Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 33 gości.

Karol Marks

Własność prywatna a praca. Poglądy merkantylistów, fizjokratów, Adama Smitha, Ricarda i jego szkoły

Karol Marks

Własność prywatna a praca. Poglądy merkantylistów, fizjokratów, Adama Smitha, Ricarda i jego szkoły

Źródło: http://marxists.org/polski/marks-engels/1844/rekopisy/rekopisy.htm#R06

Przeciwieństwo między kapitałem a pracą. Własność ziemska a kapitał.

Karol Marks

Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne cz. V - Przeciwieństwo między kapitałem a pracą. Własność ziemska a kapitał

Karol Marks: Rękopisy ekonomiczno filozoficzne cz. III - Renta gruntowa

Marks 2

Renta gruntowa
 
 

 
 
 
2. Według samych ekonomistów interes właściciela ziemskiego jest wrogo przeciwstawny interesowi dzierżawcy, a więc już znacznej części społeczeństwa.
 
 
 
3. Ponieważ właściciel ziemski może żądać od dzierżawcy tym większej renty, im mniej dzierżawca wydaje na płacę, i ponieważ dzierżawca tym bardziej obniża płacę, im większej renty gruntowej żąda właściciel, interes właściciela ziemskiegojest w tym samym stopniu wrogi interesowi parobków, co interes fabrykantów interesowi robotników. Wymaga on, tak samo jak interes fabrykantów, aby płaca spadła do minimum.
 
 
 
4. Ponieważ rzeczywista obniżka ceny wyrobów przemysłowych podnosi rentę gruntową, właściciel ziemski jest bezpośrednio zainteresowany w obniżaniu płacy robotników przemysłowych, w konkurencji między kapitalistami, w nadprodukcji,we wszelkich plagach, które rodzi przemysł.
 
 
5. Interes właściciela ziemskiego nie tylko nie pokrywa się w najmniejszym stopniu z interesem społeczeństwa, nie tylko przeciwstawia się wrogo interesowi dzierżawców, parobków, robotników przemysłowych i kapitalistów, ale interes jednego właściciela ziemskiego nie pokrywa się nawet z interesem drugiego z powodu konkurencji, którą teraz rozpatrzymy.
 
 
Na ogół sprawa z wielką i drobną własnością ziemską ma się podobnie jak z wielkim i drobnym kapitałem. Wchodzą tu jednak w grę jeszcze szczególne okoliczności, które bezwarunkowo prowadzą do akumulacji wielkiej własności ziemskiej i pochłaniania przez nią własności drobnej.
 
 
1. Nigdzie względna liczba robotników i narzędzi pracy nie maleje wraz ze wzrostem zasobów tak bardzo, jak w rolnictwie. Tak samo możliwość wszechstronnego wyzysku, oszczędność na kosztach produkcji i właściwy podział pracy nigdzie nie zwiększają się wraz ze wzrostem zasobów tak bardzo, jak w rolnictwie. Choćby pole było nie wiem jak małe, ilość narzędzi pracy, które są dlań niezbędne, takich jak pług, piła itd., dochodzi do pewnej granicy, poniżej której zejść już nie może, podczas gdy rozmiary gospodarstwa mogą spaść znacznie poniżej tej granicy.
 
 
 
2. Wielka własność ziemska akumuluje procenty od kapitału, który dzierżawca obrócił na ulepszenie gruntów. Drobna własność musi wykładać swój własny kapitał i cały ten zysk dla niej nie istnieje.
 
 
 
3. Podczas gdy każdy postęp społeczny wychodzi na korzyść wielkiej własności ziemskiej, małej przynosi szkodę, gdyż zawsze sprawia, że potrzeba jej więcej gotówki.
 
 
 
4. Trzeba jeszcze rozpatrzyć dwa prawa ważne dla tej konkurencji.
 
 
a) Renta z gruntów uprawnych, których wytworem jest pożywienie dla ludzi, reguluje rentę z większości innych gruntów uprawnych (Smith, t. I, str. 331).
 
 
Takie środki żywności, jak bydło itd. może ostatecznie produkować tylko wielka własność ziemska. Reguluje ona zatem rentę pozostałych gruntów i może obniżyć ją do minimum.
 
 
Drobny posiadacz, który pracuje sam, ma się wówczas do wielkiego właściciela ziemskiego jak rzemieślnik, który posiada własne narzędzia, do fabrykanta. Drobna posiadłość stała się tylko narzędziem pracy. Drobnemu posiadaczowi renta gruntowa całkowicie przepada, pozostaje mu co najwyżej procent od jego kapitału i jego płaca robocza, gdyż renta gruntowa może pod wpływem konkurencji ulec takiej redukcji, że właśnie będzie już tylko procentem od kapitału stosowanego nie przez samego posiadacza.
 
 
 
b) Słyszeliśmy ponadto, że przy równej wydajności naturalnej i równie umiejętnej eksploatacji gruntów, kopalń czy łowisk rybnych produkt jest proporcjonalny do wielkości kapitałów. A więc zwycięstwo wielkiej własności ziemskiej. Podobnie przy równych kapitałach - proporcjonalny do wydajności naturalnej. Zatem przy równych kapitałach wygrywa właściciel ziemi urodzajniejszej.
 
 
 
c) „Kopalnię możemy na ogól nazwać wydajną lub niewydajną w zależności od tego, czy ilość kopaliny, jaką przy określonej ilości pracy dać może, jest większa czy też mniejsza od ilości, którą przy takiej samej ilości pracy dać może większość innych kopalń tego rodzaju" (Smith, t. I, str. 345-346). „Najbardziej wydajna kopalnia węgla decyduje o cenie węgla wszystkich innych sąsiadujących z nią kopalń. Sprzedając cokolwiek taniej niż sąsiedzi, właściciel kopalni spodziewa się uzyskać większą rentę, a przedsiębiorca - większy zysk. Ich sąsiedzi będą zmuszeni wkrótce sprzedawać po takiej samej cenie, choć trudniej im pozwolić sobie na to i choć to zawsze zmniejsza, a niekiedy zupełnie niweczy ich rentę i zysk. W rezultacie niektóre kopalnie są całkowicie porzucane, inne nie mogą już przynosić renty i mogą być eksploatowane jedynie przez właścicieli" (Smith, t. I, str. 350). „Po odkryciu peruwiańskich kopalń srebra zaniechano eksploatacji większości kopalń europejskich... Tak stało się również z kopalniami na Kubie i na San Domingo, a nawet z dawnymi kopalniami w Peru po odkryciu kopalń w Potosi" (t. I, str. 353).
 
 
 
To samo, co Smith mówi tu o kopalniach, dotyczy w mniejszym czy większym stopniu własności ziemi w ogóle.
 
 
 
d) „Należy zauważyć, że rynkowa cena ziemi zależy wszędzie od zwykłej stopy procentowej... Gdyby renta gruntowa była o wiele niższa niż procent, nikt nie chciałby kupować ziemi, co obniżyłoby wkrótce jej cenę. Na odwrót, gdyby przychody z renty gruntowej o wiele przewyższały procent, wszyscy chcieliby kupować ziemię, co znów podniosłoby wkrótce jej zwykłą cenę" (t. II, str. 367-368).
 
 
 
Z tego stosunku renty gruntowej do procentu wynika, że renta gruntowa musi się coraz bardziej zmniejszać, tak że w końcu już tylko co najbogatsi będą mogli żyć z renty. A więc konkurencja między właścicielami ziemskimi, którzy nie wydzierżawiają gruntów, coraz większa. Część z nich się rujnuje. Nowa akumulacja wielkiej własności ziemskiej.
 
 
 
Dalej. Wskutek tej konkurencji wielka część własności ziemskiej dostaje się w ręce kapitalistów, którzy stają się tym sposobem równocześnie właścicielami ziemskimi; podobnie zresztą pomniejsi właściciele ziemscy są już tylko kapitalistami. Tak samo część wielkich właścicieli ziemskich równocześnie staje się przemysłowcami.
 
 
 
Ostatecznym wynikiem tego jest więc zatarcie różnicy między kapitalistą a właścicielem ziemskim, tak że - ogólnie biorąc - pozostają już tylko dwie klasy ludności, klasa robotników i klasa kapitalistów. Kupczenie własnością ziemską, przekształcenie jej w towar, jest oznaką ostatecznego upadku starej arystokracji i ostatecznego ukształtowania się arystokracji pieniądza.
 
 
 
1. Dalecy jesteśmy od sentymentalnych łez, które z tego powodu wylewają romantycy. Mylą oni stale nikczemność, która tkwi w kupczeniu ziemią, z całkiem racjonalnymi, w ramach własności prywatnej nieuniknionymi i pożądanymi konsekwencjami zawartymi w kupczeniu prywatną własnością ziemi. A przede wszystkim, już feudalna własność ziemska jest w istocie ziemią wyszachrowaną, ziemią wyobcowaną od człowieka, i dlatego przeciwstawiającą mu się w osobach nielicznych wielkich panów.
 
 
 
Już feudalne władanie ziemią zawiera w sobie panowanie ziemi nad ludźmi jako władzę jakiejś obcej im siły. Poddany jest dodatkiem do ziemi. Tak samo ordynat, pierworodny syn, należy do ziemi. Ona go dziedziczy. W ogóle od władania ziemią zaczyna się panowanie własności prywatnej; władanie ziemią jest jej podstawą. Ale w feudalnej posiadłości ziemskiej pan przynajmniej wydaje się królem posiadłości. Tak samo istnieje jeszcze pozór bardziej intymnych więzów między posiadaczem a ziemią niż więzy samego rzeczowego bogactwa. Posiadłość indywidualizuje się wraz ze swym panem, nosi wraz z nim jego tytuł baronowski czy hrabiowski, posiada jego przywileje, jego jurysdykcję, jego pozycję polityczną itd. Stanowi nieorganiczne ciało swego pana.
Stąd przysłowie: nulle terre sans maître [nie ma ziemi bez pana], które wyraża zrośnięcie się majestatu z posiadaniem ziemi. Tak samo panowanie własności ziemskiej nie występuje bezpośrednio jako panowanie nagiego kapitału. Ci, którzy do niej należą, traktują ją raczej jako ojczyznę. Jest to dychawiczna odmiana narodowości.
 
 
 
Feudalna własność ziemska nadaje imię swemu panu tak samo jak królestwo swemu królowi. Historia jego rodu, historia jego domu itd. - wszystko to indywidualizuje jego posiadłość i czyni ją formalnie jego domem, personifikuje ją. Tak samo ci, którzy uprawiają posiadłość, nie występują jako najemnicy pracujący na dniówką, lecz po części sami jako poddani są własnością pana, po części pozostają z nim w stosunkach opartych na uszanowaniu, podległości i powinnościach. Jego pozycja wobec nich nosi zatem charakter bezpośrednio polityczny, a ponadto ma pewną stronę emocjonalną. Obyczaje, charakter itd. są w każdej posiadłości odmienne i niejako z nią zrośnięte, podczas gdy później już tylko sakiewka pańska, a nie charakter i osobowość, wiąże ludzi z posiadłością. Wreszcie pan nie usiłuje ciągnąć z posiadłości maksimum możliwych korzyści. Raczej spożywa to, co ma, i w spokoju ducha pozostawia troskę o zaopatrzenie poddanym i dzierżawcom. Oto szlachecki stosunek do własności ziemskiej, który opromienia jej pana nimbem romantyczności.
 
 
 
Trzeba usunąć te pozory, trzeba, żeby własność ziemska, ten korzeń własności prywatnej, została całkowicie wciągnięta w ruch własności prywatnej i stała się towarem; żeby panowanie właściciela wystąpiło jako panowanie samej własności prywatnej, kapitału, bez wszelkiej politycznej tynktury; żeby stosunki między właścicielem i robotnikiem sprowadziły się do ekonomicznego stosunku między wyzyskiwaczem i wyzyskiwanym; żeby znikł wszelki osobisty stosunek właściciela do jego własności i żeby stała się ona jedynie rzeczowym, materialnym bogactwem; żeby miejsce małżeństwa z ziemią dla honoru zajęło małżeństwo z wyrachowania i żeby ziemia tak samo jak człowiek spadła do rzędu wartości, będącej przedmiotem handlu. Trzeba, żeby brudny egoizm, z którego wyrasta własność ziemska, wystąpił również w swej cynicznej postaci. Trzeba, żeby monopol statyczny przekształcił się w monopol pełen ruchu i nie zaznający spokoju, w konkurencję, a próżniacze rozkoszowanie się cudzą krwawicą - w ożywiony handel tą krwawicą. Wreszcie trzeba, żeby w tej konkurencji własność ziemska w postaci kapitału okazała swe panowanie zarówno nad klasą robotniczą, jak i nad samymi właścicielami, rujnowanymi lub awansowanymi przez prawa ruchu kapitału. Wówczas to miejsce średniowiecznego przysłowia: nulle terre sans seigneur zajmuje nowoczesne przysłowie: l'argent n'a pas de maître [pieniądz nie zna pana], które dobitnie wyraża panowanie martwej materii nad człowiekiem.
 
 
2. Co się tyczy sporu na temat: dzielić posiadłości ziemskie czy nie dzielić, należy zauważyć, co następuje:
 
 
Podział posiadłości ziemskich stanowi zaprzeczenie wielkiego monopolu własności ziemskiej, znosi go, ale jedynie poprzez nadanie mu charakteru powszechnego. Nie znosi podstawy monopolu, własności prywatnej. Atakuje formę istnienia monopolu, nie zaś jego istotę. W wyniku tego podzielona własność pada ofiarą praw własności prywatnej. Podział posiadłości ziemskich odpowiada mianowicie ruchowi konkurencji w przemyśle. Prócz ujemnych skutków ekonomicznych, jakie przynosi podział narzędzi i rozproszenie pracy (rozproszenie to należy dokładnie odróżniać od podziału pracy: pracy nie dzieli się tu między wiele osób, lecz tę samą pracę wykonuje każdy z osobna, mamy tu uwielokrotnienie tej samej pracy), podział ten przekształca się nieuchronnie, podobnie jak konkurencja w przemyśle, w akumulację.
 
 
Dlatego też tam, gdzie dochodzi do podziału posiadłości ziemskich, nie pozostaje nic innego, jak tylko albo powrót do monopolu w postaci jeszcze bardziej odrażającej, albo negacja samego podziału posiadłości ziemskich, zniesienie go. Nie jest to jednak powrót do własności feudalnej, lecz zniesienie prywatnej własności ziemi w ogóle. Pierwsze zniesienie monopolu jest zawsze jednoznaczne z nadaniem mu powszechnego charakteru, z jego rozszerzeniem. Zniesienie monopolu, który upowszechnił się i doszedł do możliwie najpełniejszego rozwoju, jest jednoznaczne z jego całkowitym unicestwieniem. Zrzeszenie w zastosowaniu do ziemi podziela ekonomiczne walory wielkiej własności ziemskiej i ono dopiero realizuje pierwotną tendencję podziału, mianowicie równość, a także przywraca emocjonalny stosunek człowieka do ziemi, urzeczywistniając go w sposób racjonalny, a nie za pośrednictwem poddaństwa, panowania i niedorzecznej mistyki własności, ziemia bowiem przestaje być przedmiotem kupczenia i dzięki wolnej pracy i wolnemu używaniu znowu staje się prawdziwą, osobistą własnością człowieka. Wielką zaletą podziału jest to, że tu masy, które nie godzą się na dalszą pańszczyźnianą niewolę, giną od własności inaczej niż w przemyśle.
 
 
 
Co się tyczy wielkiej własności ziemskiej, to jej obrońcy utożsamiają wszędzie w sofistyczny sposób korzyści ekonomiczne, jakie daje wielka gospodarka rolna, z wielką własnością ziemską, jak gdyby nie dostrzegali, że korzyści te właśnie dopiero dzięki zniesieniu własności osiągają maksymalne rozmiary i stają się pożyteczne dla społeczeństwa. Podobnie szydzą oni z szachrajskiego ducha drobnej własności, jak gdyby wielka własność ziemska nie kryła w sobie szachrajstwa, nawet już w swej formie feudalnej, a cóż dopiero mówić o współczesnej formie angielskiej, w której feudalizm wielkiego właściciela ziemskiego łączy się z szachrajstwem i przedsiębiorczością dzierżawcy.
 
 
Rzecznicy wielkiej własności ziemskiej mogą zrewanżować się tym samym zarzutem monopolu, który wysuwają rzecznicy podziału posiadłości ziemskich, gdyż również podział opiera się na monopolu własności prywatnej; podobnie rzecznicy podziału posiadłości ziemskich mogą zrewanżować się rzecznikom wielkiej własności ziemskiej zarzutem podziału, gdyż i tam panuje podział, tyle że w sztywnej, zastygłej postaci. W ogóle własność prywatna opiera się przecież na podziale. Zresztą podział własności prowadzi z powrotem do wielkiej własności jako bogactwa kapitalistycznego, a feudalna własność ziemska musi nieuchronnie ulec z czasem podziałowi lub przynajmniej wpaść w ręce kapitalistów, choćby nie wiem jak się od tego wykręcała.
 
 
 
Albowiem wielka własność ziemska, jak widać to w Anglii, rzuca przeważającą część ludności w objęcia przemysłu, a własnych robotników doprowadza do skrajnej nędzy. Rodzi więc ona i wzmaga potęgę swego wroga, kapitału, przemysłu, oddając w jego ręce biedotę i w ogóle całą działalność w kraju. Sprawia, że większość ludności kraju staje się przemysłowa, a więc staje się przeciwnikiem wielkiej własności ziemskiej. A gdy przemysł osiągnie wielką potęgę, jak to widać obecnie w Anglii, odbiera stopniowo wielkiej własności ziemskiej jej monopol wobec zagranicy i rzuca ją w wir konkurencji z własnością ziemską innych krajów. Pod panowaniem przemysłu własność ziemska mogła bowiem zabezpieczyć swą feudalną wielkość tylko dzięki monopolom wobec zagranicy, broniąc się w ten sposób przed ogólnymi prawami handlu, sprzecznymi z jej feudalną istotą. Raz rzucona w wir konkurencji, podlega prawom konkurencji jak każdy inny wciągnięty do niej towar. Tak samo się chwieje, rośnie i maleje, przechodzi z rąk do rąk, i żadna ustawa nie zdoła już jej utrzymać w rękach niewielu predestynowanych do tego osób. Bezpośrednim skutkiem jest rozdrobnienie jej między wielu właścicieli, a w każdym razie podporządkowanie władzy kapitału przemysłowego.
 
 
 
Wreszcie, jeśli wielka własność ziemska zostaje w ten sposób przemocą utrzymana i rodzi obok siebie potężny przemysł, to jeszcze szybciej doprowadza to do kryzysu niż podział własności ziemskiej, przy którym potęga przemysłu zachowuje wciąż jeszcze znaczenie drugorzędne.
 
 
Wielka własność ziemska, jak widać to w Anglii, straciła już na tyle swój feudalny charakter i nabrała charakteru przemysłowego, że usiłuje zbijać możliwie jak najwięcej pieniędzy. Przynosi ona właścicielowi maksymalnie wysoką rentę gruntową, a dzierżawcy - maksymalnie wysoki zysk z jego kapitału. Dlatego też zarobki robotników rolnych ograniczają się do minimum, a klasa dzierżawców reprezentuje już w łonie własności ziemskiej potęgę przemysłu i kapitału. Wskutek konkurencji z zagranicą renta gruntowa przeważnie przestaje już stanowić wystarczający dochód. Wielka część właścicieli ziemskich musi zająć miejsce dzierżawców, których część stacza się w ten sposób do szeregów proletariatu. Z drugiej strony również wielu dzierżawców może zawładnąć własnością ziemską, gdyż wielcy właściciele, którzy dzięki łatwym dochodom stają się po większej części utracjuszami, przeważnie już nie nadają się do prowadzenia gospodarki rolnej na wielką skalę, gdyż nie posiadają ani kapitału, ani odpowiednich kwalifikacji. Tak więc również część z nich doszczętnie się rujnuje. Wreszcie ograniczoną do minimum płacę roboczą trzeba jeszcze bardziej ograniczyć, by móc wytrzymać nową konkurencję. A to prowadzi nieuchronnie do rewolucji.
 
 
Własność ziemska musiała rozwijać się zarówno w jeden, jak i w drugi sposób, by i w jednym, i w drugim przypadku doczekać się nieuchronnej zagłady, podobnie jak przemysł zarówno w postaci monopolu, jak i w postaci konkurencji musiał dojść do ruiny, by nauczyć się wierzyć w człowieka.

Karol Marks - Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne cz.II - Kapitał i zysk z kapitału

Karol Marks.jpg

Karol Marks

[Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne z 1844 r.] - część II

Zysk z kapitału

1. Kapitał

1. Na czym polega kapitał, tj. prywatna własność produktów cudzej pracy?

Ryszard Rauba: Róża Luksemburg o Karolu Marksie – zapomniana rocznicowa publikacja z 1903 r.

rosa_luxemburg.gif

Czternastego marca 1903 r. w związku z przypadającą wówczas okrągłą 20.

Michał Nowicki: Marks a rewolucjoniści w Rosji

marx.jpg

 
 
 

 
Przechodząc wreszcie do sedna, pora przytoczyć kilka cytatów. Ze względu na kluczowe znaczenie Marksa i Engelsa dla ruchu socjalistycznego i pojawiające się często oskarżenia o manipulacje i wyrywania cytatów z kontekstu, podane niżej cytaty będą wyjątkowo obszerne. Na początek zacytujemy przedmowę do drugiego wydania Manifestu Komunistycznego z 1882 r.
 
 
„A Rosja! W okresie rewolucji lat 1848—1849 nie tylko monarchowie europejscy, lecz także europejscy burżua upatrywali w interwencji rosyjskiej jedyny ratunek przed zaczynającym się właśnie budzić proletariatem. Cara obwołano głową reakcji europejskiej. Dziś siedzi on w Gatczynie jako jeniec wojenny rewolucji, a Rosja jest awangardą rewolucyjnej akcji w Europie.”[5]
 
 
Czy stwierdzenie, że „Rosja jest awangardą rewolucyjnej akcji w Europie” należy tłumaczyć grzecznościowym zwrotem pod adresem rosyjskich czytelników, czy też jest to wniosek wynikający z obiektywnej analizy faktów? Jeśli Rosja jest cofnięta wobec Europy o jeden szczebel rozwoju, to Marks będąc konsekwentnym powinien widzieć w walce narodowolców jedynie rewolucję burżuazyjną (co zresztą widać w cytowanym niżej liście Engelsa do Zasulicz), a więc nawet najgorzej zorganizowany ruch robotniczy walczący z kapitalizmem o socjalizm, zajmuje wyższe miejsce w hierarchii akcji rewolucyjnej, od najlepiej zorganizowanego ruchu rewolucyjnego walczącego w kraju feudalnym. Dosłowne rozumienie tego cytatu świadczyłoby o tym, że Marks wyżej cenił walkę narodowolców od zachodnioeuropejskiego ruchu robotniczego. A w takim razie może dostrzegł w programie narodowolców elementy socjalistyczne, a ich walkę rewolucyjną nie ograniczał do burżuazyjno-demokratycznych przemian. Teksty Marksa nie dają nam jednoznacznej odpowiedzi i jeśli w przedmowie do drugiego wydania Manifestu Komunistycznego możemy dopatrywać się śladów rewolucji socjalistycznej, to w późniejszym liście do Wiery Zasulicz z 1885 r., Engels redukuje walkę narodowolców do rewolucji burżuazyjnej (drugi rok 1789).
 
 
„Jeśli o mnie idzie, wiem zbyt mało o aktualnej sytuacji w Rosji, ażeby rościć sobie prawo do kompetentnego sądzenia o szczegółach taktyki, jaką należy tam stosować w danym momencie. Poza tym prawie zupełnie są mi nieznane wewnętrzne tajniki rosyjskiej partii rewolucyjnej, szczególnie jeśli idzie o ostatnie lata. Moi przyjaciele spośród narodowolców nigdy mi o tym nie mówili. A jest to element nieodzowny do wyrobienia sobie poglądu na daną sprawę. To, co wiem, czy też wydaje mi się, że wiem, skłania mnie do poglądu, że Rosja zbliża się do swego roku 1789. Rewolucja musi wybuchnąć w określonym czasie; może ona wybuchnąć każdego dnia. W tych warunkach kraj jest niby naładowana mina, do której wystarczy tylko przytknąć lont. Szczególnie od 13 marca... Jest to jeden z tych wyjątkowych przypadków, kiedy to garstka ludzi może zrobić rewolucję; to znaczy jednym niewielkim uderzeniem obalić cały system znajdujący się w bardziej niż chwiejnej równowadze (że użyję metafory Plechanowa) i wyzwolić przez ów akt, sam przez się błahy, siły wybuchowe, których potem nie sposób będzie ujarzmić.
 
 
I jeśli kiedykolwiek blankizm — fantazja o wywołaniu wstrząsu w całym społeczeństwie poprzez działalność niewielkiego spisku — miał jakąś rację bytu, to z pewnością jest tak w Petersburgu. Gdy się raz już podłoży ogień pod proch, gdy raz już siły zostaną wyzwolone i energia narodu z potencjalnej przekształci się w kinetyczną (także ulubione i nader udane obrazowe porównanie Plechanowa) — ludzie, którzy przyłożyli lont do miny, zostaną porwani przez wybuch, który okaże się tysiąc razy silniejszy od nich i który będzie sobie szukał ujścia tam, gdzie zdoła, w zależności od sił i oporów ekonomicznych.
 
 
Przypuśćmy, iż ludzie ci uważają, że mogą zagarnąć władzę — no to co z tego? Niech tylko dokonają wyłomu, który przerwie tamę, a potok sam położy kres ich złudzeniom. Ale jeśliby przez przypadek złudzenia te obdarzyły ich mocą woli najwyższej, to czy trzeba na to narzekać? Ludzie, którzy chwalili się tym, że zrobili rewolucję, przekonywali się zawsze na drugi dzień, że nie wiedzieli, co czynili; że dokonana rewolucja nie przypominała zgoła tej, której chcieli dokonać. To właśnie Hegel nazywał ironią historii, ironią, której uniknąć mogą tylko nieliczni historyczni działacze.
 
Spójrzcie choćby na Bismarcka, rewolucjonistę mimo woli, czy na Giadstone'a, który koniec końców zaplątał się ze swoim uwielbianym carem. Według mnie ważne jest to, żeby w Rosji to uderzenie nastąpiło, żeby rewolucja wybuchła. Czy ta, czy inna frakcja da sygnał, czy stanie się to pod tym, czy pod innym sztandarem — to nie jest dla mnie istotne. Jeśli to będzie sprzysiężenie pałacowe — zmiecione zostanie następnego dnia. Tam, gdzie sytuacja jest tak napięta, gdzie elementy rewolucyjne są nagromadzone w takim stopniu, gdzie ekonomiczna sytuacja olbrzymiej masy ludu staje się z każdym dniem coraz bardziej nie do zniesienia, gdzie reprezentowane są wszelkie szczeble rozwoju społecznego — od prymitywnej wspólnoty aż do nowoczesnego wielkiego przemysłu i nowoczesnej wielkiej finansjery, gdzie wszystkie sprzeczności są przemocą utrzymywane w karbach przez bezprzykładny despotyzm, despotyzm, który staje się coraz bardziej nie do zniesienia dla młodzieży łączącej w sobie inteligencję narodu i jego godność — jeśli tam rozpocznie się rok 1789, rok 1793 nie omieszka za nim rychło nastąpić.”[6]
 
 
Na koniec przytoczę, cytowane już posłowie do artykułu „Sprawy społeczne w Rosji” z 1894 r.
 
 
„Istniały wówczas w Rosji dwa rządy: rząd carski i rząd tajnego komitetu wykonawczego (Ispolnitielnyj komitiet) terrorystycznych spiskowców. Władza tego tajnego rządu rosła z dnia na dzień. Wydawało się, że bliskie jest już obalenie caratu; rewolucja w Rosji musiałaby pozbawić całą europejską reakcję jej najmocniejszej podpory, jej wielkiej armii rezerwowej i dodać tym samym nowego potężnego bodźca również i politycznemu ruchowi Zachodu, stwarzając dlań ponadto bez porównania dogodniejsze warunki walki. Nic więc dziwnego, że Marks radzi w tym liście Rosjanom, aby nie śpieszyli się zbytnio ze skokiem w kapitalizm.
 
 
Do rewolucji w Rosji nie doszło. Carat pokonał terroryzm, który nawet znów pchnął na pewien czas w objęcia caratu wszystkie „miłujące porządek" klasy posiadające[7] (…) Rosja brała udział w powszechnym ruchu. Przybrał on tutaj — co było zupełnie naturalne — formę ataku zmierzającego do obalenia carskiego despotyzmu, do zdobycia dla narodu intelektualnej i politycznej swobody ruchu. Wiara w cudotwórczą siłę gminy chłopskiej, z której łona może i musi wyjść odrodzenie społeczne — w czym, jak widzimy, Czernyszewski nie był całkowicie bez winy — ta wiara uczyniła swoje, jeśli idzie o wzmożenie zapału i energii bohaterskiej awangardy bojowników rosyjskich. Z ludźmi, którzy w liczbie zaledwie kilkuset przez swoje poświęcenie i bohaterstwo doprowadzili absolutystyczny carat do tego, że musiał już zastanawiać się nad możliwością i warunkami kapitulacji — z tymi ludźmi nie będziemy się spierać, jeśli uważali oni swój naród rosyjski za naród wybrany rewolucji społecznej.”[8]
 
 
Co takiego zmieniło się w Rosji między 1882 r. a 1885 r., że ta sama walka została zdegradowana z pozycji rewolucji socjalistycznej do rewolucji burżuazyjnej?
 
 
Zamordowanie cara Aleksandra II 1 (13) marca 1881 r., nie zmieniło warunków życia Rosji. Nie mieliśmy do czynienia z żadnym obiektywnym kryzysem, który można było by uznać za początek rewolucji. Ale sukces narodowolców wpłynął na subiektywne odczucia rewolucjonistów walczących z carem i przynajmniej przez kilkanaście miesięcy byli głęboko przekonani o tym, że zwycięstwo jest już bliskie. To właśnie w tym kontekście powstała polska partia „Proletariat”, którą założyli ludzie, zmuszeni wcześniej do emigracji. Decyzję powrotu do kraju, w którym grozi im więzienie, mogli podjąć tylko ludzie wierzący w sens rozpoczęcia walki na nowo.
 
 
A taką wiarę dał im sukces konspiracyjnej rosyjskiej organizacji rewolucyjnej, która ze względu na swój konspiracyjny charakter wydawała się silniejsza, niż była w rzeczywistości. Wspominałem już wcześniej w kontekście Degajewa o zgłaszaniu się do partii tysięcy nowych ludzi. Partia w czasach Żelabowa liczyła według danych szacunkowych około 500 osób. Naimark zaś przytacza dane, że w czasach Aleksandra III skazano prawie 5500 narodowolców, czyli wzrost jedenastokrotny. Słowa z 1882 r. świadczą więc o wielkich nadziejach jakie pokładali ojcowie socjalizmu naukowego wobec rewolucyjnej walki toczącej się w Rosji. Trzy lata później było już wiadome, że szturm na carat został jak na razie odparty.
 
 
Można by w ogóle zadać sobie pytanie nad sensem cytowania ojców socjalizmu naukowego na temat spraw, co do których sami przyznają się do swojej nie wiedzy. Engels ucieka od jednoznacznej odpowiedzi chowając się za brakiem wiedzy o aktualnej sytuacji w Rosji. Jak to możliwe, że ludzie, którzy stworzyli uniwersalną metodę badania dziejów ludzkości, pozwalającą bezbłędnie analizować przemiany społeczne w odległej przeszłości, nie byli w stanie dać trafnej odpowiedzi na temat współczesnej Rosji. Obfite cytowanie Marksa i Engelsa można uzasadnić wiarą w to, że są nieomylni. Z tą właśnie intencją zwracali się do nich rosyjscy socjaliści. Niejasną odpowiedź Engelsa można porównać do wróżki delfickiej. Engels mówi słowa-hasła, które każdy sam na własny sposób musi sobie wytłumaczyć. Jak w tym wszystkim zrozumieć pojęcie „rok 1793” ?.
 
 
Czy gilotynowanie szlachty było środkiem do stworzenia sprawnej burżuazyjnej republiki, czy też można się w dyktaturze jakobinów doszukiwać elementów socjalistycznych?
Oddzielnym tematem jest podnoszenie przez ojców komunizmu sporów między socjalistami do rangi systemu. O ile można jeszcze zrozumieć „izmowanie” (neologizm, którego jestem twórcą) w przypadku doktryn, których rdzeń pochodzi od kluczowego słowa (socjalizm, anarchizm, liberalizm), to nadawanie każdemu politycznemu przeciwnikowi łatki – założyciela nowej koncepcji jest chyba największą chorobą ruchu komunistycznego. Te wszystkie podziały na blankistów, trockistów, stalinistów czy maoistów, podważają najbardziej znane komunistyczne motto, wzywające do łączenia się do wspólnej walki proletariuszy wszystkich krajów. Ponieważ filozoficznym fundamentem marksizmu jest heglowska dialektyka, to jeśli chcemy cokolwiek zrozumieć z dzieł Marksa i Lenina, obficie wydawanych w PRL, należy je czytać w sposób dialektyczny. Jak czytać klasyków marksizmu – to temat na oddzielną pracę, ograniczę się więc do kilku podstawowych uwag. Przede wszystkim przy pojawianiu się neologizmów pochodzących od nazwiska jakiegoś działacza politycznego, należy ustalić rzeczywiste różnice polityczne, od tych zmyślonych, czy celowo przerysowanych ze względów publicystycznych. Takie rozłożenie analizowanych terminów na czynniki pierwsze pozwoli nam zredukować ilość niepotrzebnych terminów, które niestety bardzo utrudniają zrozumienie sensu tekstów źródłowych.
 
 
 Zdefiniowanie poglądów politycznych jakiegoś działacza na podstawie tekstów jego przeciwników, jest zadaniem trudnym. Trudne to jest szczególnie w wypadku, gdy sam zainteresowany nie uważa siebie za ojca nowej koncepcji, a jest za takiego uważany przez swoich przeciwników. Na podstawie teorii i praktyki klasyków marksizmu, trudno dać jakąś logiczną definicje, która tłumaczyłaby nam w sposób ostateczny – czym jest blankizm, a konkretniej czym blankizm różni się od marksizmu. Definiowanie blankizmu najczęściej rozpoczyna się od przedstawienia jego elitarnego i spiskowego charakteru w opozycji do hasła Pierwszej Międzynarodówki: „wyzwolenie klasy robotniczej musi być dziełem samej klasy robotniczej”. Ale jak to piękne hasło miało się do praktyki? Jeśli tylko klasa robotnicza i nikt inny, jest predestynowana do walki z kapitalizmem, to po co w ogóle taki Marks, nie mówiąc już o burżuju Engelsie wiąże się z ruchem robotniczym? Po co tworzą organizacje, w której decyzje są podejmowane przez inteligentów?
 
 
 
Trudno się oprzeć wrażeniu, że ataki na blankizm ze strony pierwszych marksistów są przejawem hipokryzji. Krytykują blankizm za to, że chce „wyzwolić robotników bez ich udziału”, a sami w swojej codziennej praktyce robią dokładnie to samo. Konsekwencje wynikające z literalnego rozumienia hasła redukującego walczących z kapitalizmem do Louis BlanquiLouis Blanquiczłonków klasy robotniczej byłyby zabójcze dla ruchu komunistycznego ale nigdy nie zostało ono zrealizowane (w ruchu komunistycznym –oddzielnym tematem są inne lewicowe ruchy polityczne, których założenia teoretyczne też jednak były formułowane przez inteligentów). Pierwsi socjaliści wywodzili się z warstw nie proletariackich, i do dzisiaj w ruchu socjalistycznym warstwy inteligenckie odgrywają wielką rolę. Pod względem pochodzenia społecznego różnice między blankistami a marksistami były nie wielkie, a wnikliwy badacz mógłby dojść do wniosku, że w tej konfrontacji bardziej „burżuazyjny” byłby marksizm.
 
Wbrew rozpowszechnionym stereotypom, Marks nie był w cale pierwszym socjalistą. Używając terminologii leninowskiej, można by powiedzieć, że Marks wszedł z zewnątrz do ruchu robotniczego jako „burżuazyjny inteligencik” i starał się mu nadać naukowy charakter. Właśnie ten naukowy charakter marksizmu, którego treścią są hymny pochwalne na cześć dynamizmu burżuazji i kapitalizmu, wyróżniały go na tle wcześniejszych doktryn socjalistycznych. Za życia Marksa, miały miejsce dwie wielkie rewolucyjne próby, w których jednak Marks żadnej roli nie odegrał. Ani w latach 1848-49 – ani podczas Komuny Paryskiej, Marks nie prowadził proletariuszy do walki by zrzucili własne kajdany. Największe sukcesy polityczne Marks odniósł w okresie przejściowym między dwiema rewolucjami XIX wieku. Upadek Międzynarodówki po rzezi komunardów był negatywnym świadectwem, jakie szeregowi członkowie wystawili Radzie Generalnej. W tym samym czasie gdy mordowano tysiące francuskich robotników, gdy w całej Europie trwały represje przeciwko działaczom Międzynarodówki, członkom Rady Generalnej nie spadł włos z głowy. Młody Marks był represjonowany przez rząd pruski i musiał uciekać z kraju do kraju. Stary Marks bezpiecznie siedział w londyńskim British Museum i to właśnie marksowskim mottem: „byt kształtuje świadomość” należy chyba tłumaczyć jego spadek radykalizmu.
 
 
  Żeby w pełni zrozumieć relacje Marksa z rosyjskimi socjalistami, należy sobie uświadomić podstawowy fakt. Marks nie reprezentował nigdy wszystkich zachodnioeuropejskich socjalistów. Był wśród nich najbardziej znany w Rosji. Przerastał ich wszystkich teoretycznym geniuszem. Ale równocześnie w działalności praktycznej nie dorastał im często do pięt. Marks i Engels wielokrotnie podkreślają heroizm rosyjskich rewolucjonistów. Gdyby jednak rozejrzeli się wokół siebie, to przypadki rewolucyjnego bohaterstwa mogli by też znaleźć u swoich politycznych konkurentów. Ale właśnie dlatego, że byli konkurentami, powodowało specyficzny rodzaj ślepoty. Gdyby konflikt w międzynarodówce trwał dłużej, a Bakunin dalej by żył, to wszystkim narodowolocom przypięto by łatkę „bakuninowskich anarchistów” tak jak to zrobił Engels z Tkaczowem. Nawet sformułowanie przez Tkaczowa doktryny o konieczności rewolucyjnego państwa robotniczego –dyktatury proletariatu – nie obroniło Tkaczowa przed łatką anarchisty. Dopóki istaniałby spór w ramach międzynarodówki, a rosyjscy socjaliści uznawani by byli za niebezpieczną konkurencje, to nawet gdyby narodowolcy pochwycili w końcu władzę, to i tak pewnie dalej by funkcjonowali w tekstach Marksa jako anarchiści.
 Na pytanie o stosunek do rewolucjonistów rosyjskich nakłada się drugie pytanie – o stosunek do rewolucjonistów w Europie Zachodniej stosujących te same metody. Widzimy tutaj kolejną niekonsekwencje wyrażającą się mniej więcej w zdaniu: „Chętnie poprzemy każdą rewolucje – byle by była daleko”. Poprzez rewolucje należy rozumieć metody rewolucyjne – rewolucyjny terroryzm itd.
 
 „Rosyjskim rewolucjonistom sposób ich walki podyktowała konieczność, postępowanie ich przeciwników. Za użyte przez nich środki odpowiedzialni są oni przed swoim ludem i przed historią. Natomiast ci panowie, którzy, nie zmuszeni koniecznością, po sztubacku parodiują ich walkę w zachodniej Europie, usiłując sprowadzić rewolucję do poziomu Schinderhannesa, którzy broni swej nie kierują przeciw właściwemu wrogowi, lecz przeciw publiczności w ogóle, ci panowie nie są w żadnym wypadku zwolennikami i sojusznikami rosyjskich rewolucjonistów, lecz ich najgorszymi wrogami.”[9]
 
 
 Warunki działania w Europie Zachodniej wcale nie były różowe. Najlepszym przykładem są oczywiście represje we Francji po klęsce Komuny Paryskiej, ale ruch socjalistyczny represjonowano wszędzie. Gdyby Marks i Engels więcej uwagi poświęcili praktycznej stronie walki z kapitalizmem, gdyby pojawili się na paryskich barykadach, a następnie byli represjonowani, to może Engels dostrzegł by konieczność stosowanie rewolucyjnych metod walki. Jeśli jednak główną formą walki ma być walka teoretyczna i pisanie kolejnych tomów „Kapitału” – to dopóki władze zezwalają na korzystanie z bibliotek, dopóty nie trzeba schodzić na drogę terroryzmu. Marks i Engels popierali działalność terrorystyczną Woli Ludu, mimo, że to z ludu wywodziło się najwięcej ofiar kolejnych nieudanych zamachów na cara. Jeśli popiera się działalność terrorystyczną, to czyni się to bez względu na stosowane środki i liczbę ofiar. Terroryzm to broń okrutna i zarówno sami terroryści, jak i osoby ich popierające zawsze muszą zdawać sobie z tego sprawę. Krwawy charakter tej metody walki, wynika ze słabości rewolucjonistów. Gdyby byli wystarczająco silni, to zamiast podkładać bomby w przypadkowych miejscach, przez które giną przedstawiciele klas pracujących – stanęli by do otwartej walki. Misją lekarzy jest niesienie pomocy ludziom.
 
 
 Jeśli leczenie tego wymaga, to dla dobra pacjenta trzeba czasem mu sprawić ból. Prawie wszystkie środki dostępne rewolucjonistom, zawsze rykoszetem trafiają w klasy pracujące. Jeśli Engels potępia terroryzm, tylko ze względu na przypadkowe ofiary, to powinien też potępić strajki. Strajk pracowników transportu, służby zdrowia, gastronomii czy jakiejkolwiek innej branży, w pierwszej kolejności dotyka klas pracujących. Właśnie w tym kontekście przejawia się propagandowa siła hasła: „proletariusze wszystkich krajów łączcie się!”, bo brak zjednoczenia spowoduje napuszczanie jednej walczącej branży na drugą.
 
 
 Na koniec zacytuje trochę inny typ źródła, które do wyżej cytowanych tekstów nic nowego nie wnosi, a ponieważ poglądy Engelsa są w nich jedynie recenzowane, to znacznie łatwiej podważyć wiarygodność tego dokumentu. Jest to list Hermana Łopatina, który odegrał wielką rolę w pacyfikacji Młodnej Narodnej Woli, o czym pisałem w rozdziale poprzednim. Wobec sporu Komitetu Wykonawczego z grupą Jakubowicza, Engels najwyraźniej opowiada się po stronie zwolenników terroru politycznego.
 
 
 „...Koniecznie muszę Panią poinformować o wynikach mojego pierwszego spotkania z Engelsem, sądzę bowiem, iż niektóre jego poglądy sprawią Pani przyjemność. Dużo mówiliśmy o sprawach rosyjskich, o tym, w jaki sposób dokona się prawdopodobnie dzieło naszego politycznego i społecznego odrodzenia. Jak można się było spodziewać, zgodność naszych poglądów okazała się całkowita; każdy z nas raz po raz dopowiadał myśli i słowa drugiego.
 
 
Jest on (podobnie jak Marks i ja) również zdania, że zadaniem partii rewolucyjnej ery partii czynu w Rosji w chwili obecnej nie jest propaganda nowego ideału socjalistycznego ani też dążenie do urzeczywistnienia tego bynajmniej jeszcze nie wypracowanego ideału przy pomocy złożonego z naszych towarzyszy rządu tymczasowego, ale wytężenie wszystkich sił, aby 1. zmusić monarchę do zwołania Soboru Ziemskiego, albo też 2. poprzez zastraszenie monarchy itp. wywołać tak silne rozruchy, które w inny sposób doprowadziłyby do zwołania tego Soboru bądź czegoś podobnego. Podobnie jak ja jest on przekonany, że tego rodzaju Sobór nieuchronnie doprowadziłby do radykalnej, nie tylko politycznej, ale i społecznej przebudowy. Jest przekonany o ogromnym znaczeniu okresu wyborczego, ponieważ umożliwia o wiele bardziej skuteczną propagandę niż wszystkie książeczki i szeptane do ucha informacje. Jego zdaniem czysto liberalna konstytucja bez głębokich ekonomicznych przeobrażeń jest niemożliwa i dlatego nie boi się tego niebezpieczeństwa. Jest on przekonany, że w rzeczywistych warunkach życia narodowego nagromadziło się wystarczająco dużo materiału do przebudowy społeczeństwa na nowych zasadach. Oczywiście nie wierzy on w natychmiastowe urzeczywistnienie komunizmu czy czegoś podobnego, ałe tylko w to, co dojrzało już w życiu i duszy ludu. Jest on przeświadczony, że lud potrafi znaleźć sobie elokwentnych rzeczników swoich potrzeb i dążeń itd. Jest przekonany, że gdy raz rozpocznie się owa przebudowa, czyli rewolucja, żadne siły nie będą w stanie jej zahamować. Dlatego też ważne jest tylko jedno: rozbić fatalną silę zastoju, wytrącić na moment lud i społeczeństwo ze stanu gnuśności i bezwładności, wywołać taki chaos, który zmusiłby rząd i naród do zajęcia się przebudową kraju, chaos, który wzburzyłby spokojne narodowe morze i skupił uwagę i entuzjazm całego narodu na sprawie całkowitego przeobrażenia społeczeństwa. A rezultaty przyjdą same, i to takie, które są możliwe, pożądane i wykonalne dla danej epoki. Wszystko to jest diabelnie krótko powiedziane, ale obszerniej pisać w tej chwili nie mogę. Zresztą możliwe, że niezupełnie się to Pani spodoba, dlatego śpieszę z przekazaniem Pani słowo w słowo innych jego opinii, które są bardzo pochlebne dla rosyjskiego ruchu rewolucyjnego.
 
 
 „Obecnie wszystko zależy od tego, co w najbliższej przyszłości dokonane zostanie w Petersburgu, na który skierowane są oczy wszystkich myślących, daleko widzących, o bystrym umyśle ludzi w całej Europie".
 
 
 „Rosja - to Francja obecnego stulecia. Prawnie i słusznie do niej należy rewolucyjna inicjatywa nowych społecznych przeobrażeń".
 „...Upadek caratu, wraz z którym zniknie ostatnia twierdza monarchizmu w Europie oraz osłabnie agresywność Rosji i nienawiść Polski do niej itp., doprowadzi do całkiem odmiennego układu państw, rozbije Austrię na kawałki i da wszystkim krajom potężny impuls w kierunku przeobrażeń wewnętrznych".
 
 
 „...Jest mało prawdopodobne, by Niemcy, korzystając z rosyjskich zamieszek, zdecydowały się wysłać swoje wojska do Rosji dla podtrzymania caratu. Gdyby to jednak uczyniły, tym lepiej. Oznaczałoby to koniec ich obecnego rządu i początek nowej ery. Przyłączenie do Niemiec prowincji nadbałtyckich jest bezsensowne i niewykonalne. Tego rodzaju zabory przeciwległych (?) czy przylegających małych skrawków nadbrzeżnych i kawałków ziemi oraz w taki sposób powstałe bezsensowne w swoim kształcie państwa możliwe były w XVI i XVII wieku, ale nie teraz. Ponadto dla nikogo nie jest tajemnicą, iż Niemcy stanowią tam znikomą reakcyjną mniejszość". (Punkt ten dodaję dla J. P. ze względu na jej ultra-patriotyczne poglądy w tej kwestii).
 
 
 „Zarówno ja, jak i Marks uważamy, iż list Komitetu do Aleksandra III jest doskonały ze względu na swoją polityczność i spokojny ton. Dowodzi on, że w szeregach rewolucjonistów znajdują się ludzie o politycznym umyśle".
 Mam nadzieję, że wszystko to jest dosyć pochlebne i przyjemne dla Pani, i że podziękuje mi Pani za te kilka słów? Pamięta Pani, jak mówiłem, iż sam Marks nigdy nie był marksistą? Engels opowiadał, że w okresie walki, jaką z innymi toczyli Brousse, Malon i sp., Marks pewnego razu śmiejąc się mówił: „Mogę powiedzieć tylko jedno: nie jestem marksistą"... [10]
 
 
 Naukowa wielkość Marksa polega min. na tym, że dotychczasową historię elit zastąpił historią mas: historią zwykłych ludzi. Słuszne uwagi Marksa na temat wcześniejszej historiografii, można by pewnie rozciągnąć na kwestie terroryzmu. Terroryzm starych narodowolców skierowany przeciwko państwowym dygnitarzom, młodzi narodowolcy chcieli zastąpić terroryzmem ekonomicznym, który byłby radykalnym przedłużeniem codziennej walki robotniczej, i znacznie bardziej aktywizował klasy pracujące od terroryzmu politycznego.
 
 
 Młodzi narodowolcy znacznie bardziej byli zainspirowani marksizmem i walką zachodnioeuropejskiej klasy robotniczej, ale niestety nie mieli własnych przedstawicieli na emigracji, którzy mogli by na co dzień dyskutować z tamtejszymi socjalistami. Jak na razie nie znalazłem w dziełach stanowiska ojców marksizmu do terroryzmu ekonomicznego, co wcale nie znaczy, że na ten temat się nie wypowiadali. Zjawisko to pierwotnie powstało w Anglii o czym świadczy cytowana już wypowiedź Plechanowa.
 „Wynikające stąd trudności rozszerzania organizacji powinny znaleźć rekompensatę w zdolnościach i ofiarności osób wprowadzonych w jej tajemnice; „straszliwa tajemnica i największa przemoc w dziedzinie środków" stanowiły szczególną cechę angielskich związków robotniczych przed rokiem 1824; żaden myślący człowiek nie zarzuci organizacji robotniczej, że nie przebiera w środkach, gdy poczuje się zmuszona na przemoc odpowiedzieć przemocą, gdy na terror rządu zaprzedającego robotnika w niewolę u fabrykanta, karzącego jako przestępstwo każdą podjętą przez robotników próbę poprawienia swej sytuacji, rządu nie cofającego się przed stosowaniem kar cielesnych wobec wszystkich bez wyjątku dzieci, które brały udział w strajku — gdy na biały terror takiego rządu odpowie wreszcie terrorem czerwonym...”[11]
 
 
 Może więc odpowiedź na stosunek Marksa i Engelsa do terroryzmu ekonomicznego znajdziemy w tekstach dotyczących początków brytyjskiego ruchu robotniczego?
 
 [1] Karol Marks, Fryderyk Engels, Do mityngu w Genewie, zwołanego dla uczczenia 50 rocznicy Rewolucji Polskiej 1830 r. [w:] Marks, Engels o Polsce. Tom II. Książka i Wiedza. Warszawa 1960 r.
 [2] Sprawozdanie z Międzynarodowego zebrania zwołanego w 50 rocznicę Listopadowego Powstania przez redakcję „Równości” w Genewie [w:] Pierwsze pokolenie marksistów polskich. Tom I. Książka i Wiedza. Warszawa 1962 r. 375-424.
 
 [3] Alians Demokracji Socjalistycznej a Międzynarodowe Stowarzyszenie Robotników. Sprawozdanie i dokumenty opracowane na polecenie Kongresu Haskiego Międzynarodówki. [w:] Marks, Engels. Dzieła. Tom. 18. str. 363-519.
 
 [4] Fryderyk Engels. Posłowie do artykułu „Sprawy społeczne w Rosji” [w:] Filozofia społeczna narodnictwa rosyjskiego tom II. Str. 714.
[5] Marks, Engels, Dzieła tom 19. str. 323.
 
 [6] List Fryderyka Engelsa do Wiery Zasulicz z 23 kwietnia 1885 r. [w:] Filozofia społeczna narodnictwa rosyjskiego tom II str. 738-740.
 
 [7] Fryderyk Engels. Posłowie do artykułu „Sprawy społeczne w Rosji” [w:] Filozofia społeczna narodnictwa rosyjskiego tom II. Str. 729
 
 [8] Tamże. str. 731.
 
 [9] Fryderyk Engels. Tajni radcy dynamitowi cesarstwa rosyjskiego. Marks, Engels, Dzieła. Tom 21. str. 215.
 
[10] Fragment listu G. A. Łopatina do M. N. Oszaniny Londyn, 20 września [1883 r.] [w:] Marks, Engels, Dzieła Tom 21 str. 547-549.
 
 
 [11] G.W. Plechanow, Prawo ekonomicznego rozwoju społeczeństwa a zadania socjalizmu w Rosji [w:] Filozofia społeczna narodnictwa rosyjskiego. Tom II. Książka i Wiedza. Warszawa 1965. str. 357. Pierwodruk w czasopiśmie „Ziemla i Wola” nr 3 z dn. 15 stycznia 1879.

Andrzej Warzęcha: 127. Rocznica śmierci Karola Marksa

Karol Marks.jpg

14 marca dokładnie 127 lat temu podczas pobytu na politycznej emigracji w Londynie zmarł Karol Marks. Został pochowany na cmentarzu High Gate w Londynie.

111111

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

USRR