Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 12 gości.

Zbigniew Marcin Kowalewski

Zbigniew Marcin Kowalewski: Masy nie chciały kapitalizmu.

Antykapitalizm

22 lipca 1944 r. Armia Czerwona wraz z Wojskiem Polskim wkroczyła do Polski. W Chełmie ukazał się manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego.

Zbigniew Marcin Kowalewski: Chłopi w godzinie ognisk

che.gif

Współczesność” rok XIV nr 26 (305), Warszawa, 17 XII 1969 – 6 I 1970 r., s. 1 i 15.
 
 

Zbigniew Marcin Kowalewski: 1956 – Październikowi generałowie

220px-Gomulka_speech.jpg

Kiedy w październiku 1956 r.

Tymczasem w Akademii Sztabu Generalnego, Wojskowej Akademii Technicznej, 5 pułku łączności, Oficerskiej Szkole Łączności w Zegrzu ludzie Rokossowskiego, Bordziłowskiego i Witaszewskiego szykowali „grupy uderzeniowe”. Na rozkaz Bordziłowskiego stan podwyższonej gotowości bojowej obowiązywał w dywizjach zmechanizowanych i pancernych w Opolu, Żaganiu, Elblągu, na poligonie drawskim… Oddziały nadciągające od strony Legionowa zatrzymały się pod Tarchominem i Żeraniem. „Powiedziałem sobie: jeśli czołgi przekroczą most Poniatowskiego, daję rozkaz: ruszamy”, wspominał Hibner. Twierdził, że były to jednostki Armii Radzieckiej. Później Gomułka i jego ludzie rozgłaszali w PZPR, że radzieckie czołgi idące na Żerań to był wymysł Hibnera. Prawda jest taka, że czołgi podeszły pod Żerań, ale polskie. Były to oddziały 1 pułku 1 Warszawskiej Dywizji Zmechanizowanej.
 
W połączeniu z wieściami o ruchach wojsk radzieckich dolało to oliwy do ognia wzburzonych nastrojów klasy robotniczej i młodej inteligencji radykalnej. W fabrykach i na uczelniach obawiano się, że generalicja radziecka w Wojsku Polskim w porozumieniu z Moskwą i polskim „betonem” partyjnym szykuje się do przewrotu, zmiażdżenia przemocą masowego ruchu demokratycznego i rozprawy z przeciwnikami w PZPR. Przez duże warszawskie zakłady pracy i wyższe uczelnie zaczęła przewalać się fala burzliwych wieców i mobilizacji. Ogłoszono w nich stan pogotowia i wprowadzono nocne czuwania. Na swoim zjeździe niedawno prześladowani dąbrowszczacy postulowali, aby wydać im broń, bo chcą bronić Warszawy jak… Madrytu przed wojskami frankistowskimi. Kilkunastu z nich pojechało na Żerań pomóc robotnikom w przygotowaniach obronnych.
 
Późnym wieczorem na Żeraniu Goździk zwołał naradę, bo dojeżdżający na nocną zmianę robotnicy informowali, że pod Jabłonną stoi około 30 czołgów. Postanowiono przygotować ciężarówki z piaskiem, zatarasować nimi przejazd pod wiaduktem kolejowym, napełnić butelki benzyną, wziąć parę skrzyń odkuwek, ustawić się z dwoma sztandarami – czerwonym i biało-czerwonym – za barykadą, a kiedy nadjadą czołgi, śpiewać „Międzynarodówkę” i hymn narodowy.
 
O godzinie 23 Muś wydał jednostkom KBW w całym kraju rozkaz zapewnienia ochrony budynków PZPR, władz terenowych i innych instytucji. Ostre pogotowie obowiązywało również w całym kraju w Milicji Obywatelskiej. O pierwszej w nocy minister Wicha zwołał członków kierownictwa MSW oraz dowództw Wojsk Wewnętrznych i KBW na zebranie. Poinformował, że rozmowy polsko-radzieckie zakończyły się pomyślnie. Strona radziecka zaakceptowała punkt widzenia strony polskiej i zgodziła się, aby plenum KC PZPR wybrało według swojego uznania nowe kierownictwo – z Gomułką na czele, bez Rokossowskiego. Nad ranem delegacja radziecka odleciała do Moskwy. Hibner komentował to tak: „Chruszczow przekonał się, że za Ochabem i Gomułką stoi poważna część wojska. Wiedział, że Wojska Wewnętrzne są w pogotowiu. I po prostu się zląkł, że ten numer mu nie przejdzie. A zapewne nie chciał dopuścić do konfrontacji zbrojnej.”
 
O 6 rano, tuż po odlocie przywódców radzieckich, Hibner zawiadomił Musia przez telefon, że otrzymał od MO informację, iż na Woli pojawił się zmotoryzowany oddział wojsk radzieckich. Muś zarządził natychmiast odprawę dowódców jednostek KBW, na której zarządzono, że jednostki te mają przygotować się do zajęcia stanowisk bojowych. Dowódca Brygady Nadwiślańskiej KBW, ppłk Władysław Tryliński, udał się na Wolę. Okazało się, że to tylko zagubiony pododdział, który stracił łączność ze swoją jednostką. Zdumiony Tryliński usłyszał od oficera radzieckiego, że w Warszawie wybuchła kontrrewolucja i że zginęły dziesiątki żołnierzy radzieckich. „Sam tego nie wymyślił”, skomentował ten incydent Komar. „I na pewno nie w nocy z 19 na 20 października. Przygotowania propagandowo-psychologiczne (a także wojskowe) do rozprawy z Warszawą zostały podjęte wcześniej, na wysokich szczeblach w ZSRR”. Po uzyskaniu odpowiednich wyjaśnień pododdział zgodził się opuścić miasto.
 
Wieści o ruchach wojsk radzieckich i polskich podnosiły i tak już wysoką temperaturę obrad plenum KC. Artur Starewicz mówił na plenum: „W dniu wczorajszym, w czasie tych trudnych i nadzwyczaj poważnych rozmów z delegacją KPZR, odbywały się w naszym kraju ruchy wojsk w kierunku Warszawy. Nie znam szczegółów, ale z tego, co wiem od wielu towarzyszy czuwających nad porządkiem wewnętrznym w kraju, wynika, że było kilka kolumn czołgów, które szły w kierunku Warszawy, że były jakieś ruchy niektórych jednostek radzieckich na naszej granicy zachodniej i wewnątrz kraju w rejonie Wrocławia.” Rokossowski nadal uspokajał, że to jesienne manewry wojsk radzieckich i że na polecenie Biura Politycznego poprosił Koniewa, aby wróciły do swoich garnizonów.
 
W kuluarach plenum delegacja „lewicy październikowej” spotkała się z Gomułką, Ochabem, Cyrankiewiczem i Rokossowskim. Wspomina Lechosław Goździk: „Zadałem pytanie: Skąd te czołgi na Warszawę jadą i dlaczego? Na co Rokossowski, zaciągając z rosyjska: A to oni z wykopków wracają. Ja wtedy bezczelnie też z ruska zaciągnąłem: A to nie taniej byłoby, żeby oni na samochodach, a nie na tankach jechali, a? Tymczasem czołgi dojeżdżały już do Legionowa i zaraz ich można było czekać na podwórku. Tak, że sytuacja była dramatyczna. (…) Gen. Komar cały czas dostarczał meldunki, gdzie jakie jednostki się poruszają, jak daleko są. Jak [Rokossowski] powiedział o tych wykopkach, a ja tak zareagowałem, to z kolei zareagował Gomułka: «Czy to jest prawda? Towarzyszu marszałku, czy to prawda? Proszę wydać rozkaz tym jednostkom pancernym, że nie mają prawa wejść do miasta.» Wcześniej, czegośmy nie mówili, kolejarze zablokowali tory i te czołgi spod Legionowa musiały zawrócić, żeby przez Bielany objechać. Musiały się cofnąć do mostu na Wiśle, w każdym razie kawał drogi... I tow. Rokossowski wtedy powiedział: «Tak jest.» I tyle. I te polskie czołgi się zatrzymały.”
 
Staszewski twierdził, że wyglądało to inaczej – że wyjechała im na spotkanie milicja robotnicza, utworzona ad hoc na Żeraniu i uzbrojona przez KBW. „Otrzymała zadanie, by politycznie rozłożyć to wojsko”. W rezultacie „robotnicy weszli w szeregi, zaczęli agitować i wojsko rzeczywiście się zatrzymało. Tej decyzji z nikim nie konsultowałem, bo bałem się, że usłyszę sprzeciw ze strony Ochaba.”
 
Na podstawie notatek Władimira Malina z posiedzeń kierownictwa KPZR wiadomo, że Chruszczow i inni przywódcy radzieccy, wyjeżdżając z Warszawy, wcale nie przestali myśleć o interwencji. 20 października, zaraz po powrocie delegacji do Moskwy, na posiedzeniu Prezydium KC jasno postawiono sprawę: „Jest jedno wyjście – trzeba skończyć z tym, co się dzieje w Polsce”, a konkretnie „pod płaszczykiem manewrów poderwać wojska radzieckie”, „przygotować dokument” (apel o „bratnią pomoc”), „utworzyć komitet” (który firmowałby apel)…
 
21 października, w ostatnim dniu obrad plenum KC PZPR, w kraju napięcie doszło do zenitu. Ochab przyznawał na plenum: „Spotkałem się z oświadczeniami studentów i robotników, z rezolucjami i wypowiedziami wielu ludzi, na wielu zebraniach w Polsce, którzy chcą bronić Komitetu Centralnego przed wojskiem, rzekomo zagrażającym KC, czy przed Armią Radziecką…” Tego dnia w WAT odbył się pierwszy w wojsku wiec – z udziałem delegacji robotników z FSO i studentów z Politechniki Warszawskiej. Późnym wieczorem żołnierze garnizonu stołecznego razem z robotnikami i studentami kolportowali na ulicach dodatki nadzwyczajne do gazet z informacjami o wyborze Gomułki na I sekretarza, nowym składzie Biura Politycznego, już bez Rokossowskiego, i wynikach VIII Plenum. Zaraz w wielu jednostkach wojskowych w całym kraju ruszyła lawina wieców. Przemawiali na nich robotnicy i studenci. Delegacje żołnierzy brały udział w wiecach w fabrykach i na uczelniach. Kadm. Wiśniewski przybył z delegacją podchorążych i marynarzy na wielki wiec na Politechnice Gdańskiej.
 
24 października Chruszczow trzeźwo orzekł, że bardzo łatwo byłoby zacząć interwencję wojskową w Polsce, ale bardzo trudno byłoby ją skończyć. Tego dnia Budapeszt był już ogarnięty powstaniem. Wola oporu w Polsce, powstanie węgierskie i sprzeciw Chin Ludowych przesądziły o porzuceniu na Kremlu myśli o interwencji w Polsce. Dopiero teraz obie radzieckie kolumny pancerne zaczęły wracać do swoich baz w zachodniej Polsce.
 
Jeszcze tego samego dnia na kilkusettysięcznym wiecu zwycięstwa na stołecznym Placu Defilad sam Gomułka wziął się energicznie za wygaszanie polskiej rewolucji.
 
„Tego dnia, a może dzień później, Gomułka wezwał do siebie Hibnera”, wspominał Komar. „Przed udaniem się do I sekretarza Hibner przyszedł do mnie. Obaj sądziliśmy, że choć Rosjanie nie porzucili do końca myśli o interwencji w Polsce, to wydarzenia węgierskie niosą możliwość manewru politycznego, który w przyszłości uniemożliwiłby użycie Wojska Polskiego do działań przeciw społeczeństwu. Hibner wrócił wieczorem. Był wstrząśnięty. Gomułka zadał mu trzy pytania. Pierwsze – czy jest prawdą, że w Wojskach Wewnętrznych nie ma radzieckich oficerów. Tak! Drugie – czy Wojska Wewnętrzne wykonają każdy rozkaz? Każdy, oprócz jednego. Oprócz jakiego? – spytał Gomułka. – Nie użyją broni przeciw klasie robotniczej – odpowiedział Hibner – Ani ja, ani Komar takiego rozkazu nie wydamy.”
 
Hibner, Komar i Frey-Bielecki zaproponowali kilku innym wyższym oficerom wystąpienie do kierownictwa partii, a zwłaszcza do Gomułki, z wnioskiem, aby wojska radzieckie opuściły Polskę. Zgodnie z relacją Musia, który brał udział w tej inicjatywie, Hibner uzasadnił ją tak: wydarzenia z ostatnich dni świadczą, że wojska te pod każdym pretekstem można wykorzystać do ingerencji w sprawy wewnętrzne naszego kraju. Jeśli więc opuszczą Polskę, pozbędziemy się takiego zagrożenia i umocnimy suwerenność państwa. Na rzecznika grupy wybrano Frey-Bieleckiego. Inicjatywę konsultowano z kolejnymi osobistościami z kierownictwa PZPR. Gen. Marian Spychalski, w marcu tego roku zwolniony z więzienia i kilka dni wcześniej mianowany na stanowisko wiceministra obrony narodowej, oświadczył, że sytuacja międzynarodowa jest zbyt skomplikowana, aby można było wystąpić z taką propozycją i że w Moskwie nigdy na to się nie zgodzą. Podczas spotkania ze Spychalskim zadzwonił Gomułka i poprosił do telefonu Komara. Powiedział mu, że otrzymał informację, iż on i grupa generałów chcą zerwać Układ Warszawski – wyprowadzić z niego Polskę. Zakazał grupie prowadzenia wszelkich rozmów i dyskusji na temat stacjonowania wojsk radzieckich w Polsce. Muś uważał, że interwencja Gomułki była wynikiem intrygi gen. Mieczysława Moczara.
 
Rokossowskiego i generałów radzieckich wkrótce odesłano do ZSRR.
 
Generałowie Frey-Bielecki, Hibner i Komar oraz kontradmirał Wiśniewski znaleźli się na sporządzonej w Moskwie czarnej liście 17 polskich generałów. Stopniowo pozbawiano ich stanowisk i eliminowano z wojska – za zgodą Gomułki.
 
Wśród wielu innych dokumentów, relacji i wspomnień, wykorzystano pracę L.W. Głuchowskiego i E.J. Nalepy, The Soviet-Polish Confrontation of October 1956: The Situation in the Polish Internal Security Corps, Waszyngton, Woodrow Wilson International Center for Scholars 1997.
 
Artykuł ukazał się w „Le Monde diplomatique – Edycja polska”, październik 2011 

Zbigniew Marcin Kowalewski: Śmierć na drodze do partii robotniczej

gal_20_Daniel_Podrzycki_ok.jpg

Śmierć na drodze do partii robotniczej
 
„Kapitalizm to wyzysk, deptanie praw pracowniczych,
bezrobocie, ubóstwo i wykluczenie.”

Wypierał je poziom świadomości klasowej, który materializował się w tej organizacji. Nie przypadkiem szło to w parze z tworzeniem Polskiej Partii Pracy opartej na WZZ „Sierpień 80”. Fundamentem, na którym Podrzycki, Ziętek i inni działacze „Sierpnia 80” postanowili budować partię, była świadomość antagonistycznego charakteru sprzeczności między pracą a kapitałem. Podrzycki tak pisał o tej sprzeczności w Trybunie: „Może zabrzmi to mocno marksistowsko, ale to jest walka klas. Pracodawcy i pracownicy znajdują się na dwóch przeciwstawnych pozycjach, niemożliwych do pogodzenia. Z jednej strony są interesy pracownicze, rozumiane również jako prawo do godziwego wynagrodzenia za rzetelną i uczciwą pracę. Z drugiej strony – interesy przedsiębiorcy, którego zadaniem jest maksymalizować zysk.” Polska Partia Pracy wyraźnie głosi, że kieruje się zasadą jedności interesów klasy robotniczej i ruchu robotniczego w skali międzynarodowej. W Liście do przyjaciół w Europie uchwalonym na kongresie w końcu października 2005 r. stwierdza ona: „W Polsce wiemy, że kapitalizm to wyzysk, deptanie praw pracowniczych, bezrobocie, ubóstwo i wykluczenie. Postulaty ludzi pracy z Polski i Europy Zachodniej są takie same. To Wasza i nasza walka. Przeciwstawiamy się wszelkim próbom antagonizowania ludzi pracy w Europie. Wiemy, że sukces możemy odnieść tylko razem. Głęboko wierzymy, że wspólny front europejskiej lewicy może skutecznie przeciwstawić się agresji wielkiego kapitału i nowym formom wyzysku. Zorganizowany atak na zdobycze socjalne i prawną ochronę pracy jest w rzeczywistości atakiem na demokrację. Polska Partia Pracy, zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, deklaruje gotowość do współdziałania ze wszystkimi siłami autentycznej lewicy w Europie, które są gotowe stanąć w obronie ludzi wyzyskiwanych i wykluczonych.”
Utworzenie partii związkowej to jeden z klasycznych sposobów budowy partii robotniczej znanych z historii międzynarodowego ruchu robotniczego. Warto tu przypomnieć stanowisko, które zajął Lew Trocki w dyskusjach ze swoimi towarzyszami amerykańskimi w 1938 r., gdy w amerykańskim ruchu związkowym pojawiły się inicjatywy na rzecz utworzenia partii pracy opartej na związkach zawodowych. Trocki wskazywał, że gdy budowa partii rewolucyjnej nie nadąża za rozwojem walk klasowych, jak to właśnie działo się w Stanach Zjednoczonych, lewica rewolucyjna powinna poprzeć takie inicjatywy i że „wszelka organizacja rewolucyjna, która zajmie negatywne lub neutralnie wyczekujące stanowisko wobec takiego postępowego ruchu, skaże się na izolację i sekciarskie zwyrodnienie”. Jeśli jest to możliwe, powinna wziąć udział w tworzeniu i budowie partii związkowej, a jednocześnie proponować dla niej określony program – „nie zajmować się abstrakcyjnymi formułami, lecz rozwijać konkretny program działania i postulatów tak, aby ten program przejściowy wyrastał z obecnych warunków społeczeństwa kapitalistycznego, ale bezpośrednio wykraczał poza kapitalizm.”. Mówił w związku z tym: „Czy opowiadamy się za utworzeniem reformistycznej partii pracy? Nie. Czy opowiadamy się za polityką, która może stworzyć związkom zawodowym możliwość zaciążenia na układzie sił? Tak. Może ona stać się partią reformistyczną – to zależy od rozwoju sytuacji.

Tu staje kwestia programu.” Wyjaśniał: „Musimy mieć program postulatów przejściowych, z których najpełniejszy to postulat rządu robotniczo-chłopskiego. Opowiadamy się za partią – za niezależną partią mas pracujących – która przejmie władzę w państwie. Musimy to skonkretyzować – jesteśmy za tworzeniem komitetów fabrycznych, za kontrolą robotniczą nad przemysłem sprawowaną poprzez komitety fabryczne.”
Przypomnijmy, że w Polsce takie komitety zaraz po wojnie nazywano radami zakładowymi, w 1956 r. radami robotniczymi, a w 1981 r. radami pracowniczymi. Trocki mówił dalej: „Po pierwsze, są miliony bezrobotnych, a rząd twierdzi, że nie może im płacić więcej i kapitaliści mówią, że nie mogą wnosić większych składek, chcemy więc mieć dostęp do księgowości tego społeczeństwa. Kontrole dochodów należy zorganizować poprzez komitety fabryczne. Robotnicy powiedzą: chcemy mieć własnych statystyków, wiernych klasie robotniczej. Jeśli jakaś gałąź przemysłu pokaże, że naprawdę jest zrujnowana, odpowiemy: proponujemy, żeby was wywłaszczyć. Pokierujemy nią lepiej od was. Dlaczego nie macie zysków? Z powodu chaotycznej kondycji społeczeństwa kapitalistycznego. Mówimy: tajemnice handlowe to konspiracja wyzyskiwaczy wymierzona w wyzyskiwanych, fabrykantów przeciwko pracującym. W czasach wolnej konkurencji twierdzili, że tajemnica jest potrzebna do ich ochrony. Lecz teraz nie maja tajemnic przed sobą – mają je tylko przed społeczeństwem. Ten postulat przejściowy jest również krokiem w kierunku kontroli robotniczej nad produkcją jako planem przygotowującym do zarządzania przemysłem. Wszystko powinni kontrolować robotnicy, którzy jutro będą panami społeczeństwa. Wezwanie do zdobycia władzy wydaje się robotnikom amerykańskim nielegalne, fantastyczne. Lecz jeśli powiecie: kapitaliści odmawiają płacenia zasiłków bezrobotnym i ukrywają przed państwem i robotnikami swoje realne zyski fałszując księgowość, robotnicy zrozumieją tę formułę. Jeśli powiemy farmerowi: bank cię oszukuje. Ma ogromne zyski. Proponujemy ci utworzenie komitetów farmerskich, żeby zbadać księgowość banku. Każdy farmer to zrozumie. Powiemy: farmer może ufać tylko sobie; pozwólcie mu stworzyć komitety, które kontrolowałyby kredyty rolnicze; farmerzy to zrozumieją. Zakłada to buntownicze nastroje wśród farmerów; tego nie można dokonać każdego dnia. Lecz zaszczepienie tej idei masom i naszym własnym towarzyszom jest absolutnie konieczne, i to natychmiast.”

Od 1992 r. twierdziłem (na łamach pisma socjalistycznego Dalej!, które wówczas redagowałem), że budowa niezależnej partii robotników i pracowników opartej na związkach zawodowych może okazać się celowa i konieczna w Polsce. Wiosną 1999 r., w związku z restrukturyzacją polityczną SLD (przekształceniem go w partię), w OPZZ pojawiły się (na łamach Nowego Tygodnika Popularnego) co prawda nieliczne, ale znamienne głosy, że reprezentacji politycznej związków zawodowych skupionej w tej centrali nie powinno się powierzać SLD, lecz że należy stworzyć w tym celu własną partię związkową. A propos tej dyskusji pisałem wówczas: „Po pierwsze, opowiadamy się za całkowitą niezależnością związków zawodowych od wszelkich partii – co nie wyklucza ani indywidualnej przynależności związkowców do różnych partii, ani zbiorowego zawierania przez związki sojuszy czy porozumień z partiami, ani tworzenia przez związki własnej partii. Po drugie, uważamy, że posiadanie przez związki zawodowe własnej partii – tzn. partii stanowiącej polityczne narzędzie działalności związkowej – jest ważnym czynnikiem zachowania niezależności politycznej przez ruch związkowy i że tylko istnienie takiej partii może rozwiązać problem reprezentacji politycznej ruchu związkowego. Po trzecie, nie tylko w interesie tego ruchu, ale całej klasy pracującej i całego ruchu robotniczego, opowiadamy się za budową takiej partii.” Zaznaczyłem przy tym, że partia związkowa „nie powinna być nastawiona tylko – ani nawet głównie – na udział w wyborach i działalność parlamentarną, lecz rozwijać codzienną działalność polityczną tam wszędzie, gdzie pracują, żyją i bronią swoich interesów ci, których interesy ona reprezentuje” i że gdyby okazało się to możliwe, „w takiej partii nasza własna partia – ta, którą staramy się zbudować na podstawie programu Czwartej Międzynarodówki – działałaby jako jeden z nurtów”.

Polskiej klasie robotniczej jest pilnie potrzebna odbudowa politycznych form ruchu robotniczego. Na podstawie bilansu fiaska dwudziestu lat własnych i cudzych prób budowy partii rewolucyjnej w Polsce, latem 2002 r. pisałem w Czerwonym Salonie, że dziś największym dramatem tej klasy jest brak partii robotniczej. Bez takiej partii nie może ona mieć własnej reprezentacji politycznej, a ruch robotniczy nie ma szans uzyskać niezależności politycznej. Trzeba czym prędzej zaradzić tej sytuacji, gdyż walka klasowa nie będzie czekała ze swoim rozwojem i im bardziej będzie narastała, tym bardziej dramatyczny będzie brak takiej partii, „tym łatwiej walka ta, pozostawiona swojej żywiołowości, będzie szła w rozsypkę i wypalała się bezpłodnie lub będzie sprowadzana na manowce przez klasowo obce siły polityczne”. Pisałem również, że partia robotnicza powinna być otwarta dla tych wszystkich, którzy „dążą do obalenia kapitalizmu i budowy socjalizmu bez względu na to, czy uważają, że dokona się to na drodze rewolucji, czy na drodze reform”, czyli innymi słowy, że nie może być z góry „odgrodzona strategicznie”. W walkach klasowych, których nie należy mylić z proklamacjami literackimi, odgradzanie się nurtów rewolucyjnego i reformistycznego krystalizuje się w toku takich walk, na gruncie doświadczeń nagromadzonych przez partię robotniczą, różnicowania się, ścierania i wyodrębniania tendencji wewnątrzpartyjnych.

Ci, którzy z odgrodzenia strategicznego czynią wstępny warunek tworzenia partii robotniczej, głosząc ultymatywnie, że jej aktem założycielskim musi być odgrodzenie się od reformistów, określenie się jako partia rewolucyjna, proklamowanie, że zmierza ona do dyktatury proletariatu itd., dokonują czysto ideologicznego zabiegu. Pozwala on budować partie tylko na papierze, czyli zamki na lodzie. Po niemal ćwierćwieczu podejmowania różnych takich prób, z których nic nie wyszło, czas przyjść po rozum do głowy i konia postawić wreszcie przed wozem, co właśnie uczynili działacze „Sierpnia 80”, zamiast stawiać wóz przed koniem, jak czyniono to dotychczas.

W ciągu minionych kilkunastu lat polska klasa robotnicza utraciła niemal wszystkie swoje zdobycze społeczne. Pilnie potrzebuje politycznych środków walki w obronie tego wszystkiego, co z nich jeszcze pozostało, i o ich odzyskanie. Chyba bardziej niż z jakiegokolwiek innego powodu, właśnie z tytułu utworzenia pierwszej partii robotniczej Podrzycki przejdzie do historii polskiego ruchu robotniczego. Jeszcze jest to partia w stadium zalążkowym. Opiera się na jednym mniejszościowym związku zawodowym. Jej założenie to dopiero pierwszy krok, ale takiego kroku nikomu innemu nie udało się zrobić. Bez względu na to, jak potoczą się dalsze losy tej partii, kości już zostały rzucone. Jeśli przeżyje ona śmierć Podrzyckiego i chwyci wiatr w żagle, a jest taka szansa, stanie się naturalnie wiodącym czynnikiem przegrupowania i rozwoju sił lewicy antykapitalistycznej na podstawie robotniczej, a więc na jedynym gruncie, na którym jest to możliwe – w łonie ruchu robotniczego.

Daniel Podrzycki nie żyje. Walka trwa.

Artykuł ukazał się w Rewolucji nr 4, 2006.

Zbigniew Marcin Kowalewski: Kto w Libii popełnia zbrodnie i na czym one polegają

Rewolucja libijska

Omówienie raportu międzynarodowej komisji śledczej

Zbigniew Marcin Kowalewski: Czerwiec 1953. Robotnicy w Alei Stalina

Robotnicy berlińscy w czerwcu 1953

Po powstaniu 17 czerwca
sekretarz Związku Literatów kazał rozdawać
w Alei Stalina[1] ulotki głoszące
że lud zawiódł zaufanie rządu i odzyskać je może tylko
zdwojoną pracą. Czyż nie byłoby

Zbigniew Marcin Kowalewski: Francja - walczą o przyszłość całej Europy

francja_protesty_październik_2010_npa.jpg

Francuzi walczą o przyszłość Europy i dają innym dobry przykład – mówi amerykański ekonomista Marc Weisbrot.

Zbigniew Marcin Kowalewski: Marksizm, czyli walka klas jako siła napędowa historii

walka_klas.jpeg

Za fundament myśli marksistowskiej uważam marksizm klasyczny, przez który przede wszystkim rozumiem w pełni dojrzałą myśl marksowską, ucieleśnioną w Ka

Zbigniew Marcin Kowalewski: Che Guevara czyli walka która nie zna granic

che_guevara.jpeg

W dniu 9 października 1997 r. minęła trzydziesta rocznica śmierci Ernesto Guevary, którego Sartre uważał za „najpełniejszą istotę ludzką naszych czasów”.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Ochotnik