa lewica, w ślad za swoją poprzedniczką z XX wieku. 
 
Z naszego punktu widzenia, istotnych sprzeczności między Dwurieczeńskim a rosyjską nową lewicą nie ma. Analiza Dwurieczeńskiego jest bardziej uproszczona, ale prowadzi do tego samego wniosku, który odrzuca wyróżnioną rolę przemysłowej klasy robotniczej. Zasługą Dwurieczeńskiego jest wydobycie i zwrócenie uwagi na ambiwalencję podejścia do kwestii klas antagonistycznych w teorii Marksa. 
 
Nowa lewica rozwiązuje problem zamiatając go pod dywan – wszystkie rodzaje pracy najemnej są równorzędne i znajdują się w dokładnie takim samym położeniu względem kapitału. Chociaż… okazuje się, że w łonie samego proletariatu (ludzi pracy najemnej) istnieją zasadnicze, wręcz klasowe, różnice (technik komputerowy a topmenedżer). Dwurieczeński, mimo prymitywizmu swego rozumowania, z uporem maniaka wskazuje na niejednoznaczność pozycji Marksa w Kapitale, który komplikuje sprawę (niepotrzebnie, ku rozpaczy Dwurieczeńskiego) w porównaniu ze stanowiskiem w Manifeście komunistycznym czy w Zasadach komunizmu Engelsa. Jeżeli jednak przyjąć, że rozumowanie Marksa uwzględnia dynamikę procesów, zaś rozróżnienie wartości, wartości wymiennej i wartości użytkowej w teorii ekonomicznej ma głębszy sens, to sprawa staje się jasna. 
 
Wartość użytkowa istnieje niezależnie od systemu społeczno-ekonomicznego. Wartość wymienna istnieje w prostej gospodarce towarowej. Kategoria wartości (abstrakcyjnej) wskazuje na rozdzielenie towaru od jego producenta, co pociąga za sobą przypisanie wartości wymiennej sile roboczej. To jest „osiągnięcie” systemu kapitalistycznego, które ma zostać przezwyciężone w systemie bezklasowym. 
 
W tej mierze, w jakiej wartość została przypisana sile roboczej (traktowanie jej jako towaru), wymiana towarowa przestała dotyczyć nadwyżek produkcyjnych. Wymiana ograniczająca się do uprzedmiotowionej pracy (pracy martwej) nie pociąga za sobą wartości dodatkowej; sprowadza się do wymiany równowartości. Dzieje się tak dlatego, że nie sposób w gospodarce prostej wymienić więcej niż się znajduje na rynku, a wartość globalna towarów się równoważy. Ewentualny produkt okresu minionego zwiększa ilość towaru w danym okresie, zmniejszając jego wartość (liczoną w jednostkach czasu), a więc powoduje nieopłacalność tego typu manewru (akumulacji dóbr, które mogłyby stać się kapitałem). Dopiero utowarowienie siły roboczej powoduje możliwość manewru – rozliczenie, które w przypadku tożsamości właściciela środków produkcji i właściciela siły roboczej pozostaje poza rynkiem, staje się polem manewru: oszczędzanie na sile roboczej w celu zwiększenia produkcji przestaje „boleć” właściciela środków produkcji. Zaś masowość produkcji powoduje zatarcie granic między okresami wymiany, co z kolei powoduje, że ceny towarów z okresu na okres nie muszą spadać wraz z wartością jednostki towaru. 
 
Wartość ulega gwałtownemu oddzieleniu od ceny produkcji. W tej mierze jednak, w jakiej działa prawo popytu i podaży, pozostaje ono regulatorem rynku, stąd kryzysy przywracające względną równowagę. 
 
Wytworem kapitalizmu jest proletariat fabryczny, który wykrystalizował się w klasę robotniczą. Konkretny, historyczny twór, jakim jest kapitalizm, znajduje swego konkretnego, historycznego antagonistę w klasie robotniczej – wytwórcy bogactwa materialnego. Wartość nie jest synonimem bogactwa. To ostatnie ma w sobie komponentę materialną, które czyni z tego pojęcia pojęcie bogactwa materialnego. 
 
Sfera nieprodukcyjna działa w systemie wartości, ale – analogicznie do rynków finansowych – jest uniezależniona od systemu gospodarki realnej. Wartość, która tam powstaje służy podziałowi wartości rzeczywistych, wartości dodatkowej tworzącej bogactwo (efekt mariażu pracy i przyrody). System kapitalistyczny jest wielopiętrowy, zaś analiza Marksa wprowadza weń porządek pozwalający na analizę. Rozumowanie przyjmowane przez nową lewicę porusza się wyłącznie na powierzchni zjawisk. 
 
Wynagrodzenie za siłę roboczą jest analogiczne do wynagrodzenia za pracę dla ludzi zajmujących się twórczością niematerialną jeszcze przed pojawieniem się epoki kapitalizmu. W sposób oczywisty, pracownicy sfery niematerialnej żyli z podziału wtórnego nadwyżki (wartości dodatkowej) nad potrzebami producentów (=właściciele środków produkcji). W kapitalizmie nic się nie zmieniło, poza tym, że analogia zaczęła funkcjonować w drugą stronę. „Uwolnienie” twórców sfery niematerialnej od mecenasów stało się metodą legitymizacji żądań sprawiedliwego podziału wartości dodatkowej tworzonej w sferze materialnej. Właściciele środków produkcji przestali czuć się odpowiedzialni za „swoich” artystów, filozofów i lekarzy. Cała jednak ta sfera nadal pozostaje nadbudowana nad sferą produkcji materialnej, o której Marks mówił, że jej rozwój jest warunkiem dobrobytu w społeczeństwie komunistycznym, gdzie wystarczy nadwyżki dla przeżycia sfery niematerialnej zdolnej zaspokoić potrzeby całego społeczeństwa, a nie tylko garstki prywatnych właścicieli społecznego bogactwa. 
 
Dlatego w Kapitale, mimo „polifonii” terminów i określeń tak drażniących Dwurieczeńskiego, Marks ani razu nie przeanalizował ogólnej relacji kapitał-siła robocza na przykładzie np., nauczyciela czy modystki, nie mówiąc już o baletnicy. Nie wygląda to na przypadek. 
 
Istnieje szansa, że upór Dwurieczeńskiego spowoduje, iż znajdzie się wśród nowej rosyjskiej lewicy ktoś, kto temat potraktuje poważnie, jak ten na to zasługuje. Sam fakt podjęcia analizy stwarza taką możliwość i porządkuje pole badawcze. 
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski 19 grudnia 2019 r.
 
[1]
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: W 102 rocznicę Rewolucji Październikowej: odpowiedź Olegowi Dwuieczeńskiemu

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Dialektyka, alienacja i kryzys lewicy
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Kwestia życia i śmierci dla poststalinizmu

Paweł Kamiński: Lekcje libańskie

Liban - protesty

Trwające w Libanie od ponad miesiąca protesty sparaliżowały ten kraj.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Instytucjonalizacja protestu a negacja konfliktu klasowego

my ich albo oni nas.jpg
See video

 
Dzięki temu, zresztą, akcje protestacyjne zyskały społeczną akceptację jako sposób wyrażania własnych interesów niezależnie od politycznej orientacji. Akcje te stały się również elementem świadomej strategii różnorodnych ruchów, które przeszły na etap profesjonalizacji, stając się równorzędnymi aktorami sceny publicznej i kontaktując się z partiami politycznymi. Ruchy te straciły na antysystemowości, ale mogą za to uczestniczyć w regulowaniu konfliktów społecznych w ramach legalnych kanałów instytucjonalnych. 
 
Dużą rolę w ożywianiu społecznej aktywności odgrywają media. Nie pozostaje to bez wpływu na treści protestów. Coraz mniejsze znaczenie mają protesty dotyczące jakiegoś jednego zagadnienia – media dbają o to, aby koszyk konsumenta społecznych protestów był pełen atrakcyjnych ofert, zdolnych zainteresować każdego – co bez wątpienia wpływa na wzrost aktywności i liczebności protestów (dla każdego coś miłego!) 
 
Należy jednak nadmienić, że w okresie między 1982 a 2008 rokiem rosła także liczba protestów gwałtownych, mimo instytucjonalizacji zjawiska. W Polsce, w tym okresie, obserwuje się spadek protestów organizowanych przez związki zawodowe przy jednoczesnym wzroście protestów organizowanych przez partie polityczne. Od 1995 r. obserwuje się schyłek protestów o charakterze robotniczym, co wiąże się z przegraną strajków robotniczych oraz pacyfikacją ruchów robotniczych przez postpezetpeerowską lewicę, która na fali owych protestów doszła do władzy, aby kontynuować proces transformacji i ochraniać go w momencie, gdy zawiódł parasol Solidarności. Mimo to, udział robotników w protestach społecznych nie maleje, chociaż nastąpił proces odejścia robotników od organizacji o charakterze lewicowym. 
 
Przez jakiś czas gwałtowność protestów wiązała się z aktywnością rolników indywidualnych, co zostało w końcu skutecznie zażegnane dzięki praktycznej likwidacji chłopstwa, czego nie był w stanie dokonać przez ponad 40 lat żaden rząd krwiożerczej „komuny”. 
 
Co oznacza instytucjonalizacja protestu społecznego? Praktycznie możemy to prześledzić na przykładzie ruchu Żółtych Kamizelek w Francji. Protesty niezinstytucjonalizowane są… praktycznie zmarginalizowane. Ogromna mobilizacja generuje parę, która idzie w gwizdek, nie powodując żadnych oczekiwanych reakcji ze strony państwa poza represjami nie wywołującymi żadnych słów potępienia ze strony obrońców demokracji, tak aktywnych w innych przypadkach, kiedy to chodzi o protesty organizowane przez uznanych „aktorów politycznych”. 
 
W pewnym sensie, dochodzimy do sytuacji normalnej w tym znaczeniu, że wracamy do stanu, kiedy to autentyczne protesty odzwierciedlające konflikt klasowy są pozbawione najmniejszego choćby pozoru legitymizacji. Tylko takie ruchy mają charakter autentyczny, choćby i odzwierciedlały cofnięcie się ruchu o stulecie.
 
Instytucjonalizacja protestów społecznych jako normalnego środka wyrazu interesów politycznych skutkowała także postępującą profesjonalizacją tego zjawiska w skali międzynarodowej – podobieństwo struktur politycznych państw demokratycznych pociąga za sobą umiędzynarodowienie i koordynację akcji siostrzanych organizacji. Wspólnota przekonań demokratycznych powoduje większą skuteczność, która działa przekonująco na organizacje prodemokratyczne w krajach, które znajdują się jeszcze na poprzednim etapie (tu warto wspomnieć skuteczność akcji w obronie demokracji przeprowadzanych w trybie „kolorowych rewolucji”, „majdanów” czy „arabskich wiosen”).
 
Co ciekawe, zaistnienie tego zjawiska zdaje się tłumaczyć długoletni okres rządów lewicy socjaldemokratycznej i socjalistycznej w wysokorozwiniętych krajach Zachodu – instytucjonalizację protestów i ich kanalizację w ramach instytucji umożliwiło istnienie państwa dobrobytu. Uzasadniało ono skutecznie przekonanie, że istniejący porządek należy po prostu ulepszać, a nie zmieniać.
 
Dotyczy to, oczywiście, tylko zachodnich demokracji – w pozostałych przypadkach należy systemy jak najbardziej zmieniać na zachodni wzorzec, który można bez końca ulepszać.
 
Wspólnota poglądów antykomunistycznych lewicy i prawicy sprzyjała wspólnocie interesów związanych z polityką tzw. zimnej wojny. W tym względzie nastąpiło rozmycie różnicy między lewicowością a prawicowością – konflikt nie dotyczy już stosunku do kapitalizmu czy do klasy robotniczej. Dla lewicy radykalnej kwestie te straciły znaczenie kryterium wyróżniającego, stąd sukces wieloletniej walki o instytucjonalizację liberalno-lewicowego programu politycznego, który nie ma charakteru podrywającego państwo burżuazyjne. Lewica radykalna stała się lewicą socjaldemokratyczną, zaś lewica socjaldemokratyczna – lewicą burżuazyjną tout court. Program ten wyrażał się w konstrukcji wspólnej Europy socjalnej, realizującej utopię redystrybucyjną, umożliwioną przez istnienie straszaka dla opierających się kapitalistów w postaci alternatywy „realnego socjalizmu”. „Realny redystrybucjonizm” okazał się jednak równie efemeryczny, co „realny socjalizm”.
 
W narastającej sytuacji kryzysowej nie daje się zminimalizować pogłębiającego się rozziewu między różnymi grupami społecznymi. Różnice społeczne zamiast maleć, rosną. Konflikt rozgrywa się coraz wyraźniej na poziomie materialnym, spychając w niebyt fundament społeczeństwa obfitości legitymizujący liberalną lewicę burżuazyjną z jej programem socjalnym. Na tle tego ekonomicznego bankructwa lewicy wybija się prawica, która epatuje znaczeniem programu gospodarczego i materialnej strony życia społecznego, przyciągając tym robotników, dla których odstręczającą cechą lewicy jest w ogóle negowanie problemu na poziomie produkcji. Lewica sprowadza problem na poziom podziału, czyli na ten poziom, który dopiero interesuje drobnomieszczaństwo.
 
Lewica w tej sytuacji usiłuje zlekceważyć problem. Jednym z wyrazicieli tej tendencji jest Thomas Picketty, który zaleca studiowanie trendów gospodarczych w uspokajającej, długiej perspektywie. Podobnie jak aktywność ludzi nie ma wpływu na zmiany klimatu, tak i gorączkowe próby zmian w procesach gospodarczych nie są w stanie przeszkodzić ociężałym, inercyjnym ruchom tendencji gospodarczych świata. Stabilność, jaką imperium brytyjskie zapewniało inwestycjom w obligacje państwa, było lepszym narzędziem polityki ekonomicznej niż sięganie po narzędzia, które burzyły zaufanie „inwestorów” do rodzimej struktury gospodarczej i politycznej.
 
W przyszłej walce klasowej należy zdawać sobie sprawę z tego, że pod zasadniczym względem politycznym i gospodarczym, liberalna lewica jest tożsama z prawicą. Wyraża się to w tej samej antyrobotniczej postawie, do której sprowadza się istota niezgody między marksistami a resztą świata politycznego.
 
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski 7 grudnia 2019 r.
 

Irańska partia Tudeh: Teokratyczny reżim oznacza rządy zbirów i grabieżców nad krajem i nad ludem! Musi zostać powstrzymany

tudeh.png

Irańska partia Tudeh: Teokratyczny reżim oznacza rządy zbirów I grabieżców nad krajem I nad ludem! Musi zostać powstrzymany

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

CAPITALIST