Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 28 gości.

1956

Jarosław Urbański, 1956: Robotniczy zryw i święta pamięć

1956pomnik.jpg

Publikujemy, za portalem Internacjonalista tekst, który pokazuje jak kapitalistyczna władza w III RP piszę swoją wersję historii

Redakcja WR

Zbigniew Marcin Kowalewski: 1956 – Październikowi generałowie

220px-Gomulka_speech.jpg

Kiedy w październiku 1956 r.

Tymczasem w Akademii Sztabu Generalnego, Wojskowej Akademii Technicznej, 5 pułku łączności, Oficerskiej Szkole Łączności w Zegrzu ludzie Rokossowskiego, Bordziłowskiego i Witaszewskiego szykowali „grupy uderzeniowe”. Na rozkaz Bordziłowskiego stan podwyższonej gotowości bojowej obowiązywał w dywizjach zmechanizowanych i pancernych w Opolu, Żaganiu, Elblągu, na poligonie drawskim… Oddziały nadciągające od strony Legionowa zatrzymały się pod Tarchominem i Żeraniem. „Powiedziałem sobie: jeśli czołgi przekroczą most Poniatowskiego, daję rozkaz: ruszamy”, wspominał Hibner. Twierdził, że były to jednostki Armii Radzieckiej. Później Gomułka i jego ludzie rozgłaszali w PZPR, że radzieckie czołgi idące na Żerań to był wymysł Hibnera. Prawda jest taka, że czołgi podeszły pod Żerań, ale polskie. Były to oddziały 1 pułku 1 Warszawskiej Dywizji Zmechanizowanej.
 
W połączeniu z wieściami o ruchach wojsk radzieckich dolało to oliwy do ognia wzburzonych nastrojów klasy robotniczej i młodej inteligencji radykalnej. W fabrykach i na uczelniach obawiano się, że generalicja radziecka w Wojsku Polskim w porozumieniu z Moskwą i polskim „betonem” partyjnym szykuje się do przewrotu, zmiażdżenia przemocą masowego ruchu demokratycznego i rozprawy z przeciwnikami w PZPR. Przez duże warszawskie zakłady pracy i wyższe uczelnie zaczęła przewalać się fala burzliwych wieców i mobilizacji. Ogłoszono w nich stan pogotowia i wprowadzono nocne czuwania. Na swoim zjeździe niedawno prześladowani dąbrowszczacy postulowali, aby wydać im broń, bo chcą bronić Warszawy jak… Madrytu przed wojskami frankistowskimi. Kilkunastu z nich pojechało na Żerań pomóc robotnikom w przygotowaniach obronnych.
 
Późnym wieczorem na Żeraniu Goździk zwołał naradę, bo dojeżdżający na nocną zmianę robotnicy informowali, że pod Jabłonną stoi około 30 czołgów. Postanowiono przygotować ciężarówki z piaskiem, zatarasować nimi przejazd pod wiaduktem kolejowym, napełnić butelki benzyną, wziąć parę skrzyń odkuwek, ustawić się z dwoma sztandarami – czerwonym i biało-czerwonym – za barykadą, a kiedy nadjadą czołgi, śpiewać „Międzynarodówkę” i hymn narodowy.
 
O godzinie 23 Muś wydał jednostkom KBW w całym kraju rozkaz zapewnienia ochrony budynków PZPR, władz terenowych i innych instytucji. Ostre pogotowie obowiązywało również w całym kraju w Milicji Obywatelskiej. O pierwszej w nocy minister Wicha zwołał członków kierownictwa MSW oraz dowództw Wojsk Wewnętrznych i KBW na zebranie. Poinformował, że rozmowy polsko-radzieckie zakończyły się pomyślnie. Strona radziecka zaakceptowała punkt widzenia strony polskiej i zgodziła się, aby plenum KC PZPR wybrało według swojego uznania nowe kierownictwo – z Gomułką na czele, bez Rokossowskiego. Nad ranem delegacja radziecka odleciała do Moskwy. Hibner komentował to tak: „Chruszczow przekonał się, że za Ochabem i Gomułką stoi poważna część wojska. Wiedział, że Wojska Wewnętrzne są w pogotowiu. I po prostu się zląkł, że ten numer mu nie przejdzie. A zapewne nie chciał dopuścić do konfrontacji zbrojnej.”
 
O 6 rano, tuż po odlocie przywódców radzieckich, Hibner zawiadomił Musia przez telefon, że otrzymał od MO informację, iż na Woli pojawił się zmotoryzowany oddział wojsk radzieckich. Muś zarządził natychmiast odprawę dowódców jednostek KBW, na której zarządzono, że jednostki te mają przygotować się do zajęcia stanowisk bojowych. Dowódca Brygady Nadwiślańskiej KBW, ppłk Władysław Tryliński, udał się na Wolę. Okazało się, że to tylko zagubiony pododdział, który stracił łączność ze swoją jednostką. Zdumiony Tryliński usłyszał od oficera radzieckiego, że w Warszawie wybuchła kontrrewolucja i że zginęły dziesiątki żołnierzy radzieckich. „Sam tego nie wymyślił”, skomentował ten incydent Komar. „I na pewno nie w nocy z 19 na 20 października. Przygotowania propagandowo-psychologiczne (a także wojskowe) do rozprawy z Warszawą zostały podjęte wcześniej, na wysokich szczeblach w ZSRR”. Po uzyskaniu odpowiednich wyjaśnień pododdział zgodził się opuścić miasto.
 
Wieści o ruchach wojsk radzieckich i polskich podnosiły i tak już wysoką temperaturę obrad plenum KC. Artur Starewicz mówił na plenum: „W dniu wczorajszym, w czasie tych trudnych i nadzwyczaj poważnych rozmów z delegacją KPZR, odbywały się w naszym kraju ruchy wojsk w kierunku Warszawy. Nie znam szczegółów, ale z tego, co wiem od wielu towarzyszy czuwających nad porządkiem wewnętrznym w kraju, wynika, że było kilka kolumn czołgów, które szły w kierunku Warszawy, że były jakieś ruchy niektórych jednostek radzieckich na naszej granicy zachodniej i wewnątrz kraju w rejonie Wrocławia.” Rokossowski nadal uspokajał, że to jesienne manewry wojsk radzieckich i że na polecenie Biura Politycznego poprosił Koniewa, aby wróciły do swoich garnizonów.
 
W kuluarach plenum delegacja „lewicy październikowej” spotkała się z Gomułką, Ochabem, Cyrankiewiczem i Rokossowskim. Wspomina Lechosław Goździk: „Zadałem pytanie: Skąd te czołgi na Warszawę jadą i dlaczego? Na co Rokossowski, zaciągając z rosyjska: A to oni z wykopków wracają. Ja wtedy bezczelnie też z ruska zaciągnąłem: A to nie taniej byłoby, żeby oni na samochodach, a nie na tankach jechali, a? Tymczasem czołgi dojeżdżały już do Legionowa i zaraz ich można było czekać na podwórku. Tak, że sytuacja była dramatyczna. (…) Gen. Komar cały czas dostarczał meldunki, gdzie jakie jednostki się poruszają, jak daleko są. Jak [Rokossowski] powiedział o tych wykopkach, a ja tak zareagowałem, to z kolei zareagował Gomułka: «Czy to jest prawda? Towarzyszu marszałku, czy to prawda? Proszę wydać rozkaz tym jednostkom pancernym, że nie mają prawa wejść do miasta.» Wcześniej, czegośmy nie mówili, kolejarze zablokowali tory i te czołgi spod Legionowa musiały zawrócić, żeby przez Bielany objechać. Musiały się cofnąć do mostu na Wiśle, w każdym razie kawał drogi... I tow. Rokossowski wtedy powiedział: «Tak jest.» I tyle. I te polskie czołgi się zatrzymały.”
 
Staszewski twierdził, że wyglądało to inaczej – że wyjechała im na spotkanie milicja robotnicza, utworzona ad hoc na Żeraniu i uzbrojona przez KBW. „Otrzymała zadanie, by politycznie rozłożyć to wojsko”. W rezultacie „robotnicy weszli w szeregi, zaczęli agitować i wojsko rzeczywiście się zatrzymało. Tej decyzji z nikim nie konsultowałem, bo bałem się, że usłyszę sprzeciw ze strony Ochaba.”
 
Na podstawie notatek Władimira Malina z posiedzeń kierownictwa KPZR wiadomo, że Chruszczow i inni przywódcy radzieccy, wyjeżdżając z Warszawy, wcale nie przestali myśleć o interwencji. 20 października, zaraz po powrocie delegacji do Moskwy, na posiedzeniu Prezydium KC jasno postawiono sprawę: „Jest jedno wyjście – trzeba skończyć z tym, co się dzieje w Polsce”, a konkretnie „pod płaszczykiem manewrów poderwać wojska radzieckie”, „przygotować dokument” (apel o „bratnią pomoc”), „utworzyć komitet” (który firmowałby apel)…
 
21 października, w ostatnim dniu obrad plenum KC PZPR, w kraju napięcie doszło do zenitu. Ochab przyznawał na plenum: „Spotkałem się z oświadczeniami studentów i robotników, z rezolucjami i wypowiedziami wielu ludzi, na wielu zebraniach w Polsce, którzy chcą bronić Komitetu Centralnego przed wojskiem, rzekomo zagrażającym KC, czy przed Armią Radziecką…” Tego dnia w WAT odbył się pierwszy w wojsku wiec – z udziałem delegacji robotników z FSO i studentów z Politechniki Warszawskiej. Późnym wieczorem żołnierze garnizonu stołecznego razem z robotnikami i studentami kolportowali na ulicach dodatki nadzwyczajne do gazet z informacjami o wyborze Gomułki na I sekretarza, nowym składzie Biura Politycznego, już bez Rokossowskiego, i wynikach VIII Plenum. Zaraz w wielu jednostkach wojskowych w całym kraju ruszyła lawina wieców. Przemawiali na nich robotnicy i studenci. Delegacje żołnierzy brały udział w wiecach w fabrykach i na uczelniach. Kadm. Wiśniewski przybył z delegacją podchorążych i marynarzy na wielki wiec na Politechnice Gdańskiej.
 
24 października Chruszczow trzeźwo orzekł, że bardzo łatwo byłoby zacząć interwencję wojskową w Polsce, ale bardzo trudno byłoby ją skończyć. Tego dnia Budapeszt był już ogarnięty powstaniem. Wola oporu w Polsce, powstanie węgierskie i sprzeciw Chin Ludowych przesądziły o porzuceniu na Kremlu myśli o interwencji w Polsce. Dopiero teraz obie radzieckie kolumny pancerne zaczęły wracać do swoich baz w zachodniej Polsce.
 
Jeszcze tego samego dnia na kilkusettysięcznym wiecu zwycięstwa na stołecznym Placu Defilad sam Gomułka wziął się energicznie za wygaszanie polskiej rewolucji.
 
„Tego dnia, a może dzień później, Gomułka wezwał do siebie Hibnera”, wspominał Komar. „Przed udaniem się do I sekretarza Hibner przyszedł do mnie. Obaj sądziliśmy, że choć Rosjanie nie porzucili do końca myśli o interwencji w Polsce, to wydarzenia węgierskie niosą możliwość manewru politycznego, który w przyszłości uniemożliwiłby użycie Wojska Polskiego do działań przeciw społeczeństwu. Hibner wrócił wieczorem. Był wstrząśnięty. Gomułka zadał mu trzy pytania. Pierwsze – czy jest prawdą, że w Wojskach Wewnętrznych nie ma radzieckich oficerów. Tak! Drugie – czy Wojska Wewnętrzne wykonają każdy rozkaz? Każdy, oprócz jednego. Oprócz jakiego? – spytał Gomułka. – Nie użyją broni przeciw klasie robotniczej – odpowiedział Hibner – Ani ja, ani Komar takiego rozkazu nie wydamy.”
 
Hibner, Komar i Frey-Bielecki zaproponowali kilku innym wyższym oficerom wystąpienie do kierownictwa partii, a zwłaszcza do Gomułki, z wnioskiem, aby wojska radzieckie opuściły Polskę. Zgodnie z relacją Musia, który brał udział w tej inicjatywie, Hibner uzasadnił ją tak: wydarzenia z ostatnich dni świadczą, że wojska te pod każdym pretekstem można wykorzystać do ingerencji w sprawy wewnętrzne naszego kraju. Jeśli więc opuszczą Polskę, pozbędziemy się takiego zagrożenia i umocnimy suwerenność państwa. Na rzecznika grupy wybrano Frey-Bieleckiego. Inicjatywę konsultowano z kolejnymi osobistościami z kierownictwa PZPR. Gen. Marian Spychalski, w marcu tego roku zwolniony z więzienia i kilka dni wcześniej mianowany na stanowisko wiceministra obrony narodowej, oświadczył, że sytuacja międzynarodowa jest zbyt skomplikowana, aby można było wystąpić z taką propozycją i że w Moskwie nigdy na to się nie zgodzą. Podczas spotkania ze Spychalskim zadzwonił Gomułka i poprosił do telefonu Komara. Powiedział mu, że otrzymał informację, iż on i grupa generałów chcą zerwać Układ Warszawski – wyprowadzić z niego Polskę. Zakazał grupie prowadzenia wszelkich rozmów i dyskusji na temat stacjonowania wojsk radzieckich w Polsce. Muś uważał, że interwencja Gomułki była wynikiem intrygi gen. Mieczysława Moczara.
 
Rokossowskiego i generałów radzieckich wkrótce odesłano do ZSRR.
 
Generałowie Frey-Bielecki, Hibner i Komar oraz kontradmirał Wiśniewski znaleźli się na sporządzonej w Moskwie czarnej liście 17 polskich generałów. Stopniowo pozbawiano ich stanowisk i eliminowano z wojska – za zgodą Gomułki.
 
Wśród wielu innych dokumentów, relacji i wspomnień, wykorzystano pracę L.W. Głuchowskiego i E.J. Nalepy, The Soviet-Polish Confrontation of October 1956: The Situation in the Polish Internal Security Corps, Waszyngton, Woodrow Wilson International Center for Scholars 1997.
 
Artykuł ukazał się w „Le Monde diplomatique – Edycja polska”, październik 2011 

Ludwik Hass o wydarzeniach 1956 roku

Poznań 1956

„Sprawy i Ludzie” 21 VIII 1986 nr 34 s. 8

polemiki
Stanisław Zając (L. Hass)

„O źródłach kryzysu 1956 roku” raz jeszcze

"Rzeczywistość", 21.06.1981, nr 5, s. 7.

W 25 rocznicę czerwca 1956
KOMBINEZONY I FRAKI

(…) do wypowiedzi tej, jak również do tego co mówił profesor Sandauer, ustosunkował się w swoim przemówieniu doc. dr Ludwik Hass. A oto skrót tej wypowiedzi.

Zaprezentowane tu zostały dwie postawy. Jedna krytyczna, odnosząca się przede wszystkim do literatury, ale z aspektem szerszym społecznie. I druga, łagodna, budująca - taka sobie trochę trylogia dla "pokrzepienia serc", co zyskaliśmy, bo więcej nie mogliśmy, bo układy, bo manipulacje. Nie wypada o tym dziś mówić, nie wypada ludziom wypominać, bo to niekulturalne. Taka postawa zyskuje dzisiaj najwięcej oklasków. Nie zgadzam się z tym powszechnym dziś rozgrzeszeniem - stwierdził Ludwik Hass i dodał:

,,Warunkiem naprawienia grzechów jest naprawa krzywd, a tu tego nie ma i co więcej, uważa się, że nie ma po co tego robić".

Można by dalej, dokonując wielkich skrótów w przemówieniu doc. Hassa, postawić pytania:

Czy jeśli ktoś był fałszywy, dwulicowy, to (po 1956 roku) nagle stał się zacny? Przeszedł do opozycji? A czym groziła opozycyjność po 1956 roku i później? Jak można porównywać wszelkie kary w tym okresie z represjami okresu stalinowskiego? Trzeba mieć odrobinę przyzwoitości.

Następnie docent Hass nawiązał do treści odnoszących się do "DiP". Powiedział on, że "DiP" powstał po to, aby zapobiec wstrząsom społecznym (miał być takim, nazwijmy to tak, "wentylem bezpieczeństwa"). Niestety, nie zapobiegał temu.
Na całym świecie - powiedział doc. Hass - ugrupowanie, które nie wykonało swojego programu rozwiązuje się. U nas to ugrupowanie chodzi w glorii i chwale. Dlaczego? Bo przez 35 lat oduczono nas myślenia politycznego.

Październik zaczął się wiosną 1956 roku i zakończył imprezą inteligencką, zamknięciem pisma "Po Prostu" w 1957 roku. Nie jest rzeczą przypadku, że nie mamy o tych wydarzeniach relacji.

Bo dzisiejsze koneksje, sojusze są tak rozbieżne od tamtych, iż nie wypada o tym mówić. Owszem, istnieje książka Jedlickiego "Klub Krzywego Koła". Bez szans na wydanie kolejne. Dlaczego? Ba, bo Jedlicki w rozdziale ,,Żydy i Chamy" (brzydko się nazywa, ale nikt chyba Jedlickiego o antysemityzm nie będzie podejrzewać) pewne sprawy tam demistyfikuje. Na przykład dziennikarze redakcji "Nowej Kultury" powiedzieli do dziennikarzy z "Po Prostu" tak: Idźcie na całego, a my was poprzemy! A na trzeci dzień przybiegł pewien pan redaktor i zawołał: Trzeba wszystko przerwać, bo… chuliganeria się włączyła! Jaka jest prawda? Ano taka, że gentlemani w białych rękawiczkach i we rakach jeszcze żadnych zmian konkretnych nigdy nie dokonali. Oni tylko potrafią dokonywać kombinacji gabinetowych. Mafijnych. Tak to było w 1956 roku. Trzeba sobie powiedzieć prawdę: w 1956 roku inteligencja z całą swoją tradycją przewodzenia narodowi w okresie października zawiodła! Dramat 1956 roku polegał na tym, że klasa robotnicza została wydziedziczona ze wszystkiego: z organizacji politycznych, z lokali organizacyjnych, ze swojej ideologii, którą sfałszowano i obrócono przeciwko niej. Klasa robotnicza została osamotniona i dlatego tak, a nie inaczej potoczył się jej los.

A gdyby zadać pytanie: czy wobec tego Październik był niewypałem? Tego bym nie powiedział nigdy - zastrzega się doc. Hass. Mogę tylko ubolewać, że zakończył się tak, jak się zakończył. Jedno trzeba powiedzieć:

Polska Władysława Gomułki była 10 razy lepsza od Polski Bolesława Bieruta, ale Polska klasy robotniczej będzie 100 razy lepsza od Polski Gomułki!
(…)

Notował:
Jerzy Bukszanin

Społeczność

front