Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 14 gości.

restauracja kapitalizmu

Unia chce odrestaurować kapitalizm na Kubie

Kuba - flaga

Szefowie dyplomacji państw UE mają dać w poniedziałek zielone światło do rozpoczęcia rozmów z Kubą na temat umowy o relacjach politycznych i gospodarczych.

Kuba "modernizuje" gospodarkę

Kuba - flaga (zdjęcie)

W sobotę rozpoczyna się VIII kadencja kubańskiego Narodowego Zgromadzenia Władzy Ludowej (Asamblea Nacional del Poder Popular).

Tadeusz Kowalik: Blaski i cienie transformacji polskiej

Tadeusz Kowalik

Publikujemy poniżej tekst ekonomisty uznawanego za "głównego lewicowego krytyka Balcerowicza" , zmarłego niedawno prof.

Warto też zwrócić uwagę, iż w bieżącym półwieczu uprzemysłowione zostały liczne kraje (w Europie kraje skandynawskie i Austria), a w Azji Japonia, Tajwan) bez zubożenia znacznych grup ludności, bez akumulacji pierwotnej typu brytyjskiego, czy nawet niemieckiego.
 
 
 
Panem et circenses[15]
 

 
Obecnie powyższe argumenty zostały przygłuszone frontalnym wyzwaniem wobec „układu liberalnego” rzuconym przez koalicję konserwtywno-populistyczną. W wyzwaniu tym dominują nie tyle argumenty, co oskarżenia. Karol Modzelewski tak rozpoczyna swą próbę wyjaśnienia tego, co się stało po wyborach parlamentarnych jesieni 2005 r. „Demonstranci skandują: ’Zło-dzie-je, zło-dzie-je!’ Musiała się więc pojawić partia, która odpowie: Tak, to złodzieje, a my, szeryfowie, zrobimy porządek!”[16]. Takie są źródła wyborczego sukcesu partii Kaczyńskich „Prawa i Sprawiedliwości”. Przyjrzyjmy się temu świeżemu fenomenowi bliżej.
 
 
 
Obaj Kaczyńscy odegrali znaczącą rolę w formowaniu koalicji rządu Tadeusz Mazowieckiego. Już jednak rok po później, a pół roku po wprowadzeniu drakońskiego planu Balcerowicza, który wywołał duże niezadowolenie społeczne, szukali innego rozwiązania, pod pewnymi względami przypominającego ich obecną rolę. Chcę tu przypomnieć ich ówczesną koncepcję, jak ją postrzegał Jacek Kuroń. Przypomnę, że w rządzie Maszowieckiego grał on rolę anastezjologia (jak o sobie chętnie mówił) łagodzącego ból słynnej szokowej terapii Leszka Balcerowicza. Politycznie załamała się ona już w połowie roku 1990. Kuroń tak o tym pisze: „Szok musiał doprowadzić do buntu (...) operacja była zbyt bolesna, by pacjent mógł spokojnie wyleżeć na stole (...) Sprzeciw pacjenta – którym było całe społeczeństwo – szybko przeniósł się do naszego [solidarnościowego – TLK] obozu (...) Alienacja rządu nie pozostawała bezkarnie (...). Kilka środowisk próbowało stanąć na czele rosnącej fali sprzeciwu, ale chwilowo przewagę znów zyskali Jarek [Jarosław -TK] i Lech Kaczyńscy oraz stworzone przez nich Porozumienie Centrum, [którzy] okazali polityczne wyczucie (...) Zrozumieli, że temu wielkiemu ruchowi – któremu Wałęsa i Mazowiecki odebrali wszystko – trzeba dać cokolwiek, bo inaczej on sam (...) weźmie to, co zechce, zapewne niszcząc cały wysiłek reformy (...). Te słowa [Kaczyńskich] brzmiały paskudnie: nie możemy dać chleba, to dajmy igrzyska. Nie możemy ludziom dać nic materialnie, to dajmy im rozliczenie z byłą nomenklaturą”[17].
 
 
I rzeczywiście, w końcu 1991 r. do władzy doszedł, wypromowany przez braci Kaczyńskich, rząd Jana Olszewskiego, który w kampanii wyborczej – jak pisze Kuroń – fundamentalnie zakwestionował dotychczasowe reformy. Mianował jednak na najważniejszego ministra gospodarczego – ministra finansów, skrajnego liberała, manifestacyjnego antyegalitarystę, Andrzeja Olechowskiego. Zapowiadało to w oczywisty sposób kontynuację dotychczasowego kursu w polityce gospodarczej. Najważniejszym zaś wyczynem, o który rząd się potknął, było spektakularne „igrzysko Sejmowe”, inicjujące  publiczną lustrację. Zagrożony Lech Wałęsa - ówczesny prezydent – który również  oskarżony znalazł się wśród oskarżonych o współpracę z tajną policją, zdołał jednak doprowadzić do obalenia rządu Olszewskiego i powołania rządu zdominowanego przez neoliberałów. Oceniając praktykę gospodarczą tego i paru kolejnych gabinetów, Kuroń zasadnie dodaje: „Każdy kolejny rząd, wbrew temu, co zapowiadał, powtarzał drogę rządu Mazowieckiego” (tamże, 87), czyli uprawiał politykę neoliberalną.
 
 
 
Bankowe circenses

 
Wiele wskazuje, że rządy Kaczyńskich, to lepiej przemyślane, skuteczniejsze wydanie rządu Jana Olszewskiego, do którego zresztą obaj nawiązują. Powstaje jednak pytanie, w jaki sposób Kaczyńscy zamierzają utrzymać lub zwiększyć poparcie społeczne?
 
 
Choć przykładów jest wiele, a czołową rolę odgrywa chęć przerzucenia odpowiedzialności za wszelkie zło głównie na starą i nową nomenklaturę (słynny „układ”), pokażę to na przykładzie sporu o system bankowy. Spór toczy się głównie na linii: szef Narodowego Banku Polskiego Leszek Balcerowicz contra rząd Marcinkiewicza/ Kaczyńskiego wspierany przez parlamentarną większość. Niezależnie od personalnych ataków na Balcerowicza (w czym od dawna celuje A. Lepper) jako najbardziej odpowiedzialnego za kierunek polskiej transformacji, wytaczane są trzy zarzuty.
 
 
System Bankowy, czemu miał sprzyjać Balcerowicz, został już w pierwszych latach transformacji opanowany przez postkomunistyczną nomenklaturę, co w dużym stopniu opierało się i sprzyjało korupcji i klientelizmowi.
 
 
Bank centralny powinien, na wzór amerykańskiego Fed, odpowiadać nie tylko za stabilność cen, lecz także za wzrost i zatrudnienie. I wreszcie,
Ponad 70% kapitału w polskich bankach należy do obcego kapitału, co rządząca koalicja uważa za wysoce niezdrowe.
 
 
W moim przekonaniu, we wszystkich tych punktach rządzący mają rację. Zresztą, w tym duchu wypowiadało się wielu ekonomistów, także o umiarkowanie liberalnym nastawieniu. Inaczej ma się jednak sprawa ze środkami zaradczymi.
 
 
 
Jest prawdą, że dawna nomenklatura zawłaszczyła dużą część sektora bankowego, co było to związane z wieloma aferami korupcji lub klientelizmem. Miała do niego lepszy dostęp i była lepiej przygotowana. Ale obecnie jest to już historia. W międzyczasie bowiem wielu członków dawnej nomenklatury straciło stanowiska, zatarło ślady czynów korupcyjnych, zręcznie pozbyło się własności, albo też ucywilizowało się. Wątpliwe, czy próba rozliczenia nowobogackich przyniesie pożądane przez rządzących efekty propagandowe, a może wywołać zakłócenia na niezwykle czułym rynku pieniężnym.
 
 
 
Rozszerzenie uprawnień banku centralnego wymagałoby zmiany konstytucji, a więc także pozyskania części opozycji politycznej. Również Unia Europejska zgłaszałaby zapewne zastrzeżenia. Realna pozostaje tylko bardziej przychylna aktywnej polityce rządu obsada kierownictwa tego banku. Kadencja obsesyjnie zainteresowanego tylko „mocnym pieniądzem”, Leszka Balcerowicza kończy się w tym roku. Kto będzie jego następcą? Czy można wykluczyć, że pod naciskiem wierzycieli (Polska jest mocno zadłużona), MFW i Banku światowego, a może i Unii Europejskiej, „wybór” padnie na osobę zaufania rynków finansowych.
 
 
Banki w rękach obcego kapitału są poważnym problemem. Zostały sprzedane po zaniżonych cenach. Najchętniej udzielają kredytów wielkim firmom, głównie swoim, czyli „obcym” lub o powiązaniach z obcym kapitałem. W dodatku zachowują się jak oligopoliści, windując ceny usług, dzięki czemu sektor ten należy do, lub wręcz jest najbardziej zyskowny, a lwia część dywidend jest transferowana zagranicę. Zmiana tej sytuacji byłaby jednak niezwykle trudna. Również grożąca destabilizacją gospodarki.
 
 
Ani w tej, ani w obu pozostałych kwestiach władze nie maja programu, a z wypowiedzi obu Kaczyńskich zaczyna wyzierać imposybilizm. Zapytany przez dziennikarzy, czy nie należałoby przyspieszyć realizacji programu partii „Prawa i Sprawiedliwości”, odpowiedział ujawniając realistyczną niemoc: “Podjęcie dzisiaj rewolucji, która np. doprowadziłaby do sprawiedliwej dystrybucji majątku narodowego przejętego po roku 1989, do wywłaszczenia obecnych oligarchów, jest w sytuacji przynależności Polski do UE całkowicie niemożliwe. Dlaczego te środowiska z tak olbrzymią siłą ciągnęły do UE? Bo mechanizm Unii pozwala na zabetonowanie ich wpływów”[18].
 
 
To mistrzowskie stwierdzenie. Wychodzi naprzeciw odczuciom zwykłych ludzi przekonanych, że majątek narodowy został rozgrabiony. Daje do zrozumienia, że, w imię sprawiedliwości społecznej, nowi rządzący, chętnie przeprowadziliby uwłaszczeniową rewolucję. Ale to całkowicie niemożliwe, a wina leży po stronie elit, mediów, środowisk związanych z oligarchami oraz „obcych”, w tym wypadku Unii Europejskiej.
 
 
Trzeba to jednak ludziom pokazać za pomocą „historycznej polityki”. A służyć temu ma, powołana przez parlament Komisja Śledcza, której przedmiotem zainteresowania będzie działalność sektora bankowego w ciągu ostatnich 17 lat! Można więc być pewnym, że wiele czasu i wysiłków Komisja poświęci odległej już sprawie ‘lustracji’ postkomunistycznej nomenklatury. Doświadczenie poprzednich komisji wskazuje, że poza jednym przypadkiem (sprawą Rywina), ich prace kończą się raportem o charakterze czysto politycznym. Ale jako „circenses” sprawdzają się znakomicie. Są forum łatwych a bezkarnych pomówień, miejscem oratorskich popisów, wydobywających z niebytu jednych polityków, pognębiających innych.
 
 
Polski dramat polega na tym, że w sprawach społeczno-gospodarczych alternatywa jest po stokroć gorsza. Żeby wiedzieć, co reprezentuje zwalczany przez Kaczyńskich establishement, zacytuję konkluzję szeroko upowszechnianego, programowego wykładu Leszka Balcerowicza: „Rozbudowane państwo socjalne jest wynikiem złej i niemoralnej polityki. Jego zwolennicy i twórcy nie mają prawa do okazywania moralnej wyższości wobec tych, którzy się im przeciwstawiają. Przeciwnie, zasługują na moralne potępienie”[19].
 
 
Marcinkiewicza cicha kontynuacja
 


Już samemu formowaniu rządu po zwycięskich wyborach towarzyszyły zjawiska sprzeczne z programowymi zapowiedziami obu Kaczyńskich. Na premiera powołano, Kazimierza Marcinkiewicza, jak przyznawano w partii Kaczyńskich, polityka najbliższego ekonomicznemu liberalizmowi. I rzeczywiście, jako pierwszy krok, nowy premier zamówił Raport otwarcia w Stowarzyszeniu Adama Smitha. Jest to środowisko, które zdobyło sobie w pełni zasłużoną opinię jednego z najbardziej (jeśli nie najbardziej) wolnorynkowego ośrodka badawczo-doradczego. Premier musiał więc wiedzieć w jakiej perspektywie Raport oceni stan gospodarki i co zarekomenduje: dalsze uelastycznienie rynków pracy, a zwłaszcza redukcja kosztów pracy, podatków i wydatków socjalnych.
 
 
To zbliżenie do Stowarzyszenia im. Adama Smitha miało jeszcze inny aspekt. Przez ostatnich jedenaście lat organem doradczym rządu była prawie 40-osobowa Rada Strategii Społeczno-Gospodarczej o składzie dość pluralistycznym, choć zdominowanej przez ekonomicznych liberałów. Rada ta opracowywała dla rządu ekspertyzy, ale jednocześnie była forum publicznej debaty, której raporty były publikowane. Działalność Rady przyczyniała się w znacznym stopniu do przejrzystości polityki gospodarczej władz (nie tylko rządu). To samo można powiedzieć o Rządowym Centrum Strategii Gospodarczej, jako dużej placówce badawczej dla potrzeb władz. Obie te organizacje zostały zamknięte. Jeśli rząd uważał, że należało coś z nimi zrobić, gdyż były obie one były częścią establishmentu, który obecna ekipa zwalcza, to dlaczego nie zmienił jej składu personalnego, lub nie powołał innych instytucji o podobnym charakterze. Nie mając na to pytanie odpowiedzi, nasuwa się raczej wniosek, że obecne władze chcą prowadzić politykę gospodarczą przy mocno przymkniętej kurtynie.
 
 
Na ministra skarbu powołano człowieka bezpośrednio uwikłanego w sprawy biznesu. Z kolei, najważniejszym ministrem gospodarczym - finansów została profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Zyta Gilowska, która wcześniej dała się poznać jako ekonomistka wysoce kontrowersyjna, skrajnie wolnorynkowa. Jeszcze rok wcześniej była uważana za czołowego ekonomistę partii programowo neoliberalnej „Platformy Obywatelskiej”. To Gilowska była autorką koncepcji trój-podatku liniowego – 15% of VAT, CIT i PIT (“3 razy 15”), który musiałby mocno uderzać w kieszeń nie tylko najbiedniejszych, ale i znacznej części klasy średniej. W nowej roli zrezygnowała ze swej koncepcji, ale też szybko zyskała sobie opinię gwaranta stabilności rynków finansowych.
 
 
 
Gdy z powodu podejrzeń o kłamstwo lustracyjne, Gilowska została zdymisjonowana, Marcinkiewicz powołał na jej miejsce biznesmena. Dodajmy, że gdy w lipcu 2006 Jarosław Kaczyński tworzył nowy gabinet rządowy, powołał na ministra finansów ortodoksyjnego ekonomistę liberalnego (którego majątek obliczany jest na dziewięć milionów zł, a głównym źródłem miała być gra na giełdzie).
 
 
W obu gabinetach Marcinkiewicza i Kaczyńskiego na ministrów pracy i spraw socjalny powołano osoby do tego stanowiska nieprzygotowane, mimo wyjątkowych wyzwań w postaci najwyższej w UE stopy bezrobocia i biedy. A zmiany, jakie wprowadzono w tej dziedzinie są więcej niż skromne: “becikowe”, nieco zwiększone zasiłki z pomocy społecznej, wydłużone urlopy macierzyński oraz wychowawczy. Nie wiadomo, czy ich skutki nie zostaną zniwelowane przez wzrost akcyzy i VAT.
 
 
Jeśli więc pada pytanie, czego się można spodziewać, odpowiadam: w polityce gospodarczej – kontynuacji. Z jednym wyjątkiem. Zarówno Gabinet Marcinkiewicza, jak J. Kaczyńskiego nie spieszy się z dalszą prywatyzacją. Co więcej, przygotowuje ustawę, która w nadzwyczajnych okolicznościach pozwoliłaby na re-nacjonalizację ważnych dla państwa firm. Za wcześnie mówić, czy zapowiedzi premiera będą oznaczać zauważalną poprawę w dziedzinie budownictwa mieszkaniowego, choć na pewno nie na skalę polskiego wyzwania.
 
 
 

Polska Solidarna? Gospodarka socjalna?
 



Zmianę premiera dokonano w lipcu pod ogólnikowym hasłem przyspieszenia. Zachowajmy minimum dobrej woli i zastanówmy się, na czym owo przyspieszenie mogłoby polegać. Załóżmy, że przywódca partii rządzącej nie chciał otwarcie dezawuować Marcinkiewicza za jego skłonności liberalne i pod hasłem przyspieszenia myślał właśnie powrót do haseł Polski Solidarnej i gospodarki socjalnej. Za dobrą monetę przyjmijmy stwierdzenie premiera, że „Nasza koalicja ludowo-narodowa przypomina mi CSU, formację rządzącą Bawarią z ogromnym sukcesem od dziesięcioleci”[20]. Zastanówmy się więc, co te dwa hasła mogłyby oznaczać.
 
 
Jest oczywiste, że największym wyzwaniem są bezrobocie i bieda, na terenie Unii Europejskiej symptom sytuacji nadzwyczajnej. A nadzwyczajna sytuacja domaga się nadzwyczajnych środków zaradczych, i to zarówno co do ich skali, jak i niekonwencjonalnej różnorodności. Jest oczywiste, że sam wzrost gospodarki i same narzędzia rynkowe nie wystarczą. Jeśli więc władze chciałyby zademonstrować naszą suwerenność, to powinny ujawnić władzom Unii Europejskiej rzeczywisty stan rzeczy i domagać się akceptacji dla owych nadzwyczajnych środków. Musiałyby być uruchomione na dużą skalę roboty publiczne, młodzieżowe hufce pracy budujące dla siebie i innych tanie mieszkania, itp.
 
 
Walkę o zredukowanie w ciągu kilku lat bezrobocia do kilku procent oraz o odwrócenie tendencji do dalszego narastania biedy łatwo byłoby połączyć z reorientacją systemową. Zamanifestować odwrót od modelu amerykańskiego jako wzorca i zainteresowanie najciekawszymi doświadczeniami krajów wchodzących do UE. Trzeba się bowiem pozbyć dość powszechnego w Polsce przekonania, że Unia przedstawia sobą jeden mniej lub bardziej ukształtowany system społeczno-ekonomiczny, albo że wkrótce takim się stanie. W ostatnich latach narasta literatura badająca zróżnicowanie systemowe w świecie współczesnym, w tym w UE. Na przykład, Bruno Amable wyróżnia w samej Unii cztery odmiany kapitalizmu: rynkowy (jak w Wielkiej Brytanii), socjaldemokratyczny (kraje skandynawskie), kontynentalny (głównie Niemcy, Holandia, Francja, Belgia) oraz śródziemnomorski (cztery kraje Południowej Europy)[21].
 

Polska powinna dokonać świadomego wyboru pomiędzy tymi czterema systemami. W przekonaniu autora tego tekstu uczyniłaby najlepiej, gdyby starała się maksymalnie skorzystać z doświadczenia skandynawskiego, wzbogaconego przez niektóre rozwiązania austriackie i niemieckie. Byłaby to równocześnie próba zlikwidowania rozbieżności pomiędzy gwarancjami Konstytucji RP oraz realiami będącymi ich zaprzeczeniem. Przede wszystkim, ponownie uczynić problem wyboru systemu społeczno- gospodarczego przedmiotem społecznej debaty.
 
 
Tak więc, Polska w bardzo szybkim tempie – zaledwie w ciągu trzech, czterech lat – przeszła od realnego socjalizmu do kapitalizmu. Stworzyła ład społeczny, dla którego wzorcem był model anglosaski, zwłaszcza północno-amerykański z jego ostrymi podziałami klasowymi, dużymi nierównościami dochodowymi i majątkowymi oraz rażącym zakresem wykluczenia społecznego. Otwarte pozostaje pytanie, czy zdobędzie się na zwrot w kierunku, zarysowanego w Konstytucji RP, systemu społecznej gospodarki rynkowej.
 
 
Przedruk z pracy zbiorowej „Futuryzm miast przemysłowych. 100 lat Wolfsburga i Nowej Huty” pod red. Martina Kaltwassera, Ewy Majewskiej i Kuby Szredera, Korporacja Ha!art, Teatr Łaźnia Nowa, Kunstverein Wolfsburg, Kraków 20
Publikacja za portalem Intenacjonalista
 


Przypisy:

[1] Od lat 1980 Karl Polanyi Institute of Political Economy w Montrealu organizuje, co dwa lata, międzynarodowe konferencje związane z jego twórczością.

[2] Kowalik T., Systemy gospdoarcze. Efekty i defekty zmian ustrojowych, Warszawa 2005

[3] W artykule z roku 1983 pisaliśmy: „Wszystko to uzasadnia, naszym zdaniem, paradoksalny termin ‘konserwatywna modernizacja’ w zastosowaniu do krajów socjalistycznych. One zostały wprawdzie zmodernizowane  (…), ale w taki sposób, który nie tylko nie zapewnia im przodownictwa (może z wyłączeniem sfery militarnej), ale także trwałego rozwoju odpowiadająego ogromnym potrzebom społecznym (…). Jeśli analiza nasza jest poprawna, to zapowiada to narastanie napięć, które z kolei będą negatywnie odbijały się na procesie rozwoju (Brus W. i T. Kowalik, Socialism and development, „Cambridge Journal of Economics”, nr 7/1993, s. 251)

[4] Autorzy pisali we wstępie: „Dostrzec można zatem znaczne podobieństwo między wartościami, którym podporządkowana jest polityka gospodarcza i społeczna socjaldemokratów w Szwecji oraz tymi, które urzeczywistniamy, lub staramy się urzeczywistnić w Polsce: pełne zatrudnienie, płaca uzależniona od wkładu pracy, bezpieczeństwo socjalne. Tym bardziej doświadczenia szwedzkie warte są przestudiowania, a niektóre z nich mogą być bezpośrednio użyteczne dla procesu reform gospodarczych oraz bieżącej polityki”(Konsultacyjna Rada Gospodarcza, Model Szwedzki,  Warszawa 1989:5). Oprócz problemów systemowych, autorzy poświęcili dużo uwagi kwestii konsensualnej  (opartej na porozumieniu ze związkami zawodowymi) restrukturyzacji przemysłu stalowego i stoczniowego. Obiecujący początek został więc zrobiony.

[5] Bruno M., Stabilization and reform in Eastern Europe, IMF working paper nr 92/30, Waszyngton 1992

[6] Milanovic B., Poland’s quest for economic stabilization 1988-1991: interaction of political economy and economics, “Soviet Studies”, nr 3/1992
 

[7] Jeden z szefów GUS uważał, że około jednej trzeciej poszukujących pracy nie rejestrowało się i nie rejestruje (Łagodziński B., Strach przed biedą, „Rzeczpospolita”, 27 sierpnia 1999). Szacunek ten znalazł dość dokładne potwierdzenie w badaniach CBOS (Bezrobotni o swoim płożeniu życiowym, 2004:3)na pytanie: czy jest pań(i) zarejestrowany(a), zaprzeczyło 30% badanych bezrobotnych.

[8] W komentarzu Centrum Badania Opinii Społecznej do badania opinii Polaków o rynku pracy i bezrobociu czytamy: „Obecnie co trzecia rodzina w Polsce dotknięta jest bezrobociem kogoś ze wspólnego gospodarstwa domowego, a co siódmy respondent doświadcza bezrobocia osobiście (...). Coraz więcej bezrobotnych odczuwa deprywacje finansowe, coraz więcej skarży się na ubożenie rodziny, narastające w niej konflikty, a także na utratę szans rozwoju zawodowego, zależność od innych, pogarszanie się stanu zdrowia, poczucie bycia niepotrzebnym, a przede wszystkim – poczucie bezradności, które w ostatnich trzech latach systematycznie się nasila”.

[9] (Milic-Czerniak R. (red.), Gospodarstwa domowe w krajach Europy Środkowej, Warszawa 1998; Cytowany fragment jest autorstwa Lidii Beskid.

[10] Nawet tak surowy krytyk Planu Balcerowicza, jak Grzegorz Kołodko pisał, iż „radykalna zmiana mechanizmów podziału jest instrumentem dalszej akumulacji bogactwa. To zaś tworzy podstawy nowej klasy średniej i wyższej, bez których system rynkowy w ogóle nie mógłby istnieć (...) Jeśli polityka nastawiona jest na kreowanie nowej klasy średniej, a dochody w tym czasie spadają, to ubóstwo musi wzrosnąć. Z makroekonomicznego punktu widzenia jedną z charakterystycznych cech transformacyjnego załamania jest transfer części dochodów z warstw biednych do zamożnych”[10]. Zdaniem tego autora, jest to „zadanie być może trudniejsze niż podczas podobnego procesu historycznego, jakim była akumulacja pierwotna, ponieważ trwa poważne załamanie lub nawet depresja” (Kołodko G., Od szoku do terapii, Warszawa 1999.

[11] Domański H. i A. Rychard, Nowe społeczeństwo klasowe? Rozmowa R. Krasowskeigo i J. Ostrowskiego, „Życie”,  20 marca 1998

[12] Kurczewski J., Taka młoda a taka brzydka, „Gazeta Wyborcza”  27-28 stycznia 1995

[13] Geremek B., Geremek odpowiada Żakowski pyta, Warszawa 1990 s. 365

[14] Warto tu przypomnieć, że w powojennych Niemczech Zachodnich inwestycje państwa przez szereg lat dorównywały wielkością inwestycjom prywatnego biznesu, a niekiedy (w latach 1953-54) je przewyższały.

[15] Łacińskie: chleba i igrzysk.

[16] Modzelewski K., Chóry i pienia, „Gazeta Wyborcza”, 29-30 lipiec 2006
 

[17] Kuroń J., Siedmiolatka czyli kto ukradł Polskę? Wrocław 1997 s. 79-80)

[18] Kaczyński L., Kaczyński: możemy przegrać bitwę o Polskę, rozmowa C. Michalskiego i P. Semki, “Dziennik”, 22-23 lipiec 2006. Tytuł jest tu też znamienny.

[19] Balcerowicz L., Gospodarka z kulą u nogi, „Puls biznesu” 29 marzec

[20] Kaczyński J., Kaczyński: chcę pozostawić silną partię, „Dziennik”, 29-30 lipca
Inne wypowiedzi świadczą, że Kaczyński nie ma jasności co do kształtów swego ideału. Za akceptowane przezeń „minimum liberalno-demokratyczne” uznał np. nie tylko demokrację parlamentarną i swobody obywatelskie, lecz także „wolny rynek”, którego nie da się pogodzić ani z Polską Solidarną, ani z gospodarką socjalną.

[21] Amable B., Diversity of modern capitalism, Oxford 2003

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Naszym zdaniem

Logo PZPR

Klasą robotniczą manipulowano przez cały okres PRL.

Dlaczego walczyliśmy w obronie Związku Radzieckiego (część I)

Czerwona gwiazda

Miliony na całym świecie płoną gniewem na straszny widok Iraku, rozbitego do fundamentów i poniżonego kolonialną grabieżą.

Oszustwa naszych czasów - wywiad

Edward Redliński

Edward Redliński: Być może nie napisałbym "Transformejszen", gdybym rok przedtem nie wkradł się do kombinatu "Fasty". I gdybym nie zwiedził PGO "Ignatki"...

Dariusz Zalega: Wielki okrągłostołowy szwindel

okragly_stol.jpg

Postsolidarnościowe władze szykują wielką fetę na 20. rocznicę zakończenia rozmów „okrągłego stołu” i, będących efektem ugody, wyborów do tzw. „kontraktowego” Sejmu. Czy 1989 r.

Społeczność

Lenin001