Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 10 gości.

Włodzimierz Lenin

Włodzimierz Lenin: O prawie narodów do samostanowienia - Rozdział III KONKRETNE WŁAŚCIWOŚCI ZAGADNIENIA NARODOWEGO W ROSJI I BURŻUAZYJNO-DEMOKRATYCZNE JEJ PRZEKSZTAŁCENIE

Powstanie styczniowe - walka o niepodległość Polski w carskiej Rosji

Rozdział II:

http://www.1917.net.pl/node/3938

********************************************

Tak więc, właśnie historyczne konkretne właściwości kwestii narodowej w Rosji nadają u nas szczególną aktualność sprawie uznania prawa narodów do samookreślenia w okresie obecnym.

Zresztą, nawet ze strony czysto faktycznej, twierdzenie Róży Luksemburg, że w programie socjaldemokratów austriackich nie ma uznania prawa narodów do samookreślenia — jest błędne. Wystarczy otworzyć protokoły zjazdu w Bernie Morawskim, który uchwalił program narodowy, a ujrzymy tam deklaracje rusińskiego socjaldemokraty Hankiewicza w imieniu całej delegacji ukraińskiej (rusińskiej) (str. 85 protokołów) oraz polskiego socjaldemokraty Regera w imieniu całej delegacji polskiej (str. 108), stwierdzające, że socjaldemokraci austriaccy obu wymienionych narodów włączają do swych dążeń dążenie do zjednoczenia narodowego, do wolności i samodzielności swych narodów. Tak więc, socjaldemokracja austriacka, aczkolwiek nie wystawia wręcz w swym programie prawa narodów do samookreślenia, godzi się jednocześnie najzupełniej z wysuwaniem przez części partii żądania samodzielności narodowej. Faktycznie oznacza to właśnie — rzecz jasna — uznawanie prawa narodów do samookreślenia! Przykład Austrii, na który powołuje się Róża Luksemburg, przemawia zatem pod wszystkimi względami przeciw Róży Luksemburg.

******************************************

Rozdział IV:

http://www.1917.net.pl/node/3440

W. I. Lenin: Raz jeszcze o związkach zawodowych, o chwili bieżącej oraz o błędach towarzyszy Trockiego i Bucharina (1921 r.)

Lenin i Trocki.jpg

Broszurę „Raz jeszcze o związkach zawodowych, o chwili bieżącej  oraz  o  błędach  towarzyszy Trockiego i Bucharina” W. Lenin zaczął pisać 21 lub 22 stycznia 1921 r. w Gorkach.

Tak więc już teraz udział robotników stanowi przeciętnie 61,6%, tj. bliższy jest 2/3 niż połowy! Biurokratyczno-projektomański charakter tego, co napisał na ten temat w tezach tow. Trocki, jest już dowiedziony. Mówić, wieść spory, pisać platformy „od 1/3 do 1/2” czy „od 1/2 do 2/3” – wszystko to jest absolutnie jałową „ogólnopartyjną gadaniną”, odciąganiem sił, środków, uwagi, czasu od pracy produkcyjnej, jest najzwyklejszym politykierstwem pozbawionym poważnej treści. Natomiast w komisji, gdzie znaleźliby się ludzie z doświadczeniem, gdzie nie zgodzono by się na pisanie tez bez zbadania faktów, można by było z pożytkiem dla sprawy zająć się sprawdzeniem doświadczenia, powiedzmy – zbadaniem opinii kilkudziesięciu osób (spośród tysiąca „pracowników obu instytucji jednocześnie”), porównaniem ich wrażeń i wniosków z obiektywnymi danymi statystyki, próbą uzyskania rzeczowych, praktycznych wskazań na przyszłość: czy należy wobec takich a takich wyników doświadczenia posuwać się natychmiast naprzód w tym samym kierunku, czy nieco zmienić i jak mianowicie zmienić kierunek, metody, ujęcie, czy też dla dobra sprawy należy zatrzymać się, po raz drugi i trzeci sprawdzić doświadczenie, może przerobić coś niecoś itd. itp.
 
Prawdziwy „działacz gospodarczy”, towarzysze (pozwólcie, że i ja zajmę się nieco „propagandą produkcyjną”!), wie, iż nawet w najbardziej przodujących krajach kapitaliści i organizatorzy trustów przez wiele lat, niekiedy po dziesięć lat i dłużej, zajmowali się badaniem i sprawdzaniem własnego (i cudzego) doświadczenia praktycznego, poprawiając, przerabiając to, co już zaczęto, cofając się, poprawiając wielokrotnie, aby osiągnąć odpowiadający w pełni danemu zadaniu system zarządzania, doboru wyższych i niższych pracowników administracji itd. Tak było w kapitalizmie, który w całym świecie cywilizowanym opierał się w swej działalności gospodarczej na wiekowym doświadczeniu i wiekowych nawykach. My zaś budujemy na nowym gruncie, który wymaga niezmiernie długiej, wytrwałej i cierpliwej pracy nad przemianą nawyków pozostawionych nam w spadku przez kapitalizm; a przekształcenie ich możliwe jest tylko stopniowo. Ujmowanie tej sprawy tak, jak ujmuje ją Trocki, jest z gruntu fałszywe. „Czy mają – wołał on w przemówieniu z 30 grudnia – czy mają nasi robotnicy, działacze partii i związków zawodowych przeszkolenie produkcyjne? tak czy nie? Odpowiadam: nie” (s. 29). Śmieszne jest takie ujmowanie tego rodzaju zagadnienia. To tak, jakbyście pytali: czy dana dywizja ma dostateczną ilość walonek? tak czy nie?
 
Nawet i za dziesięć lat z pewnością będziemy musieli powiedzieć, że nie wszyscy działacze partii i związków zawodowych mają dostateczne przeszkolenie produkcyjne. Podobnie jak nie wszyscy działacze partii, związków zawodowych i resortu wojskowego będą mieli za dziesięć lat dostateczne przeszkolenie wojskowe. Ale przeszkolenie produkcyjne zapoczątkowaliśmy już w ten sposób, że około tysiąca robotników – członków i delegatów związków zawodowych – uczestniczy w zarządzaniu i zarządza przedsiębiorstwami, głównymi zarządami oraz jeszcze wyżej. Podstawowa zasada „przeszkolenia produkcyjnego”, przeszkolenia nas samych, starych działaczy nielegalnych i zawodowych dziennikarzy, polega na tym, abyśmy sami się brali i uczyli innych brać się do jak najbardziej uważnego i szczegółowego badania naszego własnego doświadczenia praktycznego kierując się regułą: „trzy razy przymierz, nim raz utniesz”. Wytrwałe, powolne, ostrożne, rzeczowe i umiejętne sprawdzanie tego, co zrobił ów tysiąc, jeszcze bardziej ostrożne i umiejętne korygowanie ich pracy i posuwanie się naprzód dopiero po całkowitym przekonaniu się o użyteczności danej metody, danego systemu zarządzania, danej proporcji, danego doboru osób itd. – oto podstawowa, główna, bezwzględnie obowiązująca zasada „przeszkolenia produkcyjnego”. I właśnie tę zasadę łamie tow. Trocki we wszystkich swoich tezach, w całym swoim ujęciu zagadnienia. Wszystkie tezy, cała broszura-platforma tow. Trockiego są właśnie tego rodzaju, że swymi błędami odciągnęły uwagę i siły partii od rzeczowej pracy „produkcyjnej” zużywszy je na jałowe, pozbawione treści utarczki słowne.
 
DIALEKTYKA A EKLEKTYZM. „SZKOŁA” A „APARAT”
 
Do wielu nader cennych przymiotów tow. Bucharina zaliczyć należy jego zdolności teoretyczne oraz zamiłowanie do wykrywania w każdym zagadnieniu jego korzeni teoretycznych. Jest to przymiot nader cenny, nie sposób bowiem wyjaśnić sobie w pełni żadnego błędu, w tym i politycznego, jeśli się nie wykryje teoretycznych korzeni błędu u tego, kto go popełnia, wychodząc z określonych, świadomie przezeń przyjmowanych założeń.
 
Zgodnie z tym swoim dążeniem do teoretycznego zgłębienia zagadnienia tow. Bucharin, poczynając od dyskusji z 30 grudnia, jeśli nie wcześniej, przenosi spór do wspomnianej właśnie dziedziny.
 
„Uważam za absolutnie niezbędne [mówił tow. Bucharin 30 grudnia], na tym polega teoretyczna istota tego, co nazywane jest tu «frakcją buforową» czy jej ideologią, i wydaje mi się najzupełniej bezsporne, że nie można odrzucić ani tego politycznego, ani tego gospodarczego momentu...” (s. 47).
 
Teoretyczna istota błędu, który popełnia tu tow. Bucharin, polega na tym, że na miejsce dialektycznego stosunku między polityką a ekonomiką (którego uczy nas marksizm) podsuwa on eklektyzm. „I jedno, i drugie”, „z jednej strony, z drugiej strony” – oto teoretyczne stanowisko Bucharina. A to jest właśnie eklektyzm. Dialektyka wymaga wszechstronnego uwzględniania stosunków w ich konkretnym rozwoju, a nie wyrywania kawałka stąd, kawałka stamtąd. Wykazałem to już na przykładzie polityki i ekonomiki.
 
Przykład „buforu” wykazuje to w sposób równie oczywisty. Bufor jest pożyteczny i potrzebny, jeżeli pociąg partyjny stacza się ku katastrofie. To jest bezsporne. Bucharin postawił zadanie „buforowe” w sposób eklektyczny, biorąc po kawałku od Zinowjewa i od Trockiego. Bucharin, jako „buforowiec”, powinien był samodzielnie określić, gdzie, kiedy i w czym popełnia błąd jeden czy drugi, ci czy inni, błąd teoretyczny czy błąd polegający na braku taktu politycznego, czy błąd sprowadzający się do frakcyjności w wystąpieniu, czy też błąd polegający na przesadzie itp., i z całą siłą atakować każdy taki błąd. Bucharin nie zrozumiał tego swojego zadania „buforu”. Oto jeden z oczywistych tego dowodów:
 
Frakcja komunistów Piotrogrodzkiego Biura Cektranu (KC związku kolejarzy i wodniaków) – organizacja sympatyzująca z Trockim i wręcz deklarująca, że jej zdaniem „w podstawowej kwestii, kwestii produkcyjnej roli związków zawodowych, stanowiska towarzyszy Trockiego i Bucharina są odmianami tego samego punktu widzenia” – wydała w Piotrogrodzie w formie broszurki koreferat, który wygłosił tow. Bucharin w Piotrogrodzie w dniu 3 stycznia 1921 r. (N. Bucharin: „O zadaniach związków zawodowych”, Piotrogród 1921). W koreferacie tym czytamy:
 
„Początkowo tow. Trocki formułował zagadnienie tak, że należy zmienić kierownictwo związków zawodowych, że należy dobrać odpowiednich towarzyszy itp., a jeszcze wcześniej stał nawet na stanowisku «przetrząsania», czego obecnie się wyrzekł, toteż wysuwanie «przetrząsania» jako argumentu przeciw tow. Trockiemu jest najzupełniej niedorzeczne” (s. 5).
 
Nie będę się zatrzymywał nad licznymi faktycznymi nieścisłościami tej relacji. (Słówka „przetrząsanie” użył Trocki na V Wszechrosyjskiej Konferencji Związków Zawodowych, która obradowała w dniach 2­6 listopada. O „doborze personelu kierowniczego” Trocki mówił w § 5 swoich tez, które zgłosił w KC 8 listopada i wydanych, nawiasem mówiąc, przez któregoś ze zwolenników Trockiego w postaci drukowanej ulotki. Całą broszurę Trockiego z 25 grudnia: „Rola i zadania związków zawodowych” przenika na wskroś ten sam sposób myślenia, ten sam duch – o czym już uprzednio mówiłem. Gdzie i w czym znalazło wyraz owo „wyrzeczenie się”, zupełnie nie wiadomo). Tematem moim jest w tej chwili co innego. Jeśli „bufor” jest eklektyczny – pomija on jedne błędy, wspomina o innych; przemilcza błędy z 30 grudnia 1920 r. w Moskwie, popełnione wobec tysięcy pracowników RKP z całej Rosji; mówi o błędach w Pitrze z 3 stycznia 1921 r. Jeśli „bufor” jest dialektyczny – ze wszystkich sił atakuje każdy błąd, który dostrzega u obydwu lub u wszystkich stron. Ale tego właśnie Bucharin nie czyni. Nie próbuje on nawet zanalizować broszury Trockiego z punktu widzenia polityki przetrząsania. Po prostu ją przemilcza. Nic dziwnego, że takie wykonywanie swej roli przez bufor wywołuje u wszystkich śmiech.
 
Dalej. W tym samym piotrogrodzkim przemówieniu Bucharina na s. 7 czytamy:
 
„Błąd tow. Trockiego polega na tym, że niedostatecznie broni on momentu szkoły komunizmu”.
 
Podczas dyskusji 30 grudnia Bucharin rozumuje tak:
 
„Towarzysz Zinowjew mówił, że związki zawodowe – to szkoła komunizmu, a Trocki – że to administracyjno-techniczny aparat zarządzania produkcją. Nie widzę żadnych racji logicznych, z których by wynikało, że prawdziwe jest nie pierwsze i nie drugie: prawdziwe są oba te twierdzenia i połączenie obu tych twierdzeń” (s. 48).
 
Tę samą myśl zawiera 6 teza Bucharina i jego „grupy” czy też „frakcji”: „...z jednej strony, są one [związki zawodowe] szkołą komunizmu [...] z drugiej strony, są one – i to w coraz większym stopniu – częścią składową aparatu gospodarczego i aparatu władzy państwowej w ogóle...” („Prawda”, 16 stycznia).
 
Otóż tu właśnie tkwi podstawowy błąd teoretyczny tow. Bucharina – zastąpienie dialektyki marksizmu eklektyzmem (rozpowszechnionym zwłaszcza wśród autorów różnych „modnych” i reakcyjnych systemów filozoficznych).
 
Towarzysz Bucharin mówi o racjach „logicznych”. Całe jego rozumowanie wykazuje, że stoi on tu – być może bezwiednie – na stanowisku logiki formalnej, czyli scholastycznej, a nie na stanowisku logiki dialektycznej, czyli marksistowskiej. Aby to wyjaśnić, rozpocznę od najprostszego przykładu przytoczonego przez samego tow. Bucharina. Podczas dyskusji 30 grudnia mówił on:
 
„Towarzysze, spory, które tu się toczą, mogą sprawiać na wielu z was mniej więcej takie wrażenie: przychodzi dwóch ludzi i jeden pyta drugiego, czym jest szklanka, która stoi na katedrze. Jeden mówi: «to szklany walec i niechaj będzie wyklęty każdy, kto powiada, że jest inaczej». Drugi mówi: «Szklanka to przyrząd do picia i niechaj będzie wyklęty każdy, kto powiada, że jest inaczej»” (s. 46).
 
Za pomocą tego przykładu Bucharin chciał, jak widzi czytelnik, wyjaśnić mi popularnie szkodliwość jednostronności. Przyjmuję to wyjaśnienie z wdzięcznością i aby czynem dowieść swojej wdzięczności, odpowiadam popularnym wyjaśnieniem, co to jest eklektyzm w odróżnieniu od dialektyki.
 
Szklanka – to niewątpliwie zarówno szklany walec, jak i przyrząd do picia. Ale szklanka ma nie tylko te dwie własności lub przymioty, lub strony, lecz nieskończoną ilość innych własności, przymiotów, stron, stosunków wzajemnych i „mediacji” z całym pozostałym światem. Szklanka jest przedmiotem ciężkim, przyrządem, którym się rzuca. Szklanka może służyć jako przycisk do papierów, jako pomieszczenie dla schwytanego motyla, szklanka może posiadać wartość jako przedmiot rżnięty artystycznie lub ozdobiony rysunkiem, zupełnie niezależnie od tego, czy nadaje się ona do picia, czy zrobiona jest ze szkła, czy ma kształt cylindryczny, czy też niezupełnie, i tak dalej, i temu podobne.
 
Dalej. Jeśli w tej chwili potrzebna mi jest szklanka jako przyrząd do picia, to wcale nie muszę wiedzieć, czy ma ona kształt cylindryczny i czy rzeczywiście zrobiona jest ze szkła, ważne natomiast jest, aby na dnie nie było pęknięcia, aby przy używaniu tej szklanki nie można było poranić sobie warg itp. Jeśli zaś szklanka potrzebna mi jest nie do picia, ale do takiego użytku, do jakiego nadaje się wszelki szklany walec, wówczas nadaje mi się również szklanka z pękniętym dnem albo nawet zgoła bez dna itd.
 
Logika formalna, do której ograniczają się w szkołach (i do której powinni się ograniczać – z poprawkami – w niższych klasach szkoły), posługuje się definicjami formalnymi, kierując się tym, co jest najbardziej pospolite lub co najczęściej rzuca się w oczy, i na tym poprzestaje. Jeśli przy tym bierze się dwie lub więcej rozmaitych definicji i łączy się je zupełnie przypadkowo (zarówno szklany walec, jak i przyrząd do picia), to otrzymujemy definicję eklektyczną, wskazującą na różne strony przedmiotu i na nic ponadto.
 
Logika dialektyczna wymaga, abyśmy szli dalej. Aby rzeczywiście znać przedmiot, należy ogarnąć, zbadać wszystkie jego strony, wszystkie związki i „mediacje”. Nigdy nie osiągniemy tego w pełni, ale postulat wszechstronności ustrzeże nas od błędów i od skostnienia. To po pierwsze. Po drugie, logika dialektyczna wymaga, aby rozpatrywać przedmiot w jego rozwoju, „w samoruchu” (jak mówi niekiedy Hegel), w zmianie. Jeżeli chodzi o szklankę, nie jest to od razu jasne, ale i szklanka nie pozostaje niezmienna, zwłaszcza zaś zmienia się przeznaczenie szklanki, jej użycie, jej związek z otaczającym światem. Po trzecie, cała ludzka praktyka – i jako kryterium prawdy, i jako praktyczny miernik związku między przedmiotem a potrzebami człowieka – powinna wejść w skład pełnej „definicji” przedmiotu. Po czwarte, logika dialektyczna uczy, że „prawdy abstrakcyjnej nie ma, prawda jest zawsze konkretna”, jak lubił mawiać za Heglem nieboszczyk Plechanow. (Nawiasem mówiąc, sądzę, że warto zaznaczyć dla młodych członków partii, iż nie można stać się świadomym, prawdziwym komunistą bez studiowania – właśnie studiowania – wszystkiego, co napisał Plechanow z zakresu filozofii, ponieważ są to rzeczy najlepsze w całej międzynarodowej literaturze marksizmu [7].
 
Nie wyczerpałem, ma się rozumieć, pojęcia logiki dialektycznej. Ale na razie i to wystarczy. Można przejść od szklanki do związków zawodowych i do platformy Trockiego.
 
„Z jednej strony – szkoła, z drugiej – aparat” – twierdzi Bucharin i pisze tak w swych tezach. Błąd Trockiego polega na tym, że „niedostatecznie broni on momentu szkoły”... błąd zaś Zinowjewa – to niedostateczne podkreślenie „momentu” aparatu.
 
Dlaczego to rozumowanie Bucharina jest martwym i pozbawionym treści eklektyzmem? Dlatego że Bucharin nawet w najmniejszym stopniu nie próbuje samodzielnie, ze swego punktu widzenia, zanalizować zarówno całej historii tego sporu (a marksizm, to znaczy logika dialektyczna, wymaga tego bezwarunkowo), jak i całego podejścia do zagadnienia, całego ujęcia – lub, jeśli chcecie, całego kierunku ujęcia – zagadnienia w danej chwili, w danych konkretnych okolicznościach. Bucharin nawet w najmniejszym stopniu nie próbuje tego uczynić! Podchodzi on do zagadnienia bez jakiejkolwiek konkretnej analizy, posługuje się gołymi abstrakcjami i bierze kawałek od Zinowjewa, kawałek od Trockiego. To właśnie jest eklektyzm.
 
Aby wyjaśnić to jeszcze bardziej poglądowo, posłużę się przykładem. Nie wiem nic zgoła o powstańcach i rewolucjonistach Chin południowych (poza 2­3 artykułami Sun Jat-sena oraz kilku książkami i artykułami prasowymi, które czytałem wiele lat temu). Skoro są tam powstania, to zapewne są i spory między Chińczykiem nr 1, który mówi, że powstanie – to wytwór walki klasowej, która uległa szczytowemu zaostrzeniu i ogarnęła cały naród, a Chińczykiem nr 2, który mówi, że powstanie – to sztuka. Tezy, podobne do tez Bucharina, mogę napisać nie wiedząc nic ponadto: „z jednej strony... z drugiej strony”. Jeden niedostatecznie uwzględnił „moment” sztuki, drugi – „moment zaostrzenia” itd. Będzie to martwy i pozbawiony treści eklektyzm, nie ma tu bowiem konkretnej analizy danego sporu, danej kwestii, danego jej ujęcia itd.
 
Związki zawodowe to z jednej strony – szkoła; z drugiej – aparat; z trzeciej – organizacja ludzi pracy; z czwartej – organizacja obejmująca niemal wyłącznie robotników przemysłowych; z piątej – organizacja według gałęzi przemysłu 8 itd. itd. U Bucharina nie ma ani śladu jakiegokolwiek uzasadnienia, jakiejkolwiek samodzielnej analizy, która by wykazała, dlaczego należy wziąć pod uwagę pierwsze dwie „strony” zagadnienia lub przedmiotu, a nie trzecią, czwartą, piątą itd. Toteż i tezy grupy bucharinowskiej – to jedna eklektyczna jałowa gadanina. Całe zagadnienie stosunku między „szkołą” a „aparatem” Bucharin ujmuje z gruntu fałszywie, eklektycznie.
 
Aby ująć to zagadnienie w sposób właściwy, należy od czczych abstrakcji przejść do konkretnego, tj. danego sporu. Rozpatrujcie ten spór, jak chcecie: czy tak, jak powstał on na V Wszechrosyjskiej Konferencji Związków Zawodowych, czy tak, jak go ujął i jaki nadał mu kierunek sam Trocki w swojej broszurze-platformie 25 grudnia – a zobaczycie, że całe ujęcie Trockiego, cały kierunek jest u niego błędny. Nie zrozumiał on, że należy i można uważać związki zawodowe za szkołę i wówczas, gdy stawia się sprawę „radzieckiego trade-unionizmu”, i wówczas, gdy mówi się o propagandzie produkcyjnej w ogóle, i wówczas, gdy zagadnienie „zrastania”, zagadnienie udziału związków zawodowych w zarządzaniu produkcją stawia się tak jak Trocki. Również w takim ujęciu tego ostatniego zagadnienia, jakie prezentuje cała broszura-platforma Trockiego, błąd polega na niezrozumieniu, że związki zawodowe są s z k o ł ą administracyjno-technicznego zarządzania produkcją. Nie „z jednej strony – szkoła, a z drugiej – coś innego”, ale ze wszystkich stron, w danym sporze, w danym ujęciu zagadnienia przez Trockiego – związki zawodowe są szkołą, szkołą zrzeszania się, szkołą solidarności, szkołą obrony własnych interesów, szkołą gospodarowania, szkołą zarządzania. Zamiast zrozumieć i naprawić ten podstawowy błąd tow. Trockiego tow. Bucharin wprowadził śmieszną popraweczkę: „z jednej strony, z drugiej strony”.
 
Podejdźmy do zagadnienia jeszcze bardziej konkretnie. Popatrzmy, czym są obecne związki zawodowe jako „aparat” zarządzania produkcją. Widzieliśmy, że według niekompletnych danych około 900 robotników, członków i delegatów związku zawodowego, zarządza produkcją. Zwiększcie tę liczbę, jeśli chcecie, choćby nawet dziesięciokrotnie, choćby nawet stokrotnie; przypuśćmy nawet – by ustąpić wam i wyjaśnić wasz podstawowy błąd – że „posuwanie się naprzód” odbywać się będzie w najbliższym czasie z taką właśnie niewiarygodną szybkością, to mimo wszystko w porównaniu z ogólną 6­milionową masą członków związków zawodowych udział ludzi bezpośrednio uczestniczących w zarządzaniu okazuje się nikły. I stąd jeszcze wyraźniej widać, że skupianie całej uwagi na „warstwie kierowniczej”, jak to czyni Trocki, mówienie o produkcyjnej roli związków zawodowych i o zarządzaniu produkcją bez uwzględniania tego, że 98½% uczy się (6 000 000 – 90 000 = 5 910 000 = 98½% całej sumy) i długo musi się uczyć – to popełnianie podstawowego błędu. Nie szkoła i zarządzanie, lecz s z k o ł a zarządzania.
 
Kiedy tow. Trocki polemizował 30 grudnia z Zinowjewem i oskarżał go, zupełnie gołosłownie i niesłusznie, o negowanie „polityki mianowań”, tj. negowanie prawa i obowiązku KC do mianowań, to niechcący wymknęło mu się niezwykle charakterystyczne przeciwstawienie:
 
„...Zinowjew – powiedział on – zbyt propagandystycznie ujmuje każde praktyczne, konkretne zagadnienie, zapominając, że chodzi tu nie tylko o materiał do agitacji, ale i o zagadnienie, które należy rozstrzygnąć w trybie administracyjnym” (s. 27).
 
Wyjaśnię zaraz dokładnie, jakie mogłoby być administratorskie podejście do danego zagadnienia. Ale na tym właśnie polega podstawowy błąd tow. Trockiego, że do tych zagadnień, które sam wysunął w swej broszurze-platformie, podszedł (raczej: podleciał) jako administrator, gdy tymczasem do tych zagadnień mógł i powinien był podejść wyłącznie jako propagandysta.
 
Rzeczywiście. Co jest dobre u Trockiego? Nie w jego tezach, lecz w jego przemówieniach – zwłaszcza kiedy zapomina on o swej niefortunnej polemice z rzekomo „konserwatywnym” skrzydłem działaczy związkowych – niewątpliwie dobra i pożyteczna jest propaganda produkcyjna. Uczestnicząc w rzeczowej pracy „gospodarczej” w komisji związkowej, występując z trybuny i w druku, będąc uczestnikiem i pracownikiem Wszechrosyjskiego Biura Propagandy Produkcyjnej, tow. Trocki niewątpliwie przyniósłby (i niewątpliwie przyniesie) niemałą korzyść sprawie. Błędem są „tezy-platforma”. Czerwoną nicią przewija się przez nie podejście administratora do „kryzysu” w organizacji zawodowej, do „dwóch tendencji” w związkach zawodowych, do interpretowania programu RKP, do „radzieckiego trade-unionizmu”, do „przeszkolenia produkcyjnego”, do „zrastania”. Wyliczyłem teraz wszystkie główne tematy poruszone w „platformie” Trockiego; w danej chwili właściwym ujęciem właśnie takich tematów i z takim materiałem, jaki posiada Trocki, może być jedynie ujęcie propagandystyczne.
 
Państwo to dziedzina przymusu. Szaleństwem byłoby wyrzekać się przymusu, zwłaszcza w okresie dyktatury proletariatu. „Administrowanie” i administratorskie podejście do sprawy jest tu konieczne. Partia – to bezpośrednio rządząca awangarda proletariatu, to przywódca. Wydalenie z partii, a nie przymus – oto specyficzny środek oddziaływania, środek oczyszczania i hartowania awangardy. Związki zawodowe – to rezerwuar władzy państwowej, szkoła komunizmu, szkoła gospodarowania. W tej dziedzinie tym, co specyficzne i główne, jest nie zarządzanie, ale „ w i ę ź ” „między centralnym [i, oczywiście, także terenowym] zarządzaniem państwowym, gospodarką narodową i szerokimi masami ludzi pracy” (jak mówi program naszej partii, § 5 części ekonomicznej, paragraf poświęcony związkom zawodowym).
 
Przez całą broszurę-platformę Trockiego czerwoną nicią przewija się całkowicie błędne ujęcie tego zagadnienia, niezrozumienie tego stosunku.
 
Wyobraźcie sobie, że to sławetne „zrastanie” Trocki opracowałby w powiązaniu z pozostałymi tematami swojej platformy, ujmując całe zagadnienie od innej strony. Wyobraźcie sobie, że jego broszura byłaby w całości poświęcona zadaniu szczegółowego zbadania, powiedzmy, 90 spośród 900 przypadków „zrastania”, przypadków łączenia funkcyj zarządzania przemysłem w NRGN z wybraniem na te funkcje przez związki zawodowe, łączenia tych funkcji przez członków związków zawodowych i etatowych pracowników ruchu zawodowego. Wyobraźcie sobie, że te 90 przypadków byłoby zanalizowane łącznie z danymi reprezentacyjnego badania statystycznego, łącznie z raportami i sprawozdaniami rewidentów i instruktorów Inspekcji Robotniczo-Chłopskiej i odpowiednich komisariatów ludowych, tj. zanalizowane według danych instytucji administrujących, zanalizowane z punktu widzenia wyników i rezultatów pracy, osiągnięć produkcyjnych itp. Takie podejście do sprawy byłoby słusznym podejściem administratorskim i całkowicie usprawiedliwiałoby politykę „przetrząsania”, tj. skierowanie uwagi na to, kogo usunąć, kogo przenieść, kogo mianować, jakie postulaty wysunąć niezwłocznie pod adresem „warstwy kierowniczej”. Jeżeli Bucharin powiedział w swym wydanym przez cektranistów przemówieniu piterskim z dnia 3 stycznia, że Trocki przedtem stał na stanowisku „przetrząsania”, a teraz wyrzekł się tego, to Bucharin i tutaj wpada w eklektykę, śmieszną pod względem praktycznym, a już zupełnie niedopuszczalną dla marksisty pod względem teoretycznym. Bucharin traktuje zagadnienie abstrakcyjnie, nie umiejąc (lub nie chcąc) podejść do niego konkretnie. Dopóki my, KC partii i cała partia, będziemy administrowali, tj. rządzili państwem, dopóty nie wyrzekniemy się nigdy i nie możemy się wyrzec „przetrząsania”, tj. usuwania, przenoszenia, mianowania, zwalniania itd. Ale broszura-platforma Trockiego przytacza zupełnie nie ten materiał, nie wysuwa zupełnie „praktycznego, rzeczowego zagadnienia”. Przedmiotem sporu między Zinowjewem a Trockim, przedmiotem sporu między nami a Bucharinem, przedmiotem sporu całej partii nie jest „praktyczne, rzeczowe zagadnienie”, ale zagadnienie „t e n d e n c y j w dziedzinie ruchu zawodowego” (zakończenie 4 tezy Trockiego).
 
Jest to z istoty swej zagadnienie polityczne. Naprawienie błędu Trockiego za pomocą eklektycznych popraweczek i uzupełnień, jak tego chce Bucharin, powodowany, ma się rozumieć, najbardziej ludzkimi uczuciami i zamiarami, jest ze względu na samą istotę sprawy – danej, konkretnej „sprawy” – rzeczą niemożliwą.
 
Rozwiązanie może być tutaj jedno, i tylko jedno.
 
Prawidłowo rozwiązać polityczne zagadnienie „tendencyj w dziedzinie ruchu zawodowego”, stosunku między klasami, stosunku między polityką a ekonomiką, zagadnienie specyficznych ról państwa, partii, związków zawodowych – „szkoły” i aparatu itp. To po pierwsze.
 
Po drugie: mając już prawidłowe rozwiązanie polityczne, przeprowadzić – raczej: prowadzić – długotrwałą, systematyczną, uporczywą, cierpliwą, wielostronną, wciąż ponawianą propagandę produkcyjną, prowadzić ją w skali państwowej, z ramienia i pod kierownictwem instytucji państwowej.
 
Po trzecie: „praktycznych, rzeczowych zagadnień” nie mieszać z owymi sporami o tendencje, które (spory) stanowią integralną część „ogólnopartyjnej gadaniny” i szerokich dyskusji, ale stawiać je rzeczowo, w roboczych komisjach, przesłuchując świadków, studiując sprawozdania, raporty, statystykę i na podstawie tego wszystkiego – jedynie na podstawie tego wszystkiego, jedynie w takich warunkach – jedynie na podstawie decyzji odpowiedniego organu radzieckiego czy partyjnego lub obu takich organów – „przetrząsać”.
 
A u Trockiego i Bucharina powstała mieszanina z błędów politycznych w ujęciu zagadnienia, zerwania w środku transmisji, pasów transmisyjnych, napadania znienacka lub bezpodstawnego, jałowego ataku na „administrowanie”. „Teoretyczne” źródło błędu – skoro swą „szklanką” Bucharin postawił zagadnienie źródła teoretycznego – jest jasne. Teoretyczny – w danym wypadku gnoseologiczny – błąd Bucharina polega na podsunięciu eklektyki na miejsce dialektyki. Stawiając zagadnienie eklektycznie Bucharin zaplątał się całkowicie i doszedł do syndykalizmu. Błąd Trockiego: jednostronność, nadmierny zapał, wyolbrzymianie, upór. Platforma Trockiego sprowadza się do tego, że szklanka jest przyrządem do picia, ale cóż, gdy okazało się, że szklanka ta nie ma dna.
 
ZAKOŃCZENIE
 
Pozostaje mi jeszcze tylko poruszyć pokrótce pewne punkty, których przemilczenie mogłoby dać powód do nieporozumień.
 
W tezie 6 swojej „platformy” tow. Trocki przytoczył § 5 ekonomicznej części programu RKP, dotyczący związków zawodowych. O dwie stroniczki dalej, w tezie 8, tow. Trocki oświadczył:
 
„...Utraciwszy dawną podstawę swego istnienia, klasową walkę ekonomiczną, związki [to nieprawda, to zbyt pochopny, przesadny sąd: związki utraciły taką podstawę jak klasowa walka ekonomiczna, ale bynajmniej nie utraciły i, niestety, przez długie lata nie będą jeszcze mogły utracić takiej podstawy jak nieklasowa „walka ekonomiczna” – w sensie walki z biurokratycznymi wypaczeniami aparatu radzieckiego, w sensie ochrony materialnych i duchowych interesów mas pracujących drogami i środkami niedostępnymi dla tego aparatu itp.] związki, wskutek szeregu okoliczności, nie zdołały zgromadzić w swych szeregach niezbędnych sił i wypracować niezbędnych metod, które pozwoliłyby im rozwiązać nowe zadanie postawione im przez rewolucję proletariacką, a sformułowane przez nasz program: zorganizować produkcję” (kursywa Trockiego, s. 9, teza 8).
 
Jest to znowu sąd zbyt pochopny, przesadny, zawierający w sobie zalążek wielkiego błędu. Program nie zawiera takiego sformułowania i nie stawia przed związkami takiego zadania jak „zorganizowanie produkcji”. Prześledzimy krok za krokiem każdą myśl, każdą tezę naszego programu partii w tej samej kolejności, w jakiej tezy te znajdują się w tekście programu:
 
(1) „Aparat organizacyjny [nie wszelki] przemysłu uspołecznionego powinien się opierać przede wszystkim [a nie wyłącznie] na związkach zawodowych”. (2) „Powinny one coraz bardziej wyzbywać się cechowej ciasnoty [jak wyzbywać się? pod kierownictwem partii i w procesie wychowawczego i wszelkiego innego oddziaływania proletariatu na nieproletariackie masy pracujące] i przekształcać w wielkie zrzeszenia produkcyjne, obejmujące większość, a stopniowo i wszystkich bez wyjątku ludzi pracy danej gałęzi produkcji...”
 
Jest to pierwsza część rozdziału, który w programie partii poświęcony jest związkom zawodowym. Jak widzicie, część ta stawia od razu bardzo „surowe” i wymagające bardzo długiej pracy „warunki” na przyszłość. Dalej zaś mamy, co następuje:
 
„...Uczestnicząc już – zgodnie z ustawami Republiki Radzieckiej i istniejącą praktyką [sformułowanie, jak widzicie, bardzo ostrożne: jedynie uczestnicząc] – we wszystkich terenowych i centralnych organach zarządzania przemysłem, związki zawodowe powinny doprowadzić do faktycznego skoncentrowania w swych rękach całego zarządzania całą gospodarką narodową jako jednolitym organizmem gospodarczym [zwróćcie uwagę: powinny doprowadzić do faktycznego skoncentrowania zarządzania nie gałęziami przemysłu i nie przemysłem, ale całą gospodarką narodową, i to jako jednolitym organizmem gospodarczym: warunek ten, jako warunek ekonomiczny, można będzie uważać za faktycznie spełniony dopiero wówczas, kiedy drobni producenci, zarówno w przemyśle jak w rolnictwie, będą stanowili mniej niż połowę ludności i kiedy mniej niż połowę będzie stanowił ich udział w gospodarce narodowej]. Zapewniając w ten sposób [właśnie «w ten sposób», który spełnia stopniowo wszystkie uprzednio wymienione warunki] nierozerwalną więź między centralnym zarządzaniem państwowym, gospodarką narodową i szerokimi masami ludzi pracy, związki zawodowe powinny w jak najszerszym zakresie wciągać je [tj. masy, tj. większość ludności] do bezpośredniej pracy w dziedzinie kierowania gospodarką. Udział związków zawodowych w kierowaniu gospodarką i wciąganie przez nie do tej działalności szerokich mas jest jednocześnie głównym środkiem walki z biurokratyzacją aparatu gospodarczego władzy radzieckiej oraz umożliwia wprowadzenie ludowej kontroli nad wynikami produkcji”.
 
Tak więc w ostatnim zdaniu znów mamy bardzo ostrożne sformułowanie: „udział w kierowaniu gospodarką”; znów mamy wskazanie, aby wciągać szerokie masy, co ma stanowić główny (ale nie jedyny) środek walki z biurokratyzmem; i na zakończenie nader ostrożne wskazanie: „umożliwia” wprowadzenie „ludowej”, tj. robotniczo-chłopskiej, a bynajmniej nie tylko proletariackiej, „kontroli”.
 
Wyciąganie z tego wszystkiego wniosku, że program naszej partii „sformułował” jako zadanie związków zawodowych „zorganizowanie produkcji” – jest wręcz niewłaściwe. Jeśli natomiast będziemy upierać się przy tym błędnym poglądzie, wprowadzać go do tez-platform, to nie może stąd wyniknąć nic innego jak antykomunistyczne, syndykalistyczne odchylenie.
 
Jeśli już o tym mowa. Towarzysz Trocki pisze w swoich tezach, że „w ostatnim okresie nie zbliżyliśmy się do wytyczonego przez program celu, lecz oddaliliśmy się od niego” (s. 7, teza 6). Jest to gołosłowne i, jak sądzę, nieprawdziwe. Nie można udowadniać tego – jak to robił Trocki w dyskusjach – powoływaniem się na to, że fakt ten uznały „same” związki zawodowe. Dla partii nie jest to ostatnia instancja. A w ogóle udowodnić to można jedynie na podstawie bardzo poważnego obiektywnego zbadania wielkiej liczby faktów. To po pierwsze. A po wtóre, gdyby nawet zostało to udowodnione, to pozostawałaby jeszcze otwarta kwestia: dlaczego oddaliliśmy się? Czy dlatego, że „wielu działaczy związkowych” „odżegnuje się od nowych zadań i metod”, jak sądzi Trocki, czy też dlatego, że „my” „nie zdołaliśmy zgromadzić w swych szeregach niezbędnych sił i wypracować niezbędnych metod, aby” położyć kres pewnym niepotrzebnym i szkodliwym skrajnościom biurokratyzmu oraz je usunąć.
 
W związku z tym warto wspomnieć o zarzucie, który postawił nam tow. Bucharin 30 grudnia (a który Trocki powtórzył wczoraj, 24 stycznia, podczas naszej dyskusji na zebraniu komunistycznej frakcji II Zjazdu Górników i Hutników); zarzut ten dotyczy „wyrzeczenia się linii nakreślonej przez IX Zjazd partii” (s. 46 sprawozdania z dyskusji 30 grudnia). Toć przecież Lenin na IX Zjeździe bronił militaryzacji pracy i drwił z powoływania się na demokrację, teraz zaś „wyrzekł się” tego. W słowie końcowym, wygłoszonym 30 grudnia, tow. Trocki przyprawił ten zarzut szczególnym, że się tak wyrażę, pieprzem: „Lenin uwzględnia fakt, że w związkach zawodowych zachodzi [...] grupowanie się opozycyjnie nastrojonych towarzyszy” (s. 65); Lenin ujmuje sprawę „pod kątem widzenia dyplomacji” (s. 69); „lawirowanie wewnątrz ugrupowań partyjnych” (s. 70) itp. Takie przedstawienie sprawy przez tow. Trockiego jest oczywiście bardzo pochlebne dla niego i gorzej niż niepochlebne dla mnie. Spójrzmy jednak na fakty.
 
Podczas tej samej dyskusji 30 grudnia Trocki i Kriestinski wskazują na fakt, iż „tow. Prieobrażenski już w lipcu (1920) postawił w KC sprawę, że powinniśmy przestawić się na nowe tory w dziedzinie życia wewnętrznego naszych organizacji robotniczych” (s. 25). W sierpniu tow. Zinowjew pisze projekt listu, a KC zatwierdza list KC w sprawie walki z biurokratyzmem i rozszerzenia demokratyzmu. We wrześniu sprawa staje na konferencji partyjnej i KC zatwierdza jej uchwałę. W grudniu sprawa walki z biurokratyzmem zostaje postawiona na VIII Zjeździe Rad. A więc cały KC, cała partia i cała republika robotniczo-chłopska uznały konieczność postawienia na porządku dziennym sprawy biurokratyzmu i walki z nim. Czyż wynika stąd, że „wyrzeczono się” IX Zjazdu RKP? Bynajmniej. Żadnego wyrzeczenia się tu nie ma. Uchwały o militaryzacji pracy itd. są bezsporne, toteż nie mam najmniejszej potrzeby odwoływać swoich drwin z powoływania się na demokratyzm tych, którzy kwestionowali te uchwały. Wynika stąd tylko to, że w organizacjach robotniczych będziemy rozszerzali demokratyzm, nie czyniąc zeń bynajmniej fetysza; – że sprawie walki z biurokratyzmem będziemy poświęcali szczególnie dużo uwagi; – że będziemy szczególnie skrupulatnie usuwali wszelkie niepotrzebne i szkodliwe skrajności biurokratyzmu bez względu na to, kto na nie wskazuje.
 
Jeszcze jedna, ostatnia uwaga w drobnej sprawie priorytetowości i równorzędności. Podczas dyskusji 30 grudnia powiedziałem, że sformułowanie tezy 41, dotyczącej tego punktu, jest u tow. Trockiego teoretycznie błędne, gdyż według niego w spożyciu ma być równorzędność, a w produkcji – priorytetowość. Priorytetowość – to przyznanie pierwszeństwa, odpowiedziałem, a pierwszeństwo bez uwzględnienia spożycia jest niczym. Towarzysz Trocki czyni mi zarzuty zarówno z tego powodu, jak i z powodu „nadzwyczajnego braku pamięci” oraz „terroryzowania” (s. 67 i 68); dziwię się tylko, że nie ma zarzutu lawirowania, uciekania się do dyplomacji itp. On, Trocki, czynił ustępstwa na rzecz mojej linii równorzędności, a ja Trockiego atakuję.
 
W rzeczywistości czytelnik interesujący się sprawami partii ma do dyspozycji ściśle sprecyzowane dokumenty partyjne: listopadową rezolucję plenum KC, punkt 4 oraz tezy-platformę Trockiego, tezę 41. Choćbym był najbardziej „zapominalski”, choćby tow. Trocki miał najlepszą pamięć, pozostaje faktem, że teza 41 zawiera teoretyczny błąd, którego nie ma w rezolucji KC z 9 listopada. Rezolucja ta brzmi: „Uznając konieczność zachowania zasady priorytetu przy wykonywaniu planu gospodarczego, KC, w całkowitej zgodności z uchwałą ostatniej (tj. wrześniowej) Wszechrosyjskiej Konferencji, uważa za konieczne stopniowe, lecz konsekwentne przechodzenie do równorzędności w sytuacji rozmaitych grup robotników i odpowiednich związków zawodowych, wzmacniając nieustannie organizację ogólnozwiązkową”. Jasne, że jest to skierowane przeciw Cektranowi, toteż wyraźnie sprecyzowanego sensu tej rezolucji nie można interpretować opacznie. Priorytet nie zostaje zniesiony. Przyznanie pierwszeństwa (w wykonywaniu planu gospodarczego) takiemu priorytetowemu przedsiębiorstwu, związkowi zawodowemu, trustowi, resortowi – pozostaje; zarazem jednak „linia równorzędności” – której bronił nie „tow. Lenin”, ale którą zatwierdziła konferencja partyjna i KC, tj. cała partia – wymaga wyraźnie: p r z e c h o d ź do równorzędności stopniowo, lecz konsekwentnie. To, że Cektran nie wykonał tej listopadowej rezolucji KC, widać z grudniowej (przeforsowanej przez Trockiego i Bucharina) uchwały KC, która przypomina raz jeszcze o „zasadach normalnego demokratyzmu”. Błąd teoretyczny w tezie 41 polega na tym, że głosi ona: w dziedzinie spożycia – równorzędność, w dziedzinie produkcji – priorytetowość. Jest to absurd ekonomiczny, ponieważ stanowi to oderwanie spożycia od produkcji. O niczym podobnym nie mówiłem i mówić nie mogłem. Jeśli fabryka jest niepotrzebna – należy ją zamknąć. Zamknąć te wszystkie fabryki, które nie są absolutnie niezbędne. Spośród absolutnie niezbędnych – przyznać pierwszeństwo priorytetowym. Powiedzmy – pierwszeństwo dla transportu. Rzecz bezsporna. Aby jednak nie nadużywać pierwszeństwa oraz wobec tego, że w Cektranie było ono nadużywane, dyrektywa partii (a nie Lenina) głosi: przechodź stopniowo, lecz konsekwentnie do równorzędności. Jeżeli Trocki po plenum listopadowym, które dało nam uchwałę ściśle sprecyzowaną i trafną pod względem teoretycznym, występuje z frakcyjną broszurą o „dwóch tendencjach” i w tezie 41 proponuje swoje ekonomicznie błędne sformułowanie, to niech ma pretensję do samego siebie.
 
* Dzisiaj, 25 stycznia, minął akurat miesiąc od dnia frakcyjnego wystąpienia tow. Trockiego. Teraz widać już bardzo wyraźnie, że partia została przez to niecelowe co do formy i niesłuszne co do treści wystąpienie oderwana od rzeczowej, praktycznej, gospodarczej, produkcyjnej pracy, oderwana gwoli naprawienia błędów politycznych i teoretycznych. Ale nie darmo stare przysłowie mówi: „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”.
 
O wewnętrznych rozbieżnościach w KC opowiadano, jeśli wierzyć pogłoskom, potworne rzeczy. Wokół opozycji uwili sobie gniazdko (i niewątpliwie nadal je sobie wiją) mienszewicy i eserowcy, którzy rozdmuchują pogłoski, przekazują je w niesłychanie złośliwej wersji, zmyślają niestworzone rzeczy, aby na wszelkie sposoby oszkalować partię, w plugawy sposób zinterpretować fakty, zaostrzyć konflikty, zniweczyć pracę partii. Są to polityczne chwyty burżuazji, w tym i demokratów drobnomieszczańskich, mienszewików i eserowców, którzy pałają wściekłą nienawiścią do bolszewików i nie mogą nie pałać nienawiścią z przyczyn aż nadto zrozumiałych. Każdy świadomy członek partii zna te chwyty polityczne burżuazji i wie, ile one są warte.
 
Rozbieżności wewnątrz KC spowodowały, że trzeba było zwrócić się do partii. Dyskusja wykazała wyraźnie istotę i zakres tych rozbieżności. Pogłoskom i oszczerstwom położono kres. Partia uczy się i hartuje w walce z nową (w tym sensie, że po przewrocie październikowym zapomnieliśmy o niej) chorobą – frakcyjnością. W istocie rzeczy jest to choroba stara, której recydyw nie da się zapewne uniknąć w ciągu kilku lat, ale wyleczenie się z niej może i powinno postępować teraz szybciej i łatwiej.
 
Partia uczy się nie wyolbrzymiać rozbieżności. Należy tu powtórzyć słuszne uwagi tow. Trockiego pod adresem tow. Tomskiego. „W najostrzejszej polemice z tow. Tomskim zawsze mówiłem, że jest dla mnie absolutnie jasne, iż kierownikami naszymi w związkach zawodowych mogą być jedynie ludzie z doświadczeniem, z autorytetem, które to właściwości posiada tow. Tomski. Mówiłem to na zebraniu frakcji V Konferencji związków zawodowych, mówiłem to również w tych dniach w teatrze Zimina. Walka idei w partii nie oznacza wzajemnego odrzucania, lecz wzajemne oddziaływanie 9 ” (s. 34 sprawozdania z dyskusji 30 grudnia). Rozumie się samo przez się, że partia zastosuje to słuszne rozumowanie również wobec tow. Trockiego.
 
Odchylenie syndykalistyczne ujawniło się podczas dyskusji szczególnie u tow. Szlapnikowa i jego grupy, tak zwanej „opozycji robotniczej”. Ponieważ jest to oczywiste odchylenie od partii, od komunizmu, to sprawą tego odchylenia trzeba będzie zająć się osobno, trzeba będzie o nim pomówić osobno, trzeba będzie zwrócić szczególną uwagę na propagowanie i wyjaśnianie błędności tych poglądów i niebezpieczeństwa takiego błędu. Towarzysz Bucharin, który wykoncypował syndykalistyczny frazes: „obligatoryjne kandydatury” (związków zawodowych do organów administracji), broni się dziś w „Prawdzie” nader nieudolnie, jawnie niewłaściwie. W innych punktach, uważacie, mówi on o roli partii! Tego tylko brakowało! Gdyby było inaczej, oznaczałoby to wystąpienie z partii. Gdyby było inaczej, to nie byłoby to tylko błędem wymagającym naprawienia i dającym się łatwo naprawić. Jeśli się mówi o „obligatoryjnych kandydaturach” i nie dodaje się natychmiast, że są one obligatoryjne nie dla partii, to jest to odchylenie syndykalistyczne, to nie daje się tego pogodzić z komunizmem, nie daje się pogodzić z programem partyjnym RKP. Jeśli się dodaje: „obligatoryjne nie dla partii”, znaczy to, że oszukuje się bezpartyjnych robotników złudą jakiegoś tam zwiększenia ich praw, podczas gdy w rzeczywistości najmniejszej zmiany w stosunku do tego, co jest teraz, nie będzie. Im bardziej będzie tow. Bucharin bronił swego jawnie niesłusznego pod względem teoretycznym i oszukańczego pod względem politycznym odstępowania od komunizmu, tym bardziej opłakane będą rezultaty tego uporu. Nie sposób jednak obronić tego, co jest niemożliwe do obrony. Partia nie jest przeciwna wszelkiemu rozszerzeniu praw robotników bezpartyjnych, wystarczy jednak trochę się zastanowić, by zrozumieć, jaką drogą tu iść można, a jaką nie można.
 
Podczas dyskusji w komunistycznej frakcji II Wszechrosyjskiego Zjazdu Górników i Hutników platforma Szlapnikowa, choć bronił jej cieszący się szczególnym autorytetem w tym związku tow. Kisielow, poniosła porażkę: na naszą platformę padło 137 głosów, na platformę Szlapnikowa – 62, na 9 24 grudnia 1920 r. w byłym teatrze Zimina, gdzie odbywało się wspólne zebranie aktywu ruchu zawodowego i delegatów na VIII Wszechrosyjski Zjazd Rad, zorganizowane przez Centralny Komitet Zjednoczonego Związku Zawodowego Pracowników Transportu Kolejowego i Wodnego, L. Trocki wygłosił referat o zadaniach związków zawodowych w produkcji. Wystąpienie to zapoczątkowało w partii otwartą dyskusję o związkach zawodowych. – Red. platformę Trockiego – 8. Odchylenie syndykalistyczne musi być przezwyciężone i będzie przezwyciężone.
 
W ciągu jednego miesiąca i Piter, i Moskwa, i szereg miast prowincjonalnych dowiodły już, że dyskusja znalazła oddźwięk w partii, która przytłaczającą większością głosów odrzuciła błędną linię tow. Trockiego. Jeśli w „górach” i na „peryferiach”, w komitetach, w instytucjach, niewątpliwie były wahania, to masy szeregowych członków partii, robotnicze masy partyjne właśnie w przytłaczającej większości wypowiadały się przeciw tej błędnej linii.
 
Towarzysz Kamieniew zakomunikował mi, że podczas dyskusji w dzielnicy Moskwy Zamoskworieczje, 23 stycznia, tow. Trocki oświadczył, iż wycofuje swoją platformę i łączy się na nowej platformie z grupą Bucharina. Niestety, ani 23, ani 24 stycznia nie słyszałem o tym ani słówka od tow. Trockiego, który występował przeciwko mnie na zebraniu komunistycznej frakcji zjazdu górników i hutników. Czy zamiary i platformy tow. Trockiego znowu uległy zmianie, czy też tłumaczy się to w jakiś inny sposób – tego nie wiem. W każdym razie oświadczenie tow. Trockiego z 23 stycznia świadczy o tym, że jakkolwiek partia nie zdołała nawet zmobilizować wszystkich swoich sił, jakkolwiek zdołała wyrazić poglądy tylko Pitra, Moskwy i mniejszości ośrodków prowincjonalnych, to jednak naprawiła od razu, stanowczo, zdecydowanie, szybko i bez wahania błąd tow. Trockiego.
 
Daremny był triumf wrogów partii. Nie zdołali oni i nie zdołają wykorzystać nieuniknionych niekiedy rozbieżności wewnątrz partii na jej szkodę i na szkodę dyktatury proletariatu w Rosji.
 
 
[1] „Pietrogradskaja Prawda” – gazeta codzienna; zaczęła ukazywać się 2 kwietnia 1918 r. jako organ Komitetu Centralnego i Komitetu Piotrogrodzkiego RKP(b). W styczniu 1924 r. nazwa gazety została zmieniona na „Leningradskaja Prawda” i pod tą samą nazwą ukazuje się do dziś. – Red.
 
[2] Patrz: „O związkach zawodowych, o chwili bieżącej i o błędach tow. Trockiego” (w: Włodzimierz Lenin, „Dzieła wszystkie”, Warszawa 1988, s. 193). – Red.
 
[3] Tamże, ss. 193-194.– Red
 
[4] Rozporządzenie W. Zofa z 3 maja 1920 r. zostało opublikowane w tym samym roku w piśmie „Biulletień Mariinskogo Obłastnogo Uprawlenija Wodnogo Transporta” nr 5. Głosiło ono: „Tak więc w działalności transportu wodnego następuje zdecydowany przełom. Koniec z chałupnictwem, komitetowością, bezplanowością i bezrządem, sprawa transportu wodnego staje się sprawą państwową. Na czele staną komisarze polityczni z odpowiednimi pełnomocnictwami. Władza komitetów, związków zawodowych i obieralnych delegatów, jeśli chodzi o ingerowanie w sprawy techniczne i administracyjne, ulega anulowaniu”. Rozporządzenie to było przykładem bezdusznego administrowania i biurokratyzmu, uporczywie stosowanych przez trockistowskie kierownictwo Komitetu Centralnego Zjednoczonego Związku Zawodowego Pracowników Transportu Kolejowego i Wodnego (Cektranu), oraz dobitnym świadectwem niezrozumienia roli związków zawodowych w odbudowie transportu. Związki zawodowe przyrównywano do komitetów armijnych, które były już przeżytkiem, określano mianem „komitetowości” i w trybie rozporządzenia odsuwano od organizowania pracy w transporcie wodnym. – Red.
 
[5] „O związkach zawodowych, o chwili bieżącej i o błędach tow. Trockiego”, wyd. cyt., ss. 214-216. – Red.
 
[6] Tamże, s. 206. – Red.
 
[7] Przy tej okazji należałoby wyrazić życzenie, po pierwsze, aby w ukazującym się aktualnie wydaniu dzieł Plechanowa wyodrębniono wszystkie artykuły z zakresu filozofii w oddzielny tom lub oddzielne tomy z jak najbardziej szczegółowym skorowidzem itp. Powinno to bowiem wejść do serii obowiązkowych podręczników komunizmu. Po drugie, państwo robotnicze powinno, moim zdaniem, wymagać od profesorów filozofii, aby znali plechanowowski wykład filozofii marksistowskiej i umieli przekazać tę wiedzę uczącym się. Ale to wszystko jest już dygresją od „propagandy” w stronę „administrowania”.
 
[8] Nawiasem mówiąc, Trocki i tu popełnia błąd. Sądzi on, że związek produkcyjny jest to związek mający za zadanie podporządkować sobie produkcję. Jest to niesłuszne. Związek produkcyjny jest to związek organizujący robotników według gałęzi produkcji, co jest nieuniknione przy obecnym (zarówno w Rosji, jak i na całym świecie) poziomie techniki i kultury.

Włodzimierz Lenin: Socjalizm a wojna (Stosunek SDPRR do wojny)

Lenin222.jpg

Napisane: lipiec-sierpień 1915
Wydrukowano: sierpień 1915, w Genewie jako broszura w wydaniu redakcji gazety "Socyał-Diemokrat"

Włodzimierz Lenin: Władza radziecka a sytuacja kobiet (1919)

Kobiety - plakat ZSRR

Druga rocznica władzy radzieckiej zmusza nas do tego, abyśmy rzucili ogólne spojrzenie na to, co zostało dokonane w ciągu tego czasu, i do zastanowienia się nad znaczeniem i celem

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Obama rev